Wypowiedź Kuźmuka w praktyce oznacza, że po 10 dniach od katastrofy rosyjskiego Tu-154 nad Morzem Czarnym szef ukraińskiej armii faktycznie przyznał się, iż samolot został zestrzelony przez ukraińską rakietę. W pierwszych kilku dniach po tragedii Kuźmuk odrzucał nawet teoretyczną możliwość trafienia samolotu ukraińską rakietą.
_ Proszę rodziny ofiar o wybaczenie. Przepraszam prezydenta kraju, rząd, parlament i naród ukraiński za narażenie na szwank autorytetu naszego państwa_ - mówił minister obrony.
Wcześniej nie zapowiadano udziału gen. Kuźmuka w konferencji. Prowadził ją dowódca wojsk przeciwlotniczych Wołodymyr Tkaczow. Po kilku minutach do sali wpadł minister obrony ze słowami, że nawet w najtrudniejszych sytuacjach nie chce zostawiać swoich podopiecznych w biedzie i chować głowy w piasek. Po dramatycznym oświadczeniu Kuźmuka wszyscy wyszli z sali, co oznaczało koniec spotkania.
Dziennikarze nie dowiedzieli się, w jaki sposób mogło dojść do zestrzelenia samolotu ukraińską rakietą. Jednak wcześniej Kuźmuk dał do zrozumienia, że ukraińskie wojsko też nie wie jeszcze, w jaki sposób rakieta S-200 wymknęła się spod kontroli.
_ Są sytuacje, gdy ufasz tylko ludziom lub technice, ale są sytuacje, gdy nie możesz uwierzyć własnym oczom_ - mówił Kuźmuk. Dodał także: Krok po kroku od lat budowaliśmy dobrą reputację naszej armii. Teraz musimy wszystko zaczynać od początku.
Władimir Ruszajło na konferencji prasowej w Soczi powiedział tylko, że rakieta, wystrzelona w czasie ćwiczeń armii Ukrainy, eksplodowała w odległości 15 metrów od zbiorników paliwa samolotu.
4 października rosyjski Tu-154, lecący z Tel Awiwu do Nowosybirska runął do morza niedaleko Soczi. Wszyscy na pokładzie - w większości obywatele Izraela - zginęli. Tego samego dnia amerykańska telewizja powołując się na źródło w Pentagonie poinformowała, że maszyna została przypadkowo zestrzelona przez ukraińską rakietę w trakcie wojskowych ćwiczeń na Krymie.
Pracująca w Soczi rosyjska komisja specjalna uznała w czwartek, że przyczyną katastrofy było trafienie samolotu z zewnątrz. Jednym z dowodów na to są ostatnie słowa pilota: "W co trafiło?". Nie zajęli jeszcze stanowiska w tej sprawie izraelscy specjaliści, którzy także badają przyczyny tragedii.
Właściciel samolotu - kompania "Sybir" liczy na rekompensatę pieniężną od Ukrainy jak minimum w wysokości 10 milionów dolarów. Warunkiem jest jednak przyznanie się Kijowa do winy. (reb)