WP

Wielkopolska. Pijany wójt Żelazkowa zakłócił imprezę. Interweniowała policja

Wielkopolska. Kolejna wpadka słynnego już wójta Żelazkowa. Samorządowiec zakłócił festyn, interweniowała policja. Badanie alkomatem wykazało, że miał 2 promile alkoholu.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Pijany wójt Żelazkowa zakłócił festyn. Interwencja policji
Pijany wójt Żelazkowa zakłócił festyn. Interwencja policji (PAP)
WP

Do nietypowego zdarzenia doszło w niedzielę podczas "Niedzieli u Niechciców" w Dworku Marii Dąbrowskiej w miejscowości Russów. Podczas imprezy żegnano również kustosz dworku Grażynę Przybylską, która odchodzi na emeryturę.

Niedzielną sielankę popsuł wójt gminy Żelazków. Jak podaje lokalny serwis kalisz24.info, mimo że Sylwiusz J. nie był zaproszony, to ostatecznie się na niej pojawił.

W trakcie zabawy samorządowiec chwycił za mikrofon. Ciężko jednak było go zrozumieć, był w stanie wskazującym na spożycie.

WP

Zobacz także: Wpadki opozycji pod lupą TVP. Posłanka PO ostro: TVP to bolszewia

- Udało mi się ją lekko zreformować i właśnie to, co dzisiaj państwo zobaczycie, to jest "Noce i dnie", to, o co walczy... prosiłem Grażynkę, żeby było. Dziękuję ci bardzo - to jedno ze zdań przemowy wójta. Pomimo interwencji Sylwiusz J. nie chciał skończyć mówić.

Dopiero przyjazd policji sprawił, że wójt odpuścił swój występ. Jak podaje kalisz24.info, badanie alkomatem wykazało, że miał ponad dwa promile alkoholu.

WP

Kontrowersyjny wójt. To nie pierwsze problemy Sylwiusza J.

To nie pierwszy raz, gdy wójt Żelazkowa "zabłysnął". Ma na bakier z prawem od listopada 2015 roku, gdy po pijanemu udzielił parze ślubu. Badanie wykazało, że miał w organizmie 2,4 promila alkoholu. W marcu 2018 roku sąd w Kaliszu skazał samorządowca na 5000 złotych grzywny i nakazał mu pokryć koszty procesu.

Kolejne kłopoty pojawiły się w 2017 roku, gdy policja założyła mu tzw. niebieską kartę - sygnał, że w jego rodzinie dochodzi do przemocy. 20 stycznia usłyszał w tej sprawie dwa zarzuty.

WP

Śledczy postawili mu także zarzut znieważenia funkcjonariusza publicznego. Sylwiusz J. zwyzywał strażaków, którzy zostali wezwani do interwencji, która okazała się fałszywym alarmem. Trafił do aresztu tymczasowego. Gdy z niego wyszedł, na stronie internetowej urzędu pojawiło się jego oświadczenie, w którym przyznał się otwarcie do choroby alkoholowej, przeprosił mieszkańców, rodzinę i strażaków oraz zadeklarował, że podda się leczeniu. "Nie zawiodę Was" - obiecał.

Na samym oświadczeniu jednak się nie skończyło. Sylwiusz J. tego samego dnia zwolnił dwóch pracowników. Kazał im natychmiast opuścić miejsce pracy. Ci jego polecenia nie wykonali i wezwali policję.

- Policja poinformowała pracowników, że tego typu nieporozumienia rozstrzyga sąd pracy - poinformowała wówczas PAP rzeczniczka prasowa kaliskiej policji Anna Jaworska-Wojnicz.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Źródło: "Fakt"/kalisz24.info.pl

WP
Polub WP Wiadomości
WP
WP