Trwa ładowanie...
Apollo 17. Na zdjęciu Eugene Cernan na Księżycu. To ostatni astronauta, który chodził po powierzchni Srebrnego Globu
Apollo 17. Na zdjęciu Eugene Cernan na Księżycu. To ostatni astronauta, który chodził po powierzchni Srebrnego GlobuŹródło: NASA
02-10-2022 20:00

Wracamy na Księżyc, potem czeka na nas Mars. Podboje kosmiczne rozwiążą problemy ludzkości?

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu eksploracja kosmosu była tematem nadającym się jedynie na film. Z roku na rok marzenia stają się jednak rzeczywistością. NASA wraca na Księżyc, Elon Musk coraz głośniej mówi o podboju Marsa. Czy za naszego życia Układ Słoneczny przestanie skrywać przed nami tajemnice? - Za sprawą misji Artemis człowiek wróci na Księżyc. Wszyscy się na tym koncentrują. 2025 rok jest realny. Kolejny krok to stworzenie stałych baz księżycowych i pozyskiwanie tamtejszych zasobów - mówi w 20. odcinku "Moja, Twoja, Nasza... Podcast" dr hab. Grzegorz Brona, były prezes Polskiej Agencji Kosmicznej.

"Moja, Twoja, Nasza... Podcast" zwraca uwagę na problemy, które na jedynkach gazet pojawiają się okazjonalnie, i które każda kolejna ekipa rządząca od momentu transformacji ustrojowej w 1989 roku traktowała po macoszemu. Mowa o sprawach, którymi żyła lub żyje młodzież. Słuchamy pomysłów, konfrontujemy je z opiniami innych, a także rozliczamy tych, którzy w przeszłości odpowiadali za kształt polskiej polityki młodzieżowej.

Gościem 20. odcinka był dr hab. Grzegorz Brona, fizyk, członek Komitetu Badań Kosmicznych i Satelitarnych PAN, w latach 2018-2019 prezes Polskiej Agencji Kosmicznej. Rozmawialiśmy o eksploracji kosmosu, powrocie człowieka na Księżyc i poszukiwaniu życia poza Ziemią.

Czwartym narodem w kosmosie - zaraz po Rosjanach, Amerykanach i jednym przedstawicielu Czechosłowacji - byli Polacy. A właściwie jeden Polak - generał brygady pilot Wojska Polskiego Mirosław Hermaszewski, który w 1978 roku w ramach misji Sojuz 30 spędził w kosmosie niemal osiem dni. - Przez ponad 44 lata żaden Polak tego nie powtórzył. Dlaczego? - pytam.

dmo0pf1

- To było rzeczywiście niesamowite wydarzenie z końcówki lat 70., gdy mogliśmy wziąć udział w projekcie, którego twórcą był nasz Wielki Brat, czyli ZSRR. Była to chyba jedna z niewielu dobrych cech tego Brata, że zaproszono nas do takich przedsięwzięć badawczo-rozwojowych. Projekt nazywał się Interkosomos. Mieliśmy możliwości wysłania naszego kosmonauty w przestrzeń okołoziemską, ale też przeprowadzenia szeregu badań naukowych - tłumaczy rozmówca WP.

Jak podkreśla, "od tego czasu sporo się zmieniło". - Nie ma już Wielkiego Brata. Jesteśmy członkiem Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). Bierzemy udział w wielu międzynarodowych projektach wraz z tą agencją. I to jest ścieżka dla naszego kolejnego astronauty. ESA od lat ma swój korpus astronautów. Polska może wprowadzić do tego konkursu swojego kandydata. W tej chwili trwa kolejny nabór. Agencja kompletuje ekipę, która poleci już nie tylko na Międzynarodową Stację Kosmiczną, ale pewnie także weźmie udział w programie Artemis. Wiem, że nasi kandydaci są w tym konkursie. Pod koniec roku będą wyniki - wskazuje były szef Polskiej Agencji Kosmicznej.

Obecnie na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej jest dziesięć osób - pięciu Rosjan, czterech Amerykanów i jedna Włoszka - Samantha Cristoforetti - która jako pierwsza zaparzyła kawę w kosmosie. Oprócz tego w ramach chińskiego programu kosmicznego aktualnie w kosmosie jest jeszcze trzech Chińczyków. Łącznie mamy więc obywateli USA, Chin, Rosji i Włoch. - Jak duża jest szansa, że do tego grona faktycznie dołączy Polak? - dopytuję.

- Tych miejsc jest dosłownie kilka. Agencja wytypuje sześć osób do nowego korpusu europejskich astronautów. Skompletowana zostanie także ekipa rezerwowa, mniej więcej dwa razy większa. Z tego co wiem, w tej chwili jest około 120 osób na tych kilka miejsc. (...) Do tej pory poszczególne etapy rekrutacji związane były ze zdrowiem. Kandydaci przechodzili przez szereg testów psychologicznych, jak i fizycznych. Teraz rozpoczyna się ten etap polityczny. Układanka polityczna związana jest z budżetem, który poszczególne kraje wpłacają do Europejskiej Agencji Kosmicznej. Niestety, polska składka jest dopiero na drugim miejscu od końca, jeśli zestawimy wszystkie kraje należące do ESA. Nasza siła przebicia nie jest duża. Ale ja bardzo mocno trzymam kciuki, żeby któremuś z naszych kandydatów udało się przynajmniej załapać do tej ekipy rezerwowej - podkreśla dr hab. Brona.

Pomysły Muska a rzeczywistość. "Absolutnie w to nie wierzę"

O eksploracji kosmosu w ostatnich latach najgłośniej robi się za sprawą Elona Muska - najbogatszej osoby na świecie, wizjonera i założyciela m.in. Tesli i SpaceX. Jednym z najgłośniejszych projektów jest kolonizacja Marsa. Zapowiedzi Muska mieliśmy sporo - milion ludzi na Marsie, samowystarczalne kolonie. W marcu 2022 roku Musk oświadczył, że ludzie polecą na Marsa już za siedem lat - w 2029 roku. - Pan w swojej książce mówi jednak o 2033, 2037 lub nawet 2048 roku. Data wskazana przez Muska - 2029 rok - jest realna? - pytam.

dmo0pf1

- Pamiętam wypowiedzi Elona Muska z 2014 roku. Wtedy mówił o 2022 roku. Ta data jest "datą kroczącą". Co dwa lata przesuwa się o kolejne dwa lata. Ekspedycja na Marsa jest rzeczywiście bardzo trudnym wyzwaniem zarówno technologicznym, jak i związanym z organizmem ludzkim. Naraża się człowieka na dużą dawkę promieniowania, a także przebywania w niewielkiej grupie przez kilkanaście miesięcy. (...) Przed wyprawą na Marsa najpierw, za sprawą misji Artemis, wrócimy na Księżyc. Wszyscy się na tym koncentrują. I tutaj 2025 rok jest realny. Potem będziemy musieli poczekać jeszcze około dekady na ten pierwszy załogowy lot w kierunku Marsa - tłumaczy fizyk.

- Czyli nie wierzy pan w deklarację Muska - zauważam. - Absolutnie w to nie wierzę. Elon Musk jest rzeczywiście wielkim wizjonerem. Natomiast dość szumne zapowiedzi, które przedstawia, w większości są przesuwane w czasie. Ostatnio mieliśmy sytuację związaną z zakupem Twittera, która dość źle może się dla niego skończyć. Ale nie zmienia to faktu, że Musk jest wizjonerem. To on otworzył ponownie drogę w kierunku gwiazd, dzięki swoim rakietom Falcon 9 - podkreśla rozmówca WP.

Ostatni raz człowiek spacerował po powierzchni Księżyca w grudniu 1972 roku. Po zakończeniu misji Apollo 17 nie zdecydowano się na kolejne załogowe misje. Teraz ma się to zmienić. NASA nie uniknęła jednak kłopotów. Pod koniec sierpnia 2022 roku rozpocząć miała się bezzałogowa misja Artemis 1. Za sprawą problemów technicznych i przechodzącego przez USA huraganu Ian start przełożono na listopad. Z kolei lądowanie człowieka na Księżycu odbyć się ma w ramach misji Artemis 3, która planowana jest na 2025 rok.

- W 1969 roku Amerykanie lądowali na Srebrnym Globie, aby postawić flagę USA i pokazać, że są lepsi od Związku Radzieckiego. I to był ten pierwszy krok. Jakbym był złośliwy, to bym powiedział, że drugi krok wiąże się z pokazaniem Chińczykom, gdzie jest ich miejsce. Chiny przymierzają się do wysłania na Księżyc pierwszych tajkonautów [chińskich astronautów - przyp. red.] w 2030 roku. Amerykanie nie mogli być gorsi. Pierwotnie mieli polecieć na Księżyc w 2028 roku, ale data ta została przyśpieszona przez administrację Donalda Trumpa. Ówczesny prezydent USA chciał, żeby powrót na Księżyc odbył się jeszcze podczas jego prezydentury - w 2023 lub 2024 roku. Jak wiemy, drugiej kadencji Trump nie wywalczył, ale data pozostała, choć uległa już drobnemu przesunięciu - mówi gość "Moja, Twoja, Nasza... Podcast".

dmo0pf1

Powrót na Srebrny Glob docelowo ma pozwolić na stworzenie specjalnych baz, które doprowadziłyby do stałej obecności człowieka na Księżycu. To z kolei umożliwiłoby pozyskanie zasobów księżycowych, w tym m.in. Helu-3. - To jest taki izotop, którego praktycznie nie ma na Ziemi, a występuje na Księżycu. Można go tam pozyskać i sprowadzić na Ziemię. Hel-3 jest doskonałym paliwem dla przyszłym reaktorów termojądrowych, nad którymi trwają obecnie prace. To mogłoby rozwiązać chyba wszystkie problemy energetyczne ludności - podkreśla dr hab. Brona.

Lot w kosmos dla każdego? "Za taką zabawę trzeba sporo zapłacić"

Loty w kosmos od wielu lat są także turystycznym przedsięwzięciem. Pierwszym kosmicznym turystą był w 2001 roku Dennis Tito, a po nim jeszcze kilkanaście innych osób, w tym m.in. Yūsaku Maezawa. Za taką zabawę trzeba zapłacić kilkadziesiąt milionów dolarów. - W książce wspomina pan jednak o kosmicznych hotelach i innych projektach, które miałby to ułatwić. Czy jest szansa, że ja albo pan w taki kosmiczny rejs będziemy mieli szansę się udać? - dopytuję.

- Szansa oczywiście jest. Wszystko zależy od funduszy, która uda nam się zgromadzić w ciągu naszego życia. Istnieje w tej chwili szereg firm kosmicznych, które umożliwiają przekroczenie tego magicznego poziomu linii Kármána, czyli umownej granicy na wysokości ok. 100 kilometrów oddzielającej to, co jest na Ziemi, od tego, co jest w kosmosie. Pierwsza firma, która udostępnia takie loty, to Blue Origin - założona przez właściciela Amazona Jeffa Bezosa. Firma udostępnia kapsułę z rakietą, która może wzbić się na sto kilkanaście kilometrów, potem opaść lotem swobodnym - rozłożyć spadochrony i wylądować bezpiecznie - wymienia rozmówca WP.

Jak dodaje, jest jeszcze "Virgin Galatcic", która "nie oferuje lotów powyżej linii Kármána, ale bardzo się do niej zbliża". - Najbardziej spektakularne loty dla turystów oferuje SpaceX. W zeszłym roku odbyła się misja Inspiration. To już nie był program, który zahaczył o kosmos, ale rzeczywiście udał się na orbitę okołoziemską. (...) Musk chciał więcej takich misji zorganizować, ale okazało się, że nie ma zbyt wielu chętnych. Najpewniej z powodów finansowych - żeby polecieć w taką kilkudniową misję, trzeba wydać przynajmniej kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt milionów dolarów. Dla porównania - te misje, które tylko zahaczają o kosmos, kosztują 200-300 tys. dolarów, więc są tańsze, ale mniej efektowne - podkreśla fizyk.

250 tys. wysokorozwiniętych cywilizacji? "Gdzie oni są?"

- Gdy byłem dzieckiem, niesamowite wrażenie zrobił na mnie film "Kontakt" w reż. Roberta Zemeckisa. Za każdym razem, gdy do niego wracam, otacza mnie magiczna aura. Badaczka, w której postać wciela się znakomita aktorka Jodie Foster, odbiera sygnał radiowy z odległej gwiazdy Vega. Wiadomość zawiera m.in. instrukcję budowy statku kosmicznego, który ma pozwolić na spotkanie z pozaziemską cywilizacją. Nie będziemy spojlerować, jak ta historia się kończy, ale mam w związku z tym pytanie. Taka wiadomość od pozaziemskich istot w rzeczywistości może kiedyś nadejść? Jesteśmy na to przygotowani? - pytam.

dmo0pf1

- Najbardziej problematyczne w nawiązywaniu kontaktu z potencjalną cywilizacją w naszej czy innej galaktyce są wielkie odległości. To jest główna przeszkoda do tego, aby potwierdzić lub zaprzeczyć temu, że w ogóle jest życie we wszechświecie. Zresztą duża różnica jest także pomiędzy życiem a inteligencją. Jeżeli nawet powstało życie we wszechświecie w różnych miejscach, to niekoniecznie rozwinęło się w formę inteligentną, taką, która jest gotowa do tego, aby nawiązywać kontakt - tłumaczy rozmówca WP.

Człowiek od pewnego czasu wysyła sygnały w przestrzeń kosmiczną w postaci sygnałów telewizyjnych czy radiowych. Niemniej jednak, co może wydawać się zaskakujące, nie jesteśmy w galaktyce coraz głośniejsi. Stajemy się coraz cichsi w ze względu na zmianę metod transmisji sygnałów. Coraz mniej korzystamy z emisji w otwarty eter, a coraz więcej sygnałów idzie po światłowodach i systemach niskoemisyjnych.

Dr hab. Grzegorz Brona

Jak podkreśla gość "Moja, Twoja, Nasza... Podcast", "powoli zanika ślad radiowy po naszej obecności w galaktyce". - Być może problem z odkryciem innych cywilizacji bierze się właśnie stąd, że inne cywilizacje wcale nie myślą o tym, aby zostać odkryte albo starają się zmniejszyć wydatek energetyczny, który powoduje wysyłanie w kosmos informacji o sobie - przypuszcza fizyk.

- Do tej pory nie odkryliśmy żadnej cywilizacji pozaziemskiej, ba, nie odkryliśmy nawet żadnego życia w przestrzeni kosmicznej, które nie pochodziłoby z naszej planety. Być może się to zmieni po lądowaniu na Marsie, po tym, jak zajrzymy pod każdy marsjański kamień. (...) Ale takim rzeczywistym przełomem byłoby odebranie sygnału od cywilizacji pozaziemskiej. Taki sygnał oczywiście by bardzo dużo zmienił nie tylko w sferze naukowej, ale także kulturowej. Musielibyśmy przyzwyczaić się do tego, że nie jesteśmy w tym wszechświecie sami. W przeszłości przechodziliśmy przez rewolucję kopernikańską. Gdyby teraz się udało znaleźć cywilizację pozaziemską, pewnie musielibyśmy przejść podobną rewolucję na wielu poziomach - ocenia dr hab. Brona.

- A wierzy pan, że coś tam jest? - dopytuję. - Chciałbym, żeby coś tam było. Wydaje się, że wszechświat jest na tyle duży i skomplikowany, jest tyle ciał niebieskich, że nielogiczne by było, gdyby nie istniała inna rozwinięta inteligencja. Przeszkodą - tak jak mówiłem - jest odległość. Ale również czas. Wszechświat ma około 13 mld lat. Być może jakaś cywilizacja rozwijała się w naszej galaktyce miliardy lat temu, potem z jakiegoś powodu zniknęła. Być może kolejna będzie się rozwijała za kolejny miliard lat, gdy ludzkości już nie będzie - przypuszcza rozmówca WP.

Amerykański astronom Frank Drake - założyciel programu Search for Extraterrestrial Intelligence (SETI) - w latach 60. XX wieku oszacował, że według pesymistycznych założeń w kosmosie istnieje obecnie ok. 5 mln cywilizacji, w tym 250 tys. z nich jest wysoko rozwiniętych. - Równanie Drake’a wielokrotnie poddawane było krytyce, ale słysząc taką informację aż chce się zadać pytanie: gdzie oni są? - zauważam.

dmo0pf1

- No tak, Francis Drake poszukiwał cywilizacji przez całe swoje życie. Zapoczątkował program SETI, czyli program nasłuchu gwiazd w poszukiwaniu jakiegokolwiek sygnału, który można byłoby zinterpretować jako sygnał od cywilizacji pozaziemskich. Kilkukrotnie pojawiały się duże nadzieje związane z danym sygnałem. Potem ten sygnał albo zanikał, albo nigdy nie był powtórzony - wspomina dr hab. Brona. Jak tłumaczy, część z sygnałów pochodziło najprawdopodobniej od sond okołoziemskich. Część z nich nie było raportowanych ze względów na misje związane z wojskiem.

Drake był także pomysłodawcą akcji Voyager Golden Record. W ramach programu Voyager w 1977 roku NASA na dwóch sondach umieściło pozłacane płytki z podstawowymi informacjami o Ziemi i ludziach. Dyski zawierają dźwięki i obrazy mające ukazać różnorodność życia i kultur. Przeznaczone są dla pozaziemskich cywilizacji. Oprócz danych matematycznych, chemicznych i biologicznych, płytki zawierają muzykę, a także pozdrowienia w kilkudziesięciu językach, a w tym także po polsku.

- Francis zmarł kilka tygodni temu [2 września 2022 roku w wieku 92 lat - przyp. red.], nie doczekawszy się sygnału od swojej wymarzonej, jednej z 250 tys. cywilizacji. To wskazuje raczej na to, że pewnie albo tych cywilizacji nie jest tak dużo, albo skupiają się bardziej na sobie niż na podróżach międzygwiezdnych. Czy taka jest prawda? Popatrzmy na cywilizację ludzką. W tej chwili sektor gier komputerowych jest wielokrotnie większy od sektora związanego z podbojem kosmosu. Wydaje się, że człowiek również zaczyna się powoli skupiać na tym, co jest na Ziemi i na tym, co mu dostarcza bezpośrednią przyjemność niż na wielkich wyzwaniach gatunkowych - podsumowuje dr hab. Brona.

Rozmawiał Marek Mikołajczyk, dziennikarz Wirtualnej Polski

Napisz do autora: Marek.Mikolajczyk@grupawp.pl

Całą rozmowę odsłuchasz w większości serwisów streamingowych, w tym na Spotify, Apple Podcasts czy Google Podcasts. Wszystkie odcinki "Moja, Twoja, Nasza... Podcast" dostępne są tutaj.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.

Podziel się opinią

Więcej tematów