włodzimierz marciniak

"Zielone ludziki" na granicy Polski? Ważne słowa dyplomaty
WIDEO

"Zielone ludziki" na granicy Polski? Ważne słowa dyplomaty

Rosja ponownie nasiliła dezinformacyjne działania propagandowe wobec Polski. Zdaniem byłego ambasadora RP w Moskwie prof. Włodzimierza Marciniaka to element szerszego planu Kremla na arenie międzynarodowej, zakładającego m.in. eskalację napięcia na Morzu Czarnym i grę zbożem dla Afryki, ale też wagnerowcami na Białorusi. - Te wszystkie dezinformacje związana z grupą Wagnera łączą się w niepokojącą całość. Rosjanie generalnie eskalują, nie tylko wobec Polski - mówił gość programu "Newsroom" WP. Dopytywany o dwuznaczne słowa Alaksandra Łukaszenki o "wycieczce grupy Wagnera do Warszawy i Rzeszowa", prof. Marcinak ocenił, że w tej chwili wszystko wskazuje na operację psychologiczno-propagandową i formę szantażu. - Ale do końca nie wiemy, czy Rosjanie nie posuną się dalej. (…) Na razie rysuje się taka wersja, że wypchną wagnerowców i na tym się skończy - komentował dyplomata, zauważając jednak niebezpieczeństwa. - Sądząc po wypowiedziach przedstawicieli rządu, Polska od dłuższego czasu przygotowuje się do poważnego kryzysu na wschodniej granicy - dodał prof. Marciniak. Ocenił, że pojawienie się na polskiej granicy wagnerowców czy "zielonych ludzików" (żołnierzy bez oznaczeń na mundurach, jak na Krymie w 2014 r. - red.) jest ryzykiem, które trzeba brać pod uwagę. - Jeśli wsłuchamy się w słowa rządzących, to już w przeszłości zauważymy zawoalowane ostrzeżenia także w tej sprawie - wskazał analityk. Więcej w materiale wideo.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Arkadiusz Jastrzębski Arkadiusz Jastrzębski
Będzie przewrót na Kremlu? Prof. Marciniak: po Putinie może przyjść ktoś jeszcze gorszy
WIDEO

Będzie przewrót na Kremlu? Prof. Marciniak: po Putinie może przyjść ktoś jeszcze gorszy

Rosjanie, którzy nie odnoszą sukcesów w wojnie w Ukrainie, zaczynają "grę w obwinianie" - twierdzi Julia Davis, dziennikarka obserwująca rosyjskie media. - Ta gra była już widoczna wcześniej, ale chodzi o to, kogo się obwinia. Wcześniej obwiniano dowództwo wojskowe, dosyć często był atakowany minister obrony czy szef sztabu generalnego. W tej chwili coraz częściej formułuje się opinie krytyczne wobec prezydenta, że to on ponosi odpowiedzialność za to, że Rosja "nie prowadzi wojny naprawdę", czyli że rzekomo Rosja narzuciła sobie jakieś ograniczenia, co do środków i metod prowadzenia tej wojny - stwierdził gość programu "Newsroom" prof. Włodzimierz Marciniak, były ambasador Polski w Rosji. Profesor zwrócił uwagę, że "ideowych imperialistów", którzy popierają wojnę w Ukrainie jest niewielu. Ważny jest stosunek społeczeństwa do kosztów tej wojny. Jego zdaniem na pewno część Rosjan pogodzi się z nimi w imię zwycięstwa. Część jednak przestanie wspierać Putina, gdy te koszty zaczną ich osobiście dotykać. - Spekulacji jest mnóstwo - odparł pytany, czym to może się zakończyć dla Władimira Putina i czy można spodziewać się "pałacowego przewrotu" w Rosji. Czy na Kremlu czai się już Brutus? - Dużo się mówi o różnych pyskówkach, które mają miejsce na posiedzeniach np. rady bezpieczeństwa i coraz ostrzejszych konfliktach. Tu może jednak zadziałać podobny mechanizm, jak w przypadku całego społeczeństwa - dotyczący kosztów tej wojny. Generalicja zdaje sobie sprawę, że to oni zostaną obarczeni winą, co zresztą już się dzieje - mówił prof. Marciniak. - I na tym tle, kto zostanie obarczony winą, może dojść do poważnego konfliktu politycznego i ewentualnego przewrotu. Musimy sobie tylko zdać sprawę z tego, że po Putinie może przyjść ktoś jeszcze gorszy albo przynajmniej taki sam łobuz - dodał gość programu "Newsroom". - Czy następcą Putina może zostać Miedwiediew? - dopytywała się prowadząca program. - Nie sądzę, by Miedwiediew, ze względu na ogromne psychologiczne uzależnienie od Putina, był człowiekiem, który jest w stanie zbuntować się i stanąć na czele przewrotu - stwierdził prof. Włodzimierz Marciniak. Nie chciał spekulować, kto może zastąpić obecnego prezydenta Rosji.
Violetta Baran Violetta Baran