Trwa ładowanie...

"Prezydentura? Kto by się przejmował drobiazgami" (OPINIA)

- Czym właściwie zajmuje się prezydent w tej kadencji? – pytanie do osoby ze środka Zjednoczonej Prawicy. Milczenie - Da się powiedzieć coś pozytywnego o nim? – kolejne pytanie. - Jest szczerym patriotą – po chwili przerwy pada odpowiedź. To jedyne ciepłe słowa, jakie można dziś usłyszeć na prawicy o Andrzeju Dudzie
Share
"Prezydentura? Kto by się przejmował drobiazgami" (OPINIA)
Źródło: Getty Images, Fot: Artur Widak
d4871lo

"Obłęd: powtarzać w kółko tę samą czynność oczekując innych rezultatów" – mawiał Albert Einstein. Nie wiadomo, jaką motywację ma Andrzej Duda, ale faktem jest, że jedną czynność powtarza nieustannie. Chodzi o narty. W grudniu Jarosław Gowin powiedział, że po telefonie prezydenta zdecydował się nie zakazywać wstępu na stoki narciarskie. Już wtedy Duda spotkał się z serią drwin i żartów na swój temat.

Mimo to okazał się niezłomny. Gdy tylko obostrzenia w wyjazdach zostały zdjęte, natychmiast pojechał w góry pojeździć na stoku. Wracając, wykorzystał do tego tzw. korytarz życia – czym natychmiast ściągnął na siebie serię zarzutów dotyczących kwestii nadużywania przez niego uprawnień. Zarzutów jak najbardziej uprawnionych, dodajmy.

Ale to dla prezydenta mało. Wyraźnie spodobało mu się, że znalazł się w centrum uwagi po poprzedniej jeździe na "bombach" korytarzem życia, więc postanowił to powtórzyć. Z tego powodu jedzie w niedzielę do Zakopanego, by osobiście otworzyć dwunastogodzinny maraton po śniegu. Nie dość, że zgodził się objąć patronatem tę imprezę, uznał, że musi też ją osobiście rozpocząć.

d4871lo

Bez pomysłu, bez inwencji

W szeroko rozumianym obozie władzy nie ma dziś chyba nikogo, kto by podjął się trudu obrony Andrzeja Dudy. Z dwóch powodów. Po pierwsze – bo prezydent politycznie właściwie nie istnieje. Po drugie – bo słynie z kolejnych wyjazdów na narty.

Mateusz Morawiecki przeprosił za błędy. Wymowny komentarz Leszka Millera

Ale nawet nie chodzi tylko o to, że na te narty jedzie. Chodzi o to, że te narty to właściwie jedyna jego aktywność, która go wyróżnia. Poza tym Dudy nie widać.

d4871lo

Zwrócił na siebie uwagę tylko w dwóch momentach. Po raz pierwszy, gdy zawetował ustawę o działach. Kwestia z perspektywy interesu państwa drugorzędna, natomiast komplikująca prace rządu. Gdy więc to weto zostało zgłoszone, natychmiast pojawiły się spekulacje o tym, że Duda rozpoczął własną grę w ramach władzy wykonawczej, że tym wetem próbuje wymusić jakieś koncesję dla siebie ze strony rządu. Że w ten sposób chce odcisnąć mocniejsze piętno na polskiej rzeczywistości.

Drugi raz o Dudzie zrobiło się głośniej, gdy złożył projekt ustawy dotyczącej kompromisu aborcyjnego po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie. Wtedy też się wydawało, że prezydent stanie się aktywnym graczem, że zacznie korzystać z narzędzi znajdujących się w jego kompetencjach do realizacji własnych pomysłów.

W obu przypadkach nic się nie zdarzyło. Choć dwa razy Duda zaczął z wysokiego C, to za każdym razem kończyło się załamaniem głosu i wycofaniem się za kulisy. Pod względem braku umiejętności w realizacji własnych zamiarów politycznych prezydent jest równie konsekwentny, jak w determinacji do tego, by w sezonie pojeździć na nartach – także w sezonie, który jest zdominowany przez pandemię koronawirusa.

Narty i rower

Jeszcze w kampanii wyborczej wyglądało to inaczej. Wtedy Duda mówił jasno, że w drugiej kadencji będzie odpowiadał tylko przed historią, więc można mu zaufać – bo okaże się ważnym, samodzielnym, podmiotowym graczem. Zwłaszcza w końcówce kampanii zachowywał się jak polityk, który naprawdę chce, by mu powierzyć ten rower – bo on będzie wiedział, jak pedałować, jak nim kierować.

d4871lo

Rower dostał – przekazało mu go 10,5 mln wyborców, którzy na niego zagłosowali. Ale Duda ten rower natychmiast schował do piwnicy. I od lipca nawet do tej piwnicy się nie zbliżył, by sprawdzić, czy jest powietrze w oponach.

Im mniej prezydent robi, tym staje się większym obciążeniem dla obozu władzy. PiS nie ma wyboru. Poparło Dudę w kampanii, teraz więc musi go żyrować – bez względu na to, jak często będzie on jeździł na narty. Nie ma wyboru, bo nie ma większości w Sejmie pozwalającej odwrócić jego weto. To sprawia, że z Dudą musi się układać – i robić dobrą minę do złej gry, czyli jego wyjazdów na narty.

Tym bardziej że Duda ma cały czas jeden potężny atut: ludzie go lubią. Drugą kadencję on wygrał ciągłym objazdem po kraju, serią spotkań w kolejnych miasteczkach. Za każdym razem widać było, że Polacy go autentycznie szanują i podziwiają. Dla Polski spoza metropolii i wielkich miast prezydent jest bardzo ważną osobą, autorytetem. I tego nie straci, bez względu na to, ile razy na narty pojedzie.

I nie jest to tylko kurtuazja, ale też siła polityczna. W 2023 r. może się okazał kapitałem wręcz bezcennym. Możliwość zrobienia sobie zdjęcia przed wyborami parlamentarnymi z Dudą może być na wagę wejścia do Sejmu. Ten, kto zyska możliwość zaproszenia go na swój wiec wyborczy, będzie miał w ręku kapitał polityczny o ogromnym znaczeniu. Wie to PiS – wie to też Solidarna Polska, która być może w 2023 r. będzie startować z własnych list. Dlatego prezydenta nikt nie krytykuje – bo po stronie Zjednoczonej Prawicy każdy wie, że w kontekście najbliższych wyborów lepiej mieć w nim sojusznika niż wroga.

Andrzej Duda też ma tego świadomość. Wie, że może być osobą, która może przechylić szalę zwycięstwa w najbliższych wyborach na jedną ze stron. I dlatego sobie teraz jeździ na narty. Bo może. A prezydentura? Kto by się przejmował takimi drobiazgami.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d4871lo

Podziel się opinią

Share
d4871lo
d4871lo
Więcej tematów