WP

Atakowali na uczelni za lewicowe poglądy. Dlatego poprosił o pozwolenie na broń

Franciszek Gil napisał chyba najciekawszy formalnie przedwojenny reportaż. Nosił tytuł "Świadectwo dojrzałości i karta na broń" i mówiono, że właśnie na nim zrobił sobie nazwisko.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Mówiło się, że Gil nazwiska dorobił się na jednym reportażu
Mówiło się, że Gil nazwiska dorobił się na jednym reportażu (iStock.com)
WP

Jego tekst z 1938 r. ma postać podania. Reporter prosi władze o zgodę na kupno pistoletu.

Otóż Franciszek Gil (1917–1960) krótko przed wojną zaczął studia prawnicze na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie i natychmiast zorientował się, że nie da się studiować bez broni. Młodzież Wszechpolska atakowała na uczelni studentów o lewicowych poglądach i tych żydowskiego pochodzenia. A korytarze w gmachu były ciemne, kręte i wąskie. Tekst podania jest więc drobiazgowym uzasadnieniem – z przytoczeniem wielu przykładów agresji Wszechpolaków – dlaczego Franciszek Gil potrzebuje broni.

Reportaż ukazał się w komunizującym, lwowskim miesięczniku „Sygnały”. Pisali tam Erwin Axer, Maria Dąbrowska, Stanisław Jerzy Lec, Czesław Miłosz. Założycielem pisma był Karol Kuryluk (ojciec artystki Ewy Kuryluk), którego w 1938 roku zaatakowała w redakcji bojówka ONR-u i który cudem uniknął ciosu łomem w głowę.

WP

O współpracowniku pisma Franciszku Gilu, synu wiejskiego nauczyciela spod Kielc, który już jako gimnazjalista wydrukował tekst o tym, jak uzdrowić Polskę, nie wspomina się prawie wcale. Niestety wszystko, co napisał po Świadectwie dojrzałości i karcie na broń, nie miało już świeżości i błyskotliwości tego tekstu.

Po wojnie Franciszek Gil pisał do tygodnika „Odrodzenie” socrealistyczne reportaże o reformie rolnej. Wyszły w zbiorze Żniwo wielkiej reformy (1946). Potem poświęcił się monumentalnym reportażom o polskim wybrzeżu zachodnim. Szczecin – jak go nazwał „miasto światła” – był jego nową miłością. „Sprawą ludzi pióra – pisał - jest zadomowić w wyobraźni przeciętnego Polaka dźwig obok plaż, stocznie obok rybackich wiosek, przeładunki obok chmur i lazurów, rejsy polskich frachtowców i polskie centra szkolenia morskiego obok niezmierzonych wód i portowych knajp. Któż bowiem ma uzdrowić nasz typowo lądowy cykl myślenia o morzu?”.

Mariusz Szczygieł przygotowuje dla Wirtualnej Polski wybór 10 reportaży na 100-lecie niepodległości. WP.PL
Podziel się

Po Październiku 1956 ponoć spalił dużą część rękopisów i oddał legitymację PZPR. Jak wspomina szczeciński dziennikarz Bogdan Twardochleb, bodaj w 1958 roku, gdy chciano Franciszka Gila eksmitować z mieszkania za niezapłacenie czynszu, z potarganymi włosami stanął w drzwiach z łopatą czy siekierą. Do trumny położono go w pożyczonym ubraniu, a pogrzeb odbył się na koszt opieki społecznej.

WP

Świadectwo dojrzałości i karta na broń Franciszek Gil

Dnia 27 marca br. (1939) złożyłem następujące podanie:
Do Starostwa Grodzkiego we Lwowie
Proszę o udzielenie zezwolenia na posiadanie broni, ponieważ dnia 18 listopada 1938 wpisałem się na pierwszy rok Wydziału Prawa Uniwersytetu Jana Kazimierza.
Uzasadnienie szczegółowe:
Uniwersytet Jana Kazimierza mieści się w gmachu dawnego sejmu galicyjskiego. Korytarze jego są kręte i ciemne, większość okien wychodzi na przeciwległe ściany, w zakładach przez cały dzień pali się światło. W tych ciemnych korytarzach, w hallu, klozetach, na salach wykładowych bojówki Młodzieży Wszechpolskiej biją od kilku lat studentów niesolidaryzujących się z akcją lub poglądami szerzonymi przez tę organizację. Ponieważ bojówki uzbrojone w kastety, okute pałki, noże napadają zwartą grupą na pojedynczych studentów, nie istnieje żadna możliwość fizycznej obrony.

Gmach na podstawie ustawy o szkołach akademickich jest eksterytorialny, policja nie ma prawa wstępu w jego obręb, rektorzy nawet w razie zaistnienia konieczności nie wzywają jej pomocy, służba porządkowa (woźni) jest sterroryzowana i niedostateczna, wobec bojówek i napadów zachowuje się całkowicie biernie, a nawet z sympatią. Wykrycie sprawców napadu jest trudne, dla władz uniwersyteckich wprost niemożliwe, bowiem na skutek panującej od lat na uczelni psychozy terroru nigdy nie ma świadków zajścia; nikt z obecnych nie chce złożyć zeznań, by nazajutrz nie znaleźć się u tego samego audytora w roli poszkodowanego. Nie zeznaje z tych samych względów i nie poznaje nikogo służba; dla utrudnienia zaś rozpoznania na uniwersytet przychodzi zwykle bić bojówka z politechniki, a na politechnikę z uniwersytetu. W rzadkim wypadku ustalenia sprawców napadu władze uniwersyteckie karzą napastników nie dość ostro.

Sprawy o sfałszowanie podpisów w indeksie kończą się zawsze relegacją, a zmasakrowanie łomem żelaznym kolegi studenta o odmiennych przekonaniach politycznych – naganą. Drugi rodzaj spraw jest ponadto odwlekany i umarzany, traktowany z wyrozumiałością dla „gorącej krwi młodych”, najczęściej stosowana jako kara nagana nie pociąga żadnych konsekwencji. Na skutek precedensu ze studentem Chirowskim, kiedy to Rektorat Uniwersytetu Jana Kazimierza ukarał słuchacza, który napadnięty przez bojówkę użył w obronie własnej scyzoryka, natomiast przeciwko sprawcom napadu, których nazwiska były znane (student Modelski), nie wszczął żadnych dochodzeń, szansę bezpieczeństwa osobistego na terenie uczelni zostały ograniczone do minimum, do dobrej woli i przypadkowego humoru bojówkarzy.

WP

To zagrożenie bezpieczeństwa osobistego podwoiła i spotęgowała w ostatnich czasach niemal kompletna bezkarność niewykrywanych sprawców. W roku szkolnym 1937/1938 na dziedzińcu uniwersyteckim został dwukrotnie pobity student medycyny Janusz Wójcikowski. Wójcikowskiemu groziła przez pewien czas utrata życia, sprawcy pozostali niewykryci. Bojówka endecka zrzuciła dwukrotnie ze schodów studentkę Marię Fidererównę, a na ulicy Kopernika pobiła studentkę Teresę Cislównę w tym samym dniu, kiedy wystąpiła ona czynnie w obronie bitych koleżanek Żydówek; sprawcy pozostali niewykryci. Pobito ciężko studenta Jerzego Lerskiego-Sołtysika, zadając mu pięć ran ciętych w głowę, w sprawie tej toczy się proces w Sądzie Okręgowym we Lwowie.

Layer 1

W roku szkolnym 1938/1939, w pierwszym roku studiów petenta, przebito nożem na korytarzu studenta Czesława Raczkowskiego, członka Polskiej Akademickiej Młodzieży Ludowej. Pobito studentkę Irenę Łempicką, zamordowano na dziedzińcu uniwersyteckim studenta Zellermeyera (a na politechnice Prowellera), postrzelono w czasie blokady studenta Zbigniewa Briknera. Sprawców tych wszystkich przestępstw dotychczas nie wykryto.

Franciszek Gil

Ukarany został jedynie student, który dopuścił się zniewagi słuchaczki Ireny Łempickiej. Ostatnio dokonała bojówka Młodzieży Wszechpolskiej napadu na odczyt naukowy doktora Szczotki, zorganizowany przez młodzież ludową, raniąc ciężko kilka osób i jednej odgryzając palec. W obrębie zatem gmachu UJK nie może być pewnym bezpieczeństwa zdrowia i życia nawet student stojący z dala od wszelkich organizacji politycznych i zajmujący się jedynie pracą naukową. Przytoczone wypadki morderstw oraz ciężkich uszkodzeń ciała mają charakter jedynie przykładowy, wyliczanie wszystkich aktów terroru i gwałtu dokonanych na studentach i studentkach posiadających odmienne poglądy polityczne jest wobec olbrzymiej masy materiału fizyczną niemożliwością.

Wnoszący prośbę w poglądach swoich na sprawy społeczne, polityczne i akademickie jest bliski wszystkim pobitym i poranionym studentom i należy wespół z nimi do tych samych organizacji: Niezależnej Bratniej Pomocy Studentów UJK i Polskiej Młodzieży Społeczno-Demokratycznej, z poglądami i metodami tak zwanej młodzieży „narodowej” nie solidaryzuje się, jest ponadto współpracownikiem pism wyznających idee i zasady obce zasadom Młodzieży Wszechpolskiej, każdej więc chwili grozi mu pobicie, a nawet, jak świadczą przytoczone fakty, utrata zdrowia i życia.
Na Uniwersytecie Jana Kazimierza, w którego murach petent ze względu na obowiązki uczelniane musi przebywać codziennie po kilka godzin i gdzie nie mogą mu zapewnić bezpieczeństwa ani policja, ani służba porządkowa, ani władze uniwersyteckie, chociaż liczba przestępstw popełnianych w jego obrębie jest daleko wyższa niż liczba przestępstw popełnianych na najdzikszym przedmieściu – elementarne bezpieczeństwo życia i zdrowia, do jakiego każdy obywatel ma prawo – zapewnić może jedynie broń palna lub groźba jej użycia.

WP

Dane swoje dotyczące permanentnego stanu zagrożenia zdrowia i życia na terenie wyższych uczelni petent popiera:
1) oświadczeniem ministra Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego Wojciecha Świętosławskiego złożonym na komisji budżetowej,

2) komunikatem Polskiej Agencji Telegraficznej o wynikach rewizji w lwowskich domach akademickich.
Ad 1) (w wyjątkach) „Elementy te w ulotkach rozsiewają kłamstwa, rzucają potwarze, dążąc do wytworzenia stałego niepokoju, i usiłują nadal wnosić anarchię do życia szkół akademickich. W ręku tych jednostek każdy środek, aż do używania tępych i ostrych narzędzi metalowych, jest dobry. Stwierdzono też wielokrotnie, że napadano na bezbronnych studentów Żydów, a nawet chrześcijan, o ile ci odnosili się krytycznie do metod stosowanych, nieśli Żydom pomoc lub chcieli siedzieć razem z nimi. Doszło do rozlewu krwi, co gorzej, zajścia pociągnęły za sobą ofiarę dwóch młodych istot ludzkich”.

Ad 2) (w wyjątkach) „Od dłuższego czasu na terenie Lwowa pewne grupy studentów przejawiały działalność, której wynikiem był szereg wypadków ciężkiego uszkodzenia lub poranienia poszczególnych osób. Fakty te zmusiły władze bezpieczeństwa do przedsięwzięcia zdecydowanych kroków, zmierzających do zlikwidowania tych przejawów w życiu akademickim. W wyniku dochodzeń ustalono, że w domu Akademickim, Domu Techników i Domu Medyków we Lwowie studenci zgromadzili znaczne ilości broni, materiałów wybuchowych i innych narzędzi napadu.
W związku z tym w nocy z 10 na 11 marca br. w obecności prokuratora, sędziego śledczego oraz rektora politechniki organa policyjne przystąpiły do przeprowadzenia rewizji. W Domu Technika policja napotkała na zdecydowany opór akademików, którzy dopuścili się czynnych napaści na policjantów, w wyniku czego jeden policjant został ciężko ranny, dwóch lekko rannych i czterech kontuzjowanych. W wyniku rewizji we wszystkich trzech domach znaleziono: 16 rewolwerów, 2 flowery, 13 granatów ręcznych, 34 kastety, 2 sztylety, 4 łomy żelazne, 1 petardę, 14 pałek okutych ołowiem, 43 żarówki wypełnione gazem i płynami żrącymi, bardzo poważne ilości materiałów służących do wyrobu środków wybuchowych, blisko 10 kg nielegalnych ulotek oraz 4 powielacze, na których te ulotki były powielane”.
Lwów 27 marca 1939 roku

Załączniki: Poświadczenie zamieszkania, metryka urodzenia, 2 fotografie.
Franciszek Gil kpr. pchor. rez.

WP

Mariusz Szczygieł - reporter, felietonista, wydawca. Laureat Europejskiej Nagrody Literackiej (za książkę "Gottland"), Dziennikarz Roku 2013 w konkursie "Grand Press". Oprócz Krall i Kapuścińskiego najczęściej wydawany za granicą polski reporter, jego książki wyszły w 21 językach. Jest autorem trzytomowej antologii polskiego reportażu XX wieku "100/XX" (wydawnictwo Czarne). Wykłada w Polskiej Szkole Reportażu. Od kilku lat co tydzień w "Dużym Formacie" - dodatku do "Gazety Wyborczej" prowadzi swój "Projekt: prawda", w którym różni ludzie zdradzają mu swoje życiowe prawdy. Czechofil, znany propagator kultury czeskiej. 2 listopada w wydawnictwie Dowody na Istnienie wyjdzie jego najnowsza książka reporterska pt. "Nie ma".

Zobacz także: A jaka jest Twoja Polska? Napisz do WP

WP
WP