Trwa ładowanie...
d3h208m

Nowa terenówka i szlifowanie borowików – kulisy wypadów prezydenta na narty

Specjalnie przemalowany terenowy samochód i odpowiedni dobór funkcjonariuszy, którzy szlifują umiejętności narciarskie – tak BOR, według informacji Wirtualnej Polski, przygotował się do ochrony uwielbiającego "białe szaleństwo” Andrzeja Dudy. Znacznie słabiej od prezydenta – jak oceniają nasi rozmówcy - jeździł Bronisław Komorowski. Opowiadają też, jak Donalda Tuska chroniła funkcjonariuszka udająca Włoszkę, a ochroniarz Radosława Sikorskiego zwoził ministra ze stoku na plecach.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Prezydent najczęściej jeździ na narty do Wisły
Prezydent najczęściej jeździ na narty do Wisły (Agencja Gazeta)
d3h208m

Według naszych źródeł w BOR Duda, który często lata do Krakowa, jako najlepsze miejsce do narciarskich wyjazdów traktuje Wisłę, gdzie znajduje się prezydencka rezydencja. – Teraz też tam jest – mówi nam jeden z funkcjonariuszy. Tym razem, jak napisał "Super Express", prezydent z rodziną - żoną i cóką do Wisły pojechał już w Wigilię.

Para prezydencka wyrusza z Krakowa do Wisły na Święta East News
Para prezydencka wyrusza z Krakowa do Wisły na Święta (East News, Fot: łukasz gagulski)

Oprócz wypadów do Wisły zdarzają się też inne, jak ten do Karpacza w marcu 2016 roku, gdzie prezydent brał udział razem z grupą polityków PiS w mistrzostwach Polski parlamentarzystów. To wtedy doszło do głośnego wypadku, gdy w prezydenckiej limuzynie pękła opona.

d3h208m

- Opona pękła, bo prezydent nie chciał jeździć terenowym samochodem. Teraz się to zmieniło. Dostał terenową toyotę, którą specjalnie dla niego została polakierowana na czarno – opowiada borowiec.

Jak się zabezpiecza prezydenta, gdy już dotrze na stok? – pytamy doświadczonego oficera.

- Dwóch funkcjonariuszy jest wcześniej i sprawdza stok. Kilku jeździ razem z ochranianym na stoku. Jeden z nich towarzyszy mu na orczyku. W tej grupie powinien być też jeden ratownik medyczny, który ma w plecaku apteczkę. Kierowcy są w samochodach na dole. W pobliżu powinna być też karetka – wylicza nasz rozmówca.

Według naszych informacji z umiejętnościami narciarskimi w grupie ochronnej prezydenta nie jest najgorzej. - Grupa prezydenta jest najbardziej zgrana, bo ma najbardziej stały skład. Na nartach też mogli się doszlifować – przyznaje jeden z funkcjonariuszy.

Andrzej Duda pakuje sprzęt narciarski przed wyjazdem do Wisły East News
Andrzej Duda pakuje sprzęt narciarski przed wyjazdem do Wisły (East News, Fot: łukasz gagulski)

Zdaniem naszych rozmówców borowcy prezydenta musieli być tak dobrani, by nie odstawali od niego na stoku. Jako dobrych narciarzy wymieniają też
Donalda Tuska i Aleksandra Kwaśniewskiego, a znacznie gorzej oceniają umiejętności Bronisława Komorowskiego.

d3h208m

- Komorowski raczej zjeżdżał, niż jeździł.Tusk i Duda są znacznie lepsi – mówi nam oficer BOR.
Kwaśniewski jako prezydent i Tusk jako premier w przeciwieństwie do Andrzeja Dudy woleli szusować za granicą, niż w Polsce. Pierwszy wybierał najczęściej szwajcarski kurort Davos, a drugi – Włochy.

Prezydent na nartach w Tatrach Agencja Gazeta
Prezydent na nartach w Tatrach (Agencja Gazeta, Fot: Marek Podmokły)

Wyjazdy Tuska w Dolomity z punktu widzenia BOR były trudną operacją, którą trzeba było prowadzić pod przykryciem, bo polityk PO chciał się pozbyć nielubianej przez niego ochrony podczas urlopu.

- Musieliśmy go chronić z ukrycia. Do Włoch jechała grupa złożona z borowców, którzy na co dzień nie pracowali z Tuskiem, by ich nie znał z twarzy. Na stoku mieli obserwować premiera, ale z odległości, by się nie zorientował – opowiada jeden z oficerów.

d3h208m

- Jedna z funkcjonariuszek miała ciemną karnację i wyglądała jak piękna Włoszka. Tusk ją zagadał, ale rozmawiali po angielsku i się nie połapał. Dopiero, jak ją zobaczył w Polsce – śmieje się nasz rozmówca.

Mniej przyjemną przygodę miał w Alpach Radosław Sikorski, który zaliczył tam wypadek na stoku. Ministra spraw zagranicznych, który uszkodził sobie nogę, ratował jego oficer BOR-u. – Nie wzywał helikoptera co by kosztowało krocie, ale wziął Sikorskiego na plecy i zwiózł go ze stoku – opowiada nasz rozmówca. Współpracownicy szefa MSZ mieli potem usłyszeć od niego żart, że z jazdą na nartach jest jak z seksem – trzeba się namęczyć, by było przyjemnie.

d3h208m

Podziel się opinią

Share
d3h208m
d3h208m
Więcej tematów