Trwa ładowanie...
d40dssw
kasta

"Kasta" w TVP Info. Ujawniamy drugie dno historii pani Barbary. Te informacje nie pojawiły się w materiale

"Kasta". W programie TVP Info przedstawiono historię pani Barbary, która została eksmitowana ze swojego mieszkania. Jak mówi WP Zenon Procyk, były prezes spółdzielni, eksmisja odbyła się "tylko w teorii", bo "w praktyce Barbara tam nie mieszkała". - Nie płaciła czynszu, miała długi. Jestem załamany, jak to zostało przedstawione ludziom - dodaje Procyk.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Pierwszy odcinek programu TVP Info "Kasta"
Pierwszy odcinek programu TVP Info "Kasta" (TVP Info)
d40dssw

Pierwszy odcinek programu "Kasta" był poświęcony Spółdzielni Mieszkaniowej Pojezierze z Olsztyna. Opisano historię pani Barbary, która w 1998 roku miała być wyrzucona z własnego mieszkania razem z mężem i szóstką dzieci. Była w dziewiątym miesiącu ciąży. Po eksmisji okazało się, że w ich mieszkaniu zamieszkała córka księgowej ze spółdzielni.

Sprawa trafiła do sądu i ciągnęła się przez 16 lat. Interweniowała senator Lidia Staroń, która również wystąpiła w pierwszym odcinku programu "Kasta".

W programie pojawia się postać Zenona Procyka, byłego prezesa spółdzielni Pojezierze. Lata temu postawiono mu 20 zarzutów - w tym dotyczący wyłudzenia mieszkania od ciężarnej pani Barbary. Został aresztowany, a później uniewinniony. W efekcie Procyk otrzymał prawie 1,7 mln złotych odszkodowania w związku z 20 zarzutami, z których został uniewinniony.

d40dssw

Procyk: nie płaciła czynszu, miała długi

Zenon Procyk w rozmowie z Wirtualną Polską stwierdza, że w programie pojawiło się wiele kłamstw. - Jestem załamany tym, jak przedstawiono to ludziom - mówi Procyk. - Nie mam zamiaru niczego ukrywać. Zależy mi na uczciwym przedstawieniu sprawy - mówi Procyk i przedstawia nam historię pani Barbary na podstawie akt sprawy.

Przydział na własnościowe prawo do mieszkania miała otrzymać w styczniu 1992 roku. Jak przekazuje Procyk, w grudniu 1993 roku, a więc po dwóch latach od przyjęcia mieszkania, Szypulska miała już dług, gdyż nie płaciła czynszu. Otrzymała wezwanie do uregulowania zaległości, początkowo w wysokości 2 300 zł. W związku z brakiem reakcji w marcu 1994 roku SM Pojezierze skierowało pozew do sądu o zapłatę tego zadłużenia. Kobieta długu miała nie uregulować – w lutym 1995 roku spółdzielnia skierowała do sądu pozew o eksmisję Szypulskich. W międzyczasie dług urósł do 8 tys. zł, a kobieta została wykluczona z członkostwa w spółdzielni.

W 1996 roku zapadł wyrok sądu – eksmisja na bruk. Szypulska zaczęła wysyłać prośby o ponowne rozpatrzenie sprawy. Zobowiązała się, że jest w stanie płacić czynsz regularnie. Poprosiła o wstrzymanie eksmisji. To wszystko działo się jeszcze zanim Zenon Procyk został prezesem SM Pojezierze. Na to stanowisko został powołany w lutym 1997 roku i wówczas poznał sprawę Barbary Szypulskiej.

CZYTAJ TEŻ: Radosław Fogiel z ironią o proteście sędziów. "Nie wiem, co się ludziom nie podoba"

d40dssw

"Kasta" w TVP Info. "Ona tam nawet nie mieszkała"

- Kobieta dalej wysyłała pisma o wstrzymanie egzekucji komorniczej, a sąd wzywał ją do zapłaty zaległego czynszu. Kiedy w połowie 1997 roku wpłaciła 5 tys. zł zadłużenia, kilka dni później spółdzielnia postanowiła dać jej szansę. Zarząd wyraził zgodę na to, by spłaciła resztę długu. Spółdzielnia wniosła nawet prośbę o zawieszenie egzekucji komorniczej i tak się stało - opowiada Procyk. Jednak zadłużenie nadal nie zostało uregulowane.

W październiku 1997 roku spółdzielnia podjęła decyzję o przekwaterowaniu Szypulskiej na ul. Wyszyńskiego. - Proponowaliśmy mniejsze mieszkanie, żeby pomniejszyć jej wszystkie zobowiązania. I wtedy przywrócilibyśmy jej członkostwo w spółdzielni. To była nasza dobra wola. Ona nie chciała, odmawiała. Ale dalej nie płaciła. Później zaproponowaliśmy jej jeszcze inne mieszkanie, też mniejsze, przy ul. Dworcowej. Też nie chciała – mówi Procyk.

Szypulska miesiąc później, w sierpniu 1998 roku, miała wpłacić kolejne 15 tys. zł, ale to nie było całe zadłużenie, więc znów pojawił się wniosek o eksmisję. 18 września 1998 otrzymała zawiadomienie o wszczęciu egzekucji i wezwanie do dobrowolnego jej wykonania. Wówczas spółdzielnia otrzymała informacje o rzeczywistym miejscu zamieszkania Szypulskiej. - Nie mieszkała w miejscu, które było objęte egzekucją komorniczą. Wynajmowała to mieszkanie studentom. Ona nie podała nigdzie miejsca swojego zamieszkania - mówi nam Procyk. I dodaje: - Okazało się, że cała rodzina mieszkała w Ostrzeszewie.

CZYTAJ TEŻ: Olsztyn. Groził prezydentowi miasta. Usłyszał wyrok

d40dssw

"Komornik pytał, czy wstrzymać egzekucję"

Jak wyglądała sama egzekucja komornicza? Została wykonana 8 października 1998 roku. – Dzień wcześniej członkowie spółdzielni pojechali do Ostrzeszewa, by poinformować panią Barbarę o egzekucji. Komornikowi powiedziała, że wpłaci zadłużenie. On odpowiedział: dobrze, niech pani płaci. Mogła udać się do trzech kas na terenie spółdzielni albo na poczcie. Komornik przyjechał i czekał na nią pod budynkiem od godz. 10 do 12, mówiła, że jej rodzina dostarczy wpłatę. Tak się nie stało. Egzekucja została wykonana - opowiada Procyk.

Przyznaje, że owszem, pani Barbara była w ciąży. - Komornik tłumaczył jej, że jak wpłaci zobowiązanie, to wstrzyma eksmisję. Pytał też ją, czy to jakoś przełożyć w związku z jej ciążą. Ona powiedziała: nie - dodaje. - Tej eksmisji praktycznie nie było. Była teoretycznie. Szypulska przyszła, otworzyła, wynieśli jej rzeczy i tyle. Pamiętajmy, ona tam w praktyce przecież nie mieszkała - mówi Procyk. Ostatecznie Szypulska spłaciła zadłużenie, ale zdaniem Procyka, zgodnie z dowodem wpłaty, doszło do tego po godz. 20, już po wykonaniu egzekucji.

- Te mieszkanie przejęła córka księgowej, prawda to jest. Ale to było tak, że Szypulska została eksmitowana do lokalu przy ul. Bałtyckiej – mieszkania córki księgowej - a ta córka księgowej trafiła do mieszkania, gdzie dokonano egzekucji - tłumaczy były prezes spółdzielni.

"Ile razy mam się tłumaczyć?"

Po eksmisji pani Szypulska domagała się odszkodowania od pani księgowej (matki kobiety, która zamieszkała w lokalu po egzekucji komorniczej) w wysokości ceny wolnorynkowej tego mieszkania. W tych sprawach pojawiły się również zarzuty wobec Zenona Procyka.

d40dssw

Procyk podsumowuje: - Najważniejsze: tę sprawę odszkodowania rozpatrywały trzy sądy, w tym Sąd Najwyższy (skargę kasacyjną składał Minister Sprawiedliwości z inicjatywy pani Lidii Staroń). Wszystkie trzy sądy wydały wyroki mnie uniewinniające. Ile razy mam się tłumaczyć z tego samego? Dlaczego pani senator podważa wyroki sądowe? Właściwie wiem, dlaczego: znowu próbuje ze mnie zrobić kozła ofiarnego, żeby zyskać rozgłos. Dzięki temu zaistniała w polityce. Odszkodowanie, które otrzymałem, nie ma nic wspólnego ze sprawą pani Basi. Jedynym wygranym w sprawie pani Basi jest pani Lidia Staroń.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Podziel się opinią

Share

d40dssw

d40dssw
d40dssw
Bądź na bieżąco:
Więcej tematów