Putin pokochał migrantów. Bez nich gospodarka Rosji mogłaby stanąć
Kreml zmienił narrację dotyczącą migrantów. Już nie są siedliskiem zła i przyczyną wzrostu przestępczości. Teraz Rosja bardzo chętnie ich przyjmie. W gospodarce krytycznie zaczęło brakować rąk do pracy.
Rosyjski rynek pracy znalazł się w poważnym kryzysie, którego Kreml nie jest w stanie przykryć propagandą o "rekordowo niskim bezrobociu". Według oficjalnych danych stopa bezrobocia w Federacji Rosyjskiej rzeczywiście spadła do 2,3 proc., co jest jednym z najniższych poziomów w historii kraju. Nie jest to jednak oznaka dobrej kondycji gospodarki, lecz sygnał dramatycznego niedoboru siły roboczej, którą drenuje armia i przemysł zbrojeniowy.
Wicepremier Michaił Miszustin przyznał publicznie, że rosyjska gospodarka zmaga się z deficytem przekraczającym dwa miliony pracowników. Jako główne przyczyny wskazał "załamanie demograficzne" oraz odpływ kadr do kompleksu wojskowo-przemysłowego, co wprost wiąże się z wojną przeciwko Ukrainie.
Pokoju szybko nie będzie. "Putin odciąga ten moment"
Kraj staje
Brakami najbardziej dotknięte są: handel, produkcja przemysłowa, opieka zdrowotna, budownictwo oraz rolnictwo. To sektory wymagające dużej liczby pracowników fizycznych i średnio wykwalifikowanych, a jednocześnie wrażliwe na mobilizację, migrację wewnętrzną oraz spadek liczby osób w wieku produkcyjnym. Czyli wszystko to, co teraz dotyka rosyjskie społeczeństwo. Skutkuje to rosnącymi problemami z utrzymaniem ciągłości produkcji, realizacją inwestycji infrastrukturalnych oraz podstawową obsługą ludności.
Szczególnie widoczny jest kryzys w ochronie zdrowia. Deficyt lekarzy i personelu medycznego osiągnął poziom, który zmusił państwo do zmian w przepisach. Od 1 września, jak informowała agencja RIA Novosti, ratownicy medyczni i położne mogą w razie niedoboru specjalistów wykonywać obowiązki lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej.
Weronika Własowa, członkini Komitetu Dumy Państwowej ds. Ochrony Zdrowia przyznała, że to rozwiązanie wymuszone sytuacją. Równolegle Rosja zaczęła ściągać lekarzy z Indii, w tym także bez znajomości języka rosyjskiego. Radio Swoboda opisało kilka takich przypadków z miast środkowej Syberii, gdzie lokalne władze uznały, że brak personelu jest większym zagrożeniem niż bariery językowe.
Kryzys kadrowy silnie uderza także w rolnictwo. Jesienią Igor Muchanin, prezes Rosyjskiego Stowarzyszenia Ogrodników, mówił w rozmowie z portalem Agroinvestor, że niedobór siły roboczej bezpośrednio zagraża zbiorom i zapowiadał upadek tej gałęzi rolnictwa. Wskazywał, że już w poprzednim roku brak pracowników sezonowych doprowadził do utraty części plonów.
W Kraju Krasnodarskim, gdzie lokalne władze wprowadziły zakaz zatrudniania migrantów, nie zebrano tysięcy ton owoców. W efekcie regiony, które wcześniej ograniczały napływ cudzoziemców, zaczęły się z tych decyzji wycofywać. W obwodzie niżnonowogrodzkim zakaz zatrudniania migrantów został zniesiony zaledwie po czterech miesiącach od wprowadzenia.
Nie każdy migrant jest zły
Rosyjska propaganda ponad rok temu rozpoczęła kampanię przeciwko migrantom. A dokładniej przeciwko wyimaginowanej fali cudzoziemców, rzekomo celowo przesyłanych do Rosji przez Zachód, by zniszczyć kraj od środka przez znaczny wzrost przestępczości. Winą obarcza się Amnesty International, Tatarów, Uzbeków i "agentów wpływu" przemycających do Rosji "obcą kulturę".
Członek Dumy Państwowej Aleksiej Żurawliew kolejny raz zaproponował utworzenie obozów pracy dla migrantów z Azji Środkowej, określając ich jako "imigranckie szumowiny". Jeszcze rok temu przewodniczący Komitetu ds. Narodowości, Gienadyj Semigin wzywał do zaostrzenia przepisów dotyczących rejestracji migrantów, sugerując, że władze powinny mieć pełną wiedzę na temat miejsca zamieszkania i planów rejestracyjnych każdego migranta od momentu przekroczenia granicy. Zaproponował również utworzenie specjalnego rejestru dla tzw. enklaw etnicznych.
Kiedy jednak pół kraju stanęło z powodu braku rąk do pracy, władze najpierw ściągnęły obywateli Korei Północnej, którzy trafiają głównie na duże budowy i do zakładów przetwórstwa surowcowego. W rozmowie z "Kommiersantem" Paweł Bełenc z grupy deweloperskiej Eskadra stwierdził, że z punktu widzenia pracodawców są to "najlepsi pracownicy" gotowi pracować po 12–16 godzin dziennie, sześć dni w tygodniu. Według prognoz analityków do końca 2025 roku liczba północnokoreańskich robotników w Rosji może wzrosnąć trzykrotnie, osiągając poziom około 50 tysięcy osób.
Istotne jest jednak to, że otwarcie na migrantów nie obejmuje wszystkich nacji. Migranci z byłych republik ZSRR, zwłaszcza z Kaukazu i Azji Środkowej, pozostają obiektem silnej niechęci społecznej i politycznej. Są postrzegani jako konkurencja na rynku pracy, jako grupa kulturowo bliska, ale "problemowa", a po zamachu w Crocus City Hall także jako zagrożenie bezpieczeństwa. Tymczasem pracownicy z Indii, Afryki czy Korei Północnej są traktowani po prostu jako zewnętrzny zasób taniej siły roboczej, pozbawiony lokalnych powiązań i ambicji politycznych.
Zmiany w przepisach
Równolegle zmiany przygotowywane są na szczeblu federalnym. Duma Państwowa kończy prace nad przepisami zwalniającymi część pracowników zagranicznych z obowiązkowego egzaminu z języka rosyjskiego. Okazuje się, że retoryka, którą posługiwano się jeszcze rok temu, nagle stała się nieaktualna i migranci w sumie są dobrzy.
Nie było to nic nowego. Już wcześniej Ministerstwo Pracy prognozowało, że do 2030 r. w Rosji może brakować do pracy nawet 3,1 miliona osób. Resort postuluje zwiększenie limitów wizowych dla wykwalifikowanych pracowników, przy czym do 2024 r. ściągnięto zaledwie 47 tysięcy takich migrantów z krajów objętych obowiązkiem wizowym. Ministerstwo Rozwoju Gospodarczego rekomenduje natomiast rozszerzenie listy państw, z których Rosja aktywnie pozyskuje pracowników.
W tym przypadku najważniejsze okazały się Indie. Szef Uralskiej Izby Przemysłowo-Handlowej Andriej Biesiedin mówił agencji EAN, że do końca tego roku do Rosji może przybyć nawet milion specjalistów z Indii. Powoływał się przy tym na informacje przekazywane przez ambasadora Indii w Moskwie.
W Jekaterynburgu otwierany jest nowy konsulat generalny Indii, który ma obsługiwać kwestie migracyjne i pracownicze. Podobne struktury powstają w Kazaniu. Biesiedin podkreślał, że rosyjskie przedsiębiorstwa przemysłowe muszą zwiększać produkcję, ale nie mają kim tego zrobić, więc z otwartymi rękoma przywitają migrantów.
Trzeba mieć jednak świadomość, że nie chodzi o otwartość ani zmianę nastawienia wobec migrantów, lecz o konieczność utrzymania ciągłości funkcjonowania wielu gałęzi gospodarki. Wojna, mobilizacja i spadająca demografia doprowadziły do sytuacji, w której bez masowego importu pracowników gospodarka zaczyna tracić zdolność funkcjonowania. W tym sensie sprowadzanie Hindusów, Afrykanów czy Koreańczyków z Północy jest próbą gaszenia pożaru, który Kreml sam rozpalił.
Sławek Zagórski dla Wirtualnej Polski