Trwa ładowanie...
d3ihyzh

Turcja walczy z ISIS. Ale to nadal nie dżihadystów kalifatu uważa za największego wroga

Blisko setka zatrzymanych i dziewięć ofiar śmiertelnych - to bilans operacji tureckich służb z początku tego tygodnia, które były wymierzone w Państwo Islamskie. Wygląda na to, że po potwornym ataku w Ankarze, gdzie w podwójnym bombowym zamachu samobójczym zginęło przeszło 100 osób, tureckie władze ostro wzięły się za ISIS. A może to tylko przedwyborczy pokaz siły, bo głosowanie już w najbliższą niedzielę? Lub jedno i drugie?
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Tureckie służby w Diyarbakir
Tureckie służby w Diyarbakir (AFP, Fot: Ilyas Akengin)
d3ihyzh

Konrad Zasztowt, ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych przyznaje, że zamach w Ankarze mocno wstrząsnął całą Turcją i jej mieszkańcami, niezależnie od ich politycznych preferencji. - Reprezentujący różne opcje polityczne oczekują od rządzących zdecydowanych działań w walce z terroryzmem. W tym kontekście trzeba patrzeć na te niedawne operacje - mówi Wirtualnej Polsce. Zasztowt nie wyklucza też, że może dojść do kolejnych akcji zatrzymań jeszcze przed wyborami.

Ostatnie operacje tureckich służb są o tyle istotne, że do tej pory rządzący byli raczej oskarżani o wspieranie ISIS. Jeśli nawet nie robili tego wprost, to mieli ignorować zagrożenie ze strony dżihadystów i dawać wolną rękę bojownikom w swoich granicach. - To prawda, tureckie służby nie przeszkadzały zbytnio dżihadystom z Państwa Islamskiego w poruszaniu się po terytorium Turcji, więc opozycja zarzucała islamistycznej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) pomaganie ISIS i przymykanie oczu na transporty broni dla bojowników do Syrii - mówi Zasztowt. Ekspert przyznaje, że jeśli tureckie służby wiedziały o istnieniu komórek terrorystycznych i nie podjęły wcześniej wobec nich działań, "mogło to być rezultatem świadomej strategii".

Jeżeli tak było, to ta strategia doprowadziła do tragedii. I to kolejnej, bo ISIS jest oskarżane także o letni atak bombowy w Suruc. Oby więc ostatnie akcje tureckich służb przeciw bojownikom kalifatu okazały się więc nie tylko późne, co spóźnione.

d3ihyzh

Po ciemnej stronie mocy

W Turcji może być bowiem nawet 3 tys. członków ISIS - taką liczbę podał niedawno amerykański serwis The Daily Beast, powołując się na dane tureckiej opozycji przedstawione w sierpniu na posiedzeniu parlamentarnym.

- Państwo Islamskie było postrzegane przez AKP jako mniejsze zło nie tylko dlatego, że osłabiało Kurdów, ale przede wszystkim dlatego, że osłabiało Baszara al-Asada, przeciwnika Ankary w regionie. Dla AKP była to wygodna sytuacja, kiedy ISIS wykrwawiało dwóch jego wrogów - przyznaje Zasztowt.

Efektem było ciche zakorzenienie się komórek dżihadystów kalifatu w Turcji. Jedna z ostatnich akcji służb miała miejsce w Diyarbakir, zamieszkanym w większości przez Kurdów mieście na południowym-wschodzie Turcji. Jeszcze niedawno policja prowadziła tam bitwę z Kurdami oskarżanymi o sprzyjanie PKK (Partia Pracujących Kurdystanu). Ślady po tych walkach jeszcze nie zniknęły z ulic, gdy w poniedziałek rozpoczęto nową operację - przeszukiwanie mieszkań, w których mogli się kryć bojownicy ISIS. W jednym z nich zamachowiec samobójca wysadził się w powietrze, zabijając dwóch policjantów. Na miejscu policjanci mieli znaleźć dodatkowe materiały wybuchowe, broń i… maski Dartha Vadera. Ponoć ekstremiści mieli je wykorzystywać jako ochronę przed szrapnelami.

d3ihyzh

Eksperta PISM obecność komórki ISIS w kurdyjskim mieście wcale jednak nie zaskakuje. Zasztowt przyznaje, że Państwo Islamskie znalazło zwolenników nie tyko wśród mieszkańców krajów arabskich, Kaukazu Północnego, Azji czy nawet konwertytów z Zachodu. - W dżihad po stronie ISIS włączają się też etniczni Turcy. Ten ruch jest międzynarodowy i niepowiązany ściśle z żadną narodowością, także wśród Kurdów są zwolennicy radykalnego islamu, metod terrorystycznych i Państwa Islamskiego. Tacy radykalni muzułmanie kurdyjscy zawsze byli obecni na tureckiej scenie politycznej i często władze wykorzystywały ich jako narzędzie walki ze świecką częścią politycznej elity kurdyjskiej - wyjaśnia.

"Skazani na siebie"

Jednak prezydent Erdogan oskarża o atak w Ankarze nie tylko Państwo Islamskie. Uważa, że palce w zamachu mieli także maczać Kurdowie z PKK i syryjski wywiad. Według tureckiego przywódcy zacięci wrogowie z Syrii i Iraku zjednoczyli się ponad podziałami, by uderzyć w Turcji i to na wiecu zwolenników zakończenia wojny.

Konrad Zasztowt przyznaje, że to połączenie ISIS, PKK i syryjskiego wywiadu jest kuriozalne. I choć w Turcji dochodziło w przeszłości do nieprawdopodobnych aliansów skrajnych sił politycznych, w tym wypadku - zdaniem eksperta - wersja prezydenta to "próba manipulowania społeczeństwem". AKP i Erdogan traktują zamachy w Ankarze po prostu jako parawan dla ataków na Kurdów. - AKP uparcie stara się budować obraz wroga, w którego centrum jest nie Państwo Islamskie, a Kurdowie - ocenia ekspert. Powód jest prosty: zbliżające się wybory. Silną konkurencją dla AKP jest ugrupowanie pokurdyjskie, a atakując Kurdów partia Erdogana zyskuje głosy nacjonalistów i skrajnej prawicy. - Stąd też woli podkreślać swoją niechęć wobec aspiracji kurdyjskich w regionie, a przemilczeć kwestie Państwa Islamskiego - mówi Zasztowt.

d3ihyzh

Taka dwuznaczność Ankary, która z jednej strony jest członkiem koalicji przeciw ISIS, a z drugiej - i to mimo ataku w Ankarze - uważa dżihadystów kalifatu jako mniejszego wroga niż ruch kurdyjski, musi budzić niepokój Zachodu. Czy Turcja nadal może być więc uważana za sojuszniczkę USA i UE w regionie? Wydaje się, że nie tyle może, co musi. Amerykanie dopiero kilka miesięcy temu doprosili się o dostęp do bazy na terenie Turcji dla swoich sił powietrznych, a UE liczy na pomoc Turcji w rozwiązaniu kryzysu imigracyjnego.

- Obie strony są na siebie skazane - komentuje Zasztowt.

d3ihyzh

Podziel się opinią

Share

d3ihyzh

d3ihyzh
Więcej tematów