"Zabiły ją przemoc i obojętność". Przeszli w porażającej ciszy. Dla Lizy

"Zabiły ją przemoc i obojętność". Przeszli w porażającej ciszy. Dla Lizy
"Zabiły ją przemoc i obojętność". Przeszli w porażającej ciszy. Dla Lizy
Źródło zdjęć: © East News | Aliaksandr Valodzin
Mateusz Czmiel

06.03.2024 21:58, aktual.: 06.03.2024 22:24

"Kobieta to nie zdobycz", "ani jednej więcej", "zabiły ją przemoc i obojętność". Blisko dwa tysiące osób przemaszerowało w milczeniu ulicami Warszawy, by oddać hołd brutalnie zgwałconej 25-letniej Lizie. Wcześniej krzyczeli przez minutę. Białorusinka zmarła w szpitalu. Lekarze walczyli o jej życie 5 dni. - Przyszłam, bo to mogło spotkać każdą z nas - mówi jedna z uczestniczek.

W sobotę 24 lutego w bramie kamienicy przy ul. Żurawiej ochroniarz, idąc rano do pracy, znajduje nagą i nieprzytomną 25-letnią Lizę. Gdy na miejsce przyjeżdżają ratownicy, udaje im się przywrócić funkcje życiowe. Jednak obrażenia są tak poważne, że Białorusinka umiera w szpitalu po pięciu dniach. 

Teraz przed kamienicą stoją setki osób. W bramie palą się znicze. Niektórzy przynoszą świeże kwiaty, inni pluszowe maskotki.

- Przyszłam tu po to, by nie zapomniano o Lizie. Przyszłam, bo to mogła być każda z nas. Każda, która wraca wieczorem z zabawy, która wraca od plotek z przyjaciółkami czy po prostu chciała przejść się wieczorem po mieście. To mogła być każda z nas - mówi Klaudia, która przyszła wraz ze swoim chłopakiem. W rękach ma świeże kwiaty i kartonik z napisem: "stop przemocy". 

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

O godz. 18 sprzed kamienicy wyruszył milczący marsz przeciwko przemocy pod hasłem "Miała na imię Liza". To właśnie w środę setki osób przyszły przed kamienicę, by oddać hołd brutalnie zgwałconej 25-latce. 

"Czas skończyć z beznadziejną obojętnością"

W tłumie dostrzegam dwie dziewczyny. Mają w dłoniach świeczki. W trakcie przemówienia innych kobiet mają łzy w oczach. 

- Za często bagatelizuje się przemoc i za często odwraca się wzrok, a to jest dla nas śmiertelne zagrożenie - mówi Dominika Jasło. - Nie chcę odwracać się za siebie na każdym kroku, czy wracać do domu wieczorem, nasłuchując, czy ktoś za mną idzie. Czas skończyć z beznadziejną obojętnością, która zaczyna nam coraz częściej towarzyszyć, a jej miejsce przejmuje znieczulica. Przyszłam tu po to, by nie tylko upamiętnić Lizę, ale także każdą osobę, która doświadczyła w swoim życiu przemocy. 

  • Marsz przeciwko przemocy w Warszawie.
  • Marsz przeciwko przemocy w Warszawie.
  • Marsz przeciwko przemocy w Warszawie.
  • Marsz przeciwko przemocy w Warszawie.
  • Marsz przeciwko przemocy w Warszawie.
  • Marsz przeciwko przemocy w Warszawie.
  • Marsz przeciwko przemocy w Warszawie.
  • Marsz przeciwko przemocy w Warszawie.
  • Marsz przeciwko przemocy w Warszawie.
[1/9] Marsz przeciwko przemocy w Warszawie.Źródło zdjęć: © PAP

Dominice towarzyszy przyjaciółka, Paulina. - Mówimy kolejny raz "ani jednej więcej", "nigdy nie będziesz szła sama". Znowu jesteśmy na ulicy i znowu doszło do niewyobrażalnej tragedii. Nie można przejść obok tego obojętnie - dodaje. 

- Nie wolno dopuścić znowu do takiej sytuacji. Przyszłam tu po to, by cały świat o tym usłyszał, żeby każdy z nas zwrócił uwagę na tragedię Lizy - mówi Swietłana, która jest Białorusinką. 

Minuta krzyku dla Lizy

Tuż przed rozpoczęciem marszu rozlega się krzyk, który inicjuje Jana Shostak - polsko-białoruska aktywistka. - Żądam końca przemocy, żądam końca naszej obojętności - mówiła do tłumu. - Wiadomość o śmierci Lizy była rozdzierająca. Mówiłam szeptem. Nie mogłam mówić na głos. Krew w żyłach zmarzła. Każda z nas mogłaby się tu znaleźć. Minuta krzyku dla Białorusi została i jest symbolicznym gestem protestu przeciwko reżimowi, przeciwko patriarchatowi, przemocy i gwałtu. (...) Nie mogę zapomnieć o tych osobach, które przeszły obok i nie zareagowały na tę okrutną przemoc. W imię Lizy i każdej z nas wzywam do minuty krzyku - mówiła chwilę wcześniej. 

Tłum rusza. Po kilkudziesięciu minutach blisko dwa tysiące osób dociera przed Pałac Kultury i Nauki w całkowitej ciszy. 

- Krzyk był bardzo mocny i potrzebny. Krzyk, który dotrze do każdej osoby, która obojętnie przechodzi obok przemocy, która nie reaguje na krzyk za ścianą u sąsiada, która nie reaguje na słowo "nie". Przestajemy zwracać uwagę na innych, a gdy trzeba, boimy się odezwać, bo uznajemy, że problem nas nie dotyczy i zapominamy, że każdy z nas może znaleźć się w takiej samej sytuacji - mówi 18-letnia Weronika Korcz z Warszawy.

25-letnia Liza zmarła 1 marca w piątek. Kobieta była ofiarą brutalnego napadu w centrum Warszawy. W niedzielę 24 lutego wcześnie rano przy ulicy Żurawiej została zaatakowana przez zamaskowanego mężczyznę i brutalnie zgwałcona.

Ofiara była przypadkowa

Sprawca - 23-letni Dorian S. został tego samego dnia zatrzymany. Przyznał, że ofiara była przypadkowa.

W prowadzonym przez Prokuraturę Rejonową Warszawa-Śródmieście śledztwie usłyszał zarzuty rozboju, przestępstwa na tle seksualnym oraz usiłowania zabójstwa z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Decyzją sądu został aresztowany na trzy miesiące.

W związku ze śmiercią kobiety prokuratura może zmienić postawione 23-latkowi zarzuty.

Świadkami brutalnego gwałtu na 25-latce w centrum Warszawy były dwie kobiety. Przechodziły ulicą Żurawią w momencie, kiedy doszło tam do napaści. O wszystkim opowiedziały policjantom. Kobiety uznały, że to, co widziały, nie było przestępstwem.

Mateusz Czmiel, dziennikarz Wirtualnej Polski

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (184)
Zobacz także