Ryszard Czarnecki obraził europosłankę. Róża Thun odpowiada: denny poziom

- Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego przestrzeń publiczną paskudzi ohydnymi zdaniami - powiedziała posłanka do PE Róża Thun o Ryszardzie Czarneckim. On z kolei "nie zamierza wycofywać żadnych słów i jest z nich szalenie zadowolony". Eurodeputowana zapowiada przeciwko niemu pozew za "szmalcownika".
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Od 2014 roku Róża Thun jest posłanką do Parlamentu Europejskiego
Od 2014 roku Róża Thun jest posłanką do Parlamentu Europejskiego (PAP, Fot: Wiktor Dabkowski)

Od jednego słowa wszystko się zaczęło. "Szmalcownik" - tego określenia wobec Róży Thun użył Ryszard Czarnecki. Sprowokował go do tego film, w którym wystąpiła europosłanka. To reportaż dla niemieckiej telewizji. Thun mówi w nim, że idziemy w kierunku dyktatury. Czarnecki obelgi się nie wypiera i nie przeprasza, a eurodeputowana nie lekceważy sprawy.

- Nie można traktować takich rzeczy, jak jakieś prywatne kłótnie, bo to jest zbyt poważna sprawa i ja bym tego tak nie bagatelizowała. Jeżeli wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego przestrzeń publiczną paskudzi tak ohydnymi zdaniami, to jest to bardzo poważna sprawa. Tutaj w ogóle nie chodzi o jakieś kłótnie, tylko chodzi o to, żeby politycy nie zachowywali się w taki obrzydliwy sposób, który jest poza tym arogancki i ignorancki - mówiła w RMF FM.

Zapowiedziała, że złoży pozew przeciwko koledze z PE. - Pan Czarnecki zapowiedział wielokrotnie, że nie zamierza wycofywać żadnych słów i jest z nich szalenie zadowolony. On w ogóle w tej wypowiedzi wykazał się takim szczytem braku znajomości faktów, jak tylko można sobie wyobrazić - zaznaczył. Jak dodała, szkoda jej na niego czasu, bo reprezentuje "denny poziom".

Zobacz też: Czarnecki do Thun: nie będę się zniżał to tego języka nienawiści

Przypomnijmy, że za Thun wstawił się lider frakcji liberałów w Europarlamencie Guy Verhofstadt. Wezwał przewodniczącego tej instytucji Antonia Tajaniego do działania w sprawie Czarneckiego. "To niewyobrażalne, by takie słowa padły z ust osoby reprezentującej PE" - napisał w liście otwartym. W obronie Czarneckiego stanął z kolei premier Mateusz Morawecki.

Thun narzekała też na konieczność widywania się z Czarneckim. - Muszę być z panem Czarneckim od czasu do czasu w jednym pomieszczeniu, ponieważ on jest posłem do Parlamentu Europejskiego i ja również, ale na szczęście siedzimy w innych frakcjach. Czasem nawet muszę z nim być w samolocie - podkreśliła.

Diagnoza sytuacji w Polsce

Thun kilkakrotnie podkreśliła, że jeszcze nie ma dyktatury w Polsce, ale w tym kierunku zmierzamy. A wszystko przez Prawo i Sprawiedliwość. - Uważam, że to jest rząd, który dąży do autorytaryzmu albo do dyktatury. Jeśli się niszczy trójpodział władzy, to jest koniec z demokracją. Tam, gdzie nie ma demokracji, tam jest dyktatura - oceniła.

Odpierała zarzuty, między innymi Czarneckiego, że w filmie obraziła swój kraj. - To są takie inwektywy, bluzgi i gadanina bez żadnego poparcia w faktach. Tam nie ma ani jednego argumentu. Niech zacytuje zdanie, w którym ja obrażam Polskę, niech zacytuje w ogóle cokolwiek obraźliwego i merytorycznego z tego filmu. Reżyserka ma prawo widzieć Polskę, jak widzi. Ja w tym filmie mówię kilka zdań do kamery i różni inni ludzie tak samo. W tym filmie występuje tak samo X osób, które są po stronie PiS-u i reprezentują tamtą stronę sceny politycznej... - tłumaczyła Thun.

Jej zdaniem dla PiS-u autorami antypolskich wypowiedzi są ci, którzy się z nim nie zgadzają.

Źródło: RMF FM/WP

Polub WP Wiadomości