WAŻNE
TERAZ

Oficjalnie. Lewandowski ogłosił decyzję ws. przyszłości!

Rocznicowy zgryz

Prawda jest taka, że polski teatr, jak zresztą każdy inny, niekoniecznie żyje rytmem jubileuszy, rocznic albo parlamentarnych uchwał. Chyba nie tylko w moim uchu słowa „spektakl” i „stulecie” gryzą się ze sobą jak dwa wściekłe kundle.

Zainteresowania klasyką po prostu nie da się na dłuższą metę zadekretować. Za mojej pamięci przerabialiśmy to już z Witkacym, Mickiewiczem i Gombrowiczem. Sztucznie wzniecone fale teatralnej rocznicowej recepcji opadały bez fanfar i okazywało się, że naprawdę ważne, przełomowe przedstawienie przychodziło trochę przed ogłoszoną fetą lub grubo po niej. Wniosek – nic na siłę. Dobry utwór, tak czy siak, sam znajdzie drogę do artysty.

Nie ma sensu desperacko troszczyć się o poszerzenie kanonu, żeby z Wyspiańskiego grać jeszcze coś poza „Weselem”, „Wyzwoleniem”, „Klątwą” i „Sędziami”. Pamiętacie, jak było z Krystianem Lupą i „Powrotem Odysa”? O dwukrotnej obecności sztuki w twórczości reżysera zadecydowała intuicja odnalezienia w rzadko wystawianym utworze tego czegoś, w czym rozpoznaje się współczesność: stanu świadomości bohatera, atmosfery, paradoksu egzystencjalnego.

Oczywiście „Bolesław Śmiały”, „Akropolis”, „Legion”, „Legenda”, „Protesilaos i Laodamia” dopiero czekają na swoich teatralnych odkrywców, ale śmiem twierdzić, że kiedyś się doczekają. Mogą zestarzeć- się język Wyspiańskiego, diagnoza narodowa i społeczna, myślenie o obecności mitu, zwietrzeje psychologia postaci, ba – nawet projekt teatru wpisany w dramat. Jednak to nie znaczy, że ta twórczość będzie kompletnie martwa. Zmieni się po prostu strategia twórców szukających w Wyspiańskim atrakcyjnej scenicznie sytuacji – snu, cmentarzyska, muzeum, zabawy, sądu, rytuału śmierci. Wystarczy tylko pod tamten tekst podłożyć nową estetykę, inaczej rozłożyć akcenty powagi i groteski, poezji i codziennego błota – jak zrobiła to choćby Anna Augustynowicz w szczecińskim „Weselu”. Można też zawsze Wyspiańskiego kleić ze strzępów, szukać współczesnego ekwiwalentu jego gniewu, pasji, przerażenia. Jak Cieplak w „Albośmy to jacy, tacy” być wiernym intencji oraz najgłębszej strukturze dramatu, a nie poszczególnym frazom i
scenom.

Wyspiański (i każdy klasyk) nie potrzebuje sejmowych uchwał, prezydenckich protektoratów, ministerialnej zachęty, tylko reżysera partnera. Kogoś, kto odnajdzie w jego tekstach swój osobisty ton, swoją wrażliwość, odpowie formą na formę. Nawet strzęp z Wyspiańskiego będzie jednak strzępem Wyspiańskiego. Panie ministrze, panowie dyrektorzy scen polskich, drodzy widzowie – bez paniki! Starzeje się tylko zła poezja, umiera wyłącznie teatr chwilowy. Skoro sto lat po śmierci Wyspiańskiego jego „Chińcyki trzymają się mocno”, to ani chybi drugą stówę mają jak w banku.

Łukasz Drewniak

Wybrane dla Ciebie