Trwa ładowanie...
d4ghugt
Do Rzeczy

Marsz - ale dokąd?

To nie prezydent Andrzej Duda ma problem z Marszem Niepodległości, ale jego organizatorzy, podobnie jak organizatorzy konkurencyjnych uroczystości - sugeruje Piotr Gociek z "Do Rzeczy".
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Marsz - ale dokąd?
(PAP, Fot: Maciej Kulczyński)
d4ghugt

Po krótkiej chwili wahania zapadła decyzja: prezydent Andrzej Duda uczci Święto Niepodległości na dwa sposoby: weźmie udział w uroczystościach oficjalnych (m.in. przy Grobie Nieznanego Żołnierza), a także odwiedzi Białą Podlaską, by świętować wraz z mieszkańcami. W jego kalendarzu 11 listopada zabrakło więc zarówno udziału w Marszu Niepodległości organizowanym od lat przez środowiska narodowe, jak i kontynuacji działań Bronisława Komorowskiego wymierzonych przeciw narodowcom - czyli marszu Razem dla Niepodległej. W tym ostatnim Komorowski próbował skupiać wokół siebie "dobrą endecję" (tak ją nawet określił Adam Michnik). Dobra endecja to Misio Kamiński, Roman Giertych plus poparcie dla władzy (byłej, nie obecnej).

Decyzja prezydenta Dudy wzbudziła pomruki niezadowolenia po prawej stronie. Czy "zdradził" prawicę, bo nie chce iść w Marszu Niepodległości? Dlaczego nie pójdzie choćby w pochodzie krakowskim, czyli konkurencyjnej wobec marszu narodowców imprezie organizowanej przez Kluby Gazety Polskiej? A może po prostu poddał się dyktatowi środowisk lewackich, które w ostatnich dniach żądały, by prezydent Polski nie firmował "swoim imieniem i urzędem wydarzenia, które budowane jest na nienawiści do mniejszości i ksenofobicznym przekazie"? W tym roku lewicy przeszkadza bowiem już nie tylko sam fakt organizowania pochodu przez narodową prawicę, ale przede wszystkim hasło, pod którym się odbędzie: "Polska dla Polaków, Polacy dla Polski".

Kicz pojednania

d4ghugt

Rozumiem decyzję prezydenta Andrzeja Dudy i uważam, że inna być nie mogła, choć jednocześnie żałuję, że w tak niezwykły dzień, jakim jest Święto Niepodległości, nie możemy doczekać się chwili, kiedy wybrany przez naród przywódca zamiast brać udział w koniunkturalnej imprezce politycznych pieczeniarzy (taki był "marsz" Komorowskiego), kroczy na czele (wśród) tysięcy obywateli, którzy chcieliby po prostu tego dnia zamanifestować swoją radość z tego, że Polska jest.

Wbrew licznym opiniom nie sądzę jednak, że to prezydent Andrzej Duda ma problem z Marszem Niepodległości. Problem z nim mają jego organizatorzy, ale jeszcze większy - duża liczba jego uczestników, którzy do innego przedsięwzięcia się zgłaszali, a w innym wylądowali. Problem mają także organizatorzy innych marszów - bo oprócz krakowskiego jest wszak i osobna uroczystość organizowana przez korwinowców, czyli Marsz Wolności i Suwerenności. Ta ostatnia impreza odbywa się zwykle w okolicach 7 października, z okazji - jak przypomina Janusz Korwin-Mikke - rocznicy "ogłoszenia przez Radę Regencyjną odzyskania niepodległości przez Polskę".

Marsz Niepodległości przechodził ewolucję. Z początku była to impreza organizowana wyłącznie przez środowiska narodowe. W roku 2010 w komitecie wspierającym marsz znaleźli się jednak również Paweł Kukiz i Jacek Bartyzel, a rok później ideę propagowali i do udziału wzywali przedstawiciele tak różnych organizacji jak Solidarni 2010, KoLiber, Fundacja Republikańska czy Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy. Marsz rósł w siłę nie dlatego, że nastąpiło w Polsce jakieś "narodowe przebudzenie" i nagle milionom Polaków zamarzyło się czczenie Romana Dmowskiego i delegowanie Roberta Winnickiego na stanowisko premiera, ale dlatego, że okazał się wydarzeniem, w czasie którego każdy mógł wyrazić sprzeciw wobec nieudolnej i skorumpowanej władzy Platformy Obywatelskiej.

Historia marszu to także historia licznych policyjnych zaniechań i prowokacji oraz starć prowokowanych przez zamaskowanych lewicowych bojówkarzy (niekiedy "z importu" tak jak wtedy, gdy z "bratnią pomocą" przybyli do Warszawy niemieccy anarchiści). Skutkiem tej kontestacji były zadymy i incydenty w rodzaju palenia tęczy na placu Zbawiciela.

d4ghugt

Do dziś niewyjaśniona jest zarówno skala udziału kibicowskich ultrasów, którzy wykorzystywali marsz jako okazję do bitki, jak i kwestia pojawiających się na marszu ubranych po cywilnemu policjantów, a może i przedstawicieli służb specjalnych, którzy zamiast pilnować bezpieczeństwa uczestników imprezy, zajmowali się prowokowaniem incydentów.

I tu dochodzę do wspomnianego problemu z marszem - pod tym względem przełomowy był rok 2012, kiedy to impreza była chyba najliczniejsza (ok. 100 tys. uczestników) i przełomowa. Sami organizatorzy przyznawali po nim, że formuła marszu się wyczerpała.

W roku 2012 wydarzyło się jednak jeszcze coś, co zniszczyło sen prawicy o Marszu Niepodległości jako imprezie łączącej rozmaite środowiska i wrażliwości. Finałowym aktem przemarszu pod pomnik Romana Dmowskiego okazało się proklamowanie na Agrykoli powstania ugrupowania politycznego: Ruchu Narodowego. I tu wielu uczestników poczuło się nabitych w butelkę. Chcieli bowiem protestować przeciw władzy, chcieli świętować rocznicę odzyskania niepodległości, chcieli pokazać salonowi: "Nie boimy się was, policzcie nas!" ale nie chcieli, by ktoś ich en masse zapisywał do jakiejś partii politycznej - i to akurat do partii narodowców.

Marsz Paderewskiego

Nie mam pretensji do organizatorów Ruchu Narodowego - od dawna szukali sposobu, by po pierwsze zaistnieć w świadomości wyborców, po drugie przekuć korzyści z mobilizacji 11 listopada na siłę polityczną. Nie udało się to samopas, ale powiodło w sojuszu z Pawłem Kukizem. Dowodem jest lista nowych posłów, na której są działacze Ruchu Narodowego. Gdyby nie Marsz Niepodległości, gdyby nie to wyprowadzenie na ulice "polskich oburzonych" tego sukcesu by nie było. A obecność w parlamencie daje całkiem nowe i dużo szersze niż dotąd możliwości uprawiania polityki.

d4ghugt

Powtórzę zatem: to nie prezydent ma problem, lecz ci, którzy zastanawiają się, jak uczcić Święto Niepodległości bez wpadania w partyjną retorykę. Na którą imprezę się wybrać? A może na żadną?

Prywatnie mam zaś jeszcze inny pomysł - czy nie byłoby dobrze, nie zapominając o Piłsudskim (uroczystości krakowskie) i Dmowskim (uroczystości warszawskie), dołączyć do planu uroczystości na 11 listopada wielkiego marszu wolności przypominającego o Ignacym Janie Paderewskim? Jego zasługi dla propagowania dobrego wizerunku Polski, jego praca dla ojczyzny wciąż nie są należycie doceniane i pamiętane przez rodaków. Taki Marsz Paderewskiego mógłby odbywać się na początek w Poznaniu, a potem "kto wie?" może jednocześnie w innych miastach? Coś mi mówi, że prezydent Andrzej Duda chętniej przyjąłby zaproszenie na taką imprezę.

d4ghugt

Podziel się opinią

Share

d4ghugt

d4ghugt
Więcej tematów