Zełenski gotowy na wybory. "Tylko jak w warunkach wojny przeprowadzić głosowanie?"
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oświadczył we wtorek, że Ukraina jest gotowa przeprowadzić wybory w kraju. Zwróci się do parlamentu o przygotowanie przepisów umożliwiających głosowanie podczas stanu wojennego. - Tylko jak w warunkach wojny, codziennego rosyjskiego ostrzału przeprowadzić takie głosowanie? Bez gwarancji bezpieczeństwa ze strony USA i Zachodu nie ma szans - mówi WP prof. Anatolij Romaniuk, politolog ze Lwowa.
We wtorek prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przebywał we Włoszech, gdzie spotkał się z papieżem Leonem XIV i premier Włoch Giorgią Meloni. Po wizycie we Włoszech Zełenski zaznaczył, że wybory w Ukrainie mogą się odbyć w ciągu 60–90 dni, jednak pod warunkiem otrzymania gwarancji bezpieczeństwa od partnerów z USA i Europy.
Jak dodał, decyzja o terminie wyborów zależy od zapewnienia ochrony obywatelom i instytucjom państwowym. Zełenski ogłosił swoją gotowość do przeprowadzenia wyborów pod warunkiem wsparcia amerykańskich i europejskich partnerów, tak aby proces wyborczy mógł odbyć się w bezpiecznych warunkach. Wskazał przy tym, że priorytetem jest utrzymanie stabilności politycznej kraju oraz ochrona demokratycznych procedur w wyjątkowo trudnym okresie.
- Dyskusja o wyborach prezydenckich w trakcie wojny toczy się w Ukrainie od kilku lat. Formalnie - 20 maja ubiegłego roku zakończyła się kadencja prezydencka Wołodymyra Zełenskiego. Zgodnie z ukraińską konstytucją, głowa państwa sprawuje urząd przez pięć lat i wykonuje swoje obowiązki do czasu objęcia go przez nowo wybranego następcę – mówi Wirtualnej Polsce prof. Anatolij Romaniuk, politolog ze Lwowa.
I jak przypomina, głosowanie nie odbyło się ze względu na obowiązujące przepisy i stan wojenny.
- Obecne przepisy wprost zabraniają organizowania wyborów prezydenckich, parlamentarnych, referendów czy zmian w konstytucji w czasie jego trwania. Przedłużają także kadencję głowy państwa do dnia zaprzysiężenia prezydenta wybranego po zakończeniu stanu wojennego – podkreśla ukraiński politolog.
Według rozmówcy Wirtualnej Polski, kluczowe byłoby prawne uzasadnienie rozpisania wyborów w kontekście trwającej wojny.
- Większość osób, które dyskutowały w Ukrainie o możliwości przeprowadzenia wyborów, zgodziło się z tym, że takie głosowanie w okresie wojny mają wiele zagrożeń. I jest ryzyko, że nie zostaną one przeprowadzone tak jak w warunkach pokoju. Dodatkowo obowiązuje cały czas konstytucyjny zakaz, co naraża na odpowiedzialność prawną prezydenta Zełenskiego – ocenia prof. Anatolij Romaniuk.
W podobnym tonie są analizy Ośrodka Studiów Wschodnich. Podkreślają, że przepisy dotyczące przedłużenia kadencji prezydenta w okresie stanu wojennego są jednoznaczne, w związku z czym zachowanie przez Zełenskiego władzy nie budzi wątpliwości co do zgodności z prawem.
"Organizowanie wyborów w obecnej sytuacji stanowiłoby jawne naruszenie przepisów ustawy o reżimie prawnym stanu wojennego. W Biurze prezydenta rozważano złożenie wniosku o zbadanie sprawy przez Sąd Konstytucyjny. Nie zdecydowano się jednak na takie posunięcie ze względów wizerunkowych – sugerowałoby ono bowiem, że samo otoczenie Zełenskiego ma w tej sprawie wątpliwości prawne" – czytamy na stronach OSW.
Zdaniem prof. Anatolija Romaniuka, kolejnym czynnikiem, który powoduje trudność w przeprowadzeniu wyborów, jest trwający konflikt.
- Decyzja o terminie wyborów zależy od zapewnienia ochrony obywatelom i instytucjom państwowym. Codziennie mamy ostrzały miast, alarmy w całej Ukrainie. Rosja celowo ostrzeliwuje infrastrukturę energetyczną. Mamy problemy z prądem. Będzie trudno w takich, wojennych realiach przeprowadzić sprawnie wybory prezydenckie - mówi nam ukraiński politolog.
I jak dodaje, Rosji zależałoby zapewne na takim "głosowaniu", jakie przeprowadził Putin w Donbasie w 2023 roku.
- Nie było tam żadnych obserwatorów. Z góry było założenie, że wynik ma być korzystny dla Moskwy – przypomina prof. Romaniuk.
W jego ocenie niezbędne są gwarancje bezpieczeństwa ze strony USA i Zachodu, jeśli do wyborów miałoby dojść.
- Mamy trwającą wojnę. Jak w takich warunkach zorganizować i umożliwić głosowanie żołnierzom na froncie czy ok. 5-6 mln obywatelom, którzy po wybuchu konfliktu wyjechali na Zachód? Kiedy będziemy mieli odpowiedź na te wszystkie pytania, to możemy próbować przeprowadzić takie wybory – ocenia politolog z Lwowa.
Jego zdaniem, propozycja wybory za gwarancje bezpieczeństwa, jest bardzo realistyczna.
- To nie jest przerzucenie odpowiedzialności. Ale powiedzenie przez Zełenskiego: jestem gotowy, ale Wy też musicie dać coś od siebie. Jeśli to mają być wybory demokratyczne, a nie autorytarne jak w Rosji, musicie Ukrainie zagwarantować bezpieczeństwo. Najłatwiej – tak jak to robią Stany Zjednoczone – przymuszać do podpisania umowy pokojowej, nie dając gwarancji bezpieczeństwa. W takim razie Ukraina będzie walczyć dalej – komentuje ekspert.
I znowu zacytujmy analizę Ośrodka Studiów Wschodnich.
"Przeprowadzenie wyborów byłoby niemożliwe z przyczyn praktycznych, ponieważ ich organizatorzy stanęliby przed koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa głosującym oraz komisjom wyborczym w warunkach ciągłych ataków lotniczych i bombardowań. Działania wojenne drastycznie ograniczają też swobodę agitacji i zgromadzeń. Ponadto w obliczu ciągłego przemieszczania się ludności (co najmniej 5 mln zarejestrowanych uchodźców wewnętrznych) stworzenie wiarygodnego spisu wyborców jest nierealne" - czytamy na stronach Ośrodka
Sylwester Ruszkiewicz, dziennikarz Wirtualnej Polski