Agenci w sutannach

Czy ks. Janusz Bielański, jedna z legend krakowskiego Kościoła, to agent SB o pseudonimie Waga? - zastanawia się Katarzyna Nowicka w tygodniku "Wprost".

Niech przestanie srać we własne gniazdo, bo źle skończy - telefony takiej treści od kilku dni odbierają współpracownicy ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. Wszystko po tym, jak legendarny kapelan nowohuckiej "Solidarności" zaapelował, aby Kościół rozliczył się z przeszłości i ujawnił nazwiska księży, którzy współpracowali ze Służbą Bezpieczeństwa PRL. Przedstawiciele krakowskiej kurii najpierw nabrali wody w usta, a potem zapowiedzieli, że powołają komisję, która wyjaśni sprawę. Nic nie wskazuje jednak na to, by ta komisja - podobnie jak inne wcześniej powołane - cokolwiek zdziałała.

W Krakowie mówi się nawet, że powołano ją nie po to, by coś ujawnić, ale po to, by "uspokoić" zbyt odważnych księży. Ks. Isakowicz-Zaleski uspokoić się nie chce. - Trudno. Złamałem zasady korporacyjne. Nie mogłem jednak milczeć - mówi "Wprost". Podobnie jak on myśli coraz więcej księży, dlatego ujawniane są kolejne nazwiska. Współpracę z bezpieką przypisuje się m.in. (w artykule w "Tygodniku Podhalańskim") współtwórcy i kustoszowi sanktuarium na zakopiańskich Krzeptówkach ks. Mieczysławowi Drozdkowi.

Miał on przekazywać SB m.in. informacje o Karolu Wojtyle i Stanisławie Dziwiszu. "Wprost" dowiedział się z kolei, że kilku pokrzywdzonych księży i byłych działaczy podziemia odkryło w dokumentach otrzymanych z Instytutu Pamięci Narodowej, że agentem bezpieki o pseudonimie Waga miał być jeden z najbardziej znanych polskich duchownych - ks. Janusz Bielański.

Agent na Wawelu?

Ks. Janusz Bielański od 1983 r. jest proboszczem Królewskiej Katedry na Wawelu. Według naszych informacji, w dokumentach IPN znajdują się materiały, z których wynika, że Bielański był zarejestrowanym współpracownikiem SB. Są też informacje o tym, że po pewnym czasie ksiądz tę współpracę zerwał. Wcześniej miał informować funkcjonariuszy m.in. o osobach, które zamawiają na Wawelu msze za ojczyznę, i tych, które na nie przychodzą. Ks. Bielański nie chciał z nami rozmawiać o swojej przeszłości.

Ks. Tadeusz Zaleski, który widział już w IPN część dokumentów bezpieki na swój temat, mówi, że takich księży jak Bielański było więcej. Z jednym z nich już rozmawiał. - Powiedziałem, że jeśli nie ma sobie nic do zarzucenia, niech idzie do IPN i wystąpi o swoje teczki. Usłyszałem, że nie ma potrzeby taplania się w szambie - opowiada ks. Zaleski.

Wyrok na księdza

- Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski jest jedną z tych osób, które mają największe prawo domagać się ujawnienia prawdy o agentach - mówi Zbigniew Fijak, krakowski działacz antykomunistycznej opozycji, obecnie polityk PO, współpracownik Jana Rokity. Ks. Zaleski, kapelan nowohuckiej "Solidarności", potem duszpasterz Ormian (jest półkrwi Ormianinem) w konspirację był zaangażowany od czasów seminarium. Odmówiono mu wydania paszportu, przez co nie wyjechał na studia do Rzymu. Szybko znalazł się na przygotowanej przez krakowską SB liście księży niepokornych.

Dwukrotnie został napadnięty i bestialsko pobity. Drugi z incydentów miał prawdopodobnie zakończyć się śmiercią duchownego. - Przez wizjer zobaczyłem dziewczynę w kitlu. Powiedziała, że mój proboszcz miał zawał. Otworzyłem drzwi. Do środka wpadło kilku zbirów. Spętano mnie gumowym kablem. Bili. Potem chcieli wciągnąć mnie do samochodu. Zacząłem udawać atak padaczki. Wtedy porzucili mnie w ogrodzie - opowiada ksiądz. Komunistyczne władze tłumaczyły później zajście jako napad bojówki "Solidarności" lub "innej grupy kryminalnej".

Wstrząsające są zdjęcia nakręcone przez SB podczas wizji lokalnej. - Gdy IPN pokazał mi tę kasetę, byłem w stanie obejrzeć ją tylko do połowy. Oglądanie siebie sprzed 20 lat pobitego i przerażonego to coś nie do opisania. Niektórzy koledzy zwrócili mi uwagę, że pętla z kabla, którą mnie skrępowano, była założona w identyczny sposób jak u ks. Jerzego Popiełuszki - mówi ks. Zaleski. Dziś duchowny jest znanym w Krakowie działaczem charytatywnym. Pomaga osobom upośledzonym umysłowo, prowadząc Fundację im. Brata Alberta i schronisko w podkrakowskich Radwanowicach - pisze Katarzyna Nowicka w tygodniku "Wprost".

Źródło artykułu:
Wybrane dla Ciebie
Tusk w drodze do Paryża. "Więcej niż cień szansy na pokój"
Tusk w drodze do Paryża. "Więcej niż cień szansy na pokój"
Siłowe wejście do mieszkania w Warszawie. W środku martwe niemowlę
Siłowe wejście do mieszkania w Warszawie. W środku martwe niemowlę
Cios w reżim Maduro. Szwajcaria blokuje aktywa
Cios w reżim Maduro. Szwajcaria blokuje aktywa
Ledwo oddychał. Dusił go własny pyton birmański. Dramatyczna akcja w Czechach
Ledwo oddychał. Dusił go własny pyton birmański. Dramatyczna akcja w Czechach
Gwinea Równikowa zmienia stolicę. "Kwestia bezpieczeństwa"
Gwinea Równikowa zmienia stolicę. "Kwestia bezpieczeństwa"
Zwrot w Indiach. Największy odbiorca rezygnuje z ropy z Rosji
Zwrot w Indiach. Największy odbiorca rezygnuje z ropy z Rosji
Chiny po akcji USA. "Sprzeciwiamy się prawu dżungli"
Chiny po akcji USA. "Sprzeciwiamy się prawu dżungli"
Plany prezydenta według Kwaśniewskiego: Nowy kierunek dla koalicji?
Plany prezydenta według Kwaśniewskiego: Nowy kierunek dla koalicji?
Niemiecka prasa ostrzega przed zapędami Trumpa
Niemiecka prasa ostrzega przed zapędami Trumpa
List kanclerza Niemiec ws. Ukrainy. "Sytuacja jest krytyczna"
List kanclerza Niemiec ws. Ukrainy. "Sytuacja jest krytyczna"
Tajwan wzmacnia siły. Obawia się scenariusza z Wenezueli
Tajwan wzmacnia siły. Obawia się scenariusza z Wenezueli
"Merz w pułapce Trumpa". Berlin milczy ws. Wenezueli
"Merz w pułapce Trumpa". Berlin milczy ws. Wenezueli