Trwa ładowanie...
d2htr3r

Poznań: Próbowała z synem zabić 10-letnią córkę. Ruszył proces

Przed sądem w Poznaniu rozpoczął się proces 50-letniej Małgorzaty G., oskarżonej o to, że rok temu próbowała zabić swoją 10 -letnią córkę. W usiłowaniu popełnienia tej zbrodni miał jej pomagać 27-letni syn, który razem z nią zasiadł na ławie oskarżonych.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Rodzinny dramat w Rawiczu. Ruszył proces
Rodzinny dramat w Rawiczu. Ruszył proces (freeimages.com)
d2htr3r

Ta dramatyczna historia rozegrała się rok temu w Rawiczu (wielkopolskie). Małgorzata G. miała być zastraszana i szantażowana przez 46-letnią sąsiadkę Katarzynę Ch., która oskarżała ją o to, że przez nią jej syn trafił do więzienia. Katarzyna Ch. miała żądać od niej pieniędzy i grozić, że jeśli ich nie dostanie, to "zrobi krzywdę" jej 10-letniej córce i "wywiezie ją do burdelu w Niemczech".

Małgorzata G. miała ulec groźbom sąsiadki, zaciągała kredyty, by móc opłacać się Katarzynie Ch. Przekazała jej łącznie ok. 150 tys. złotych. Katarzynie Ch. było jednak wciąż mało.

Zobacz także: Dramat w Rawiczu. 10-miesięczna dziewczynka z obrażeniami głowy

d2htr3r

Pod koniec stycznia 2018 r. przerażona Małgorzata G. wraz z synem Tomaszem uznali, że nie mają wyjścia. Postanowili zabić 10-latkę, a potem popełnić samobójstwo.

"Krzyczała, że nikt mi nie pomoże"

W środę przed poznańskim sądem okręgowym rozpoczął się proces w tej sprawie. Małgorzata G i jej syn Tomasz odpowiadają przed sądem za usiłowanie zabójstwa.

Kobieta odmówiła składania wyjaśnień. Sąd zarządził więc odczytanie protokołów z jej wcześniejszych zeznań

Z zeznań kobiety złożonych podczas śledztwa wynika, że feralnego dnia znów doszło do awantury. Sąsiadka miała zagrozić, że jeszcze tego dnia ktoś przyjedzie po córkę Małgorzaty, 10-letnią Olgę. Dziewczynka miała zostać wywieziona do domu publicznego w Niemczech. "Krzyczała też, że jak zadzwonię po policję, to i tak mi to nie pomoże" - podkreślała w zeznaniach kobieta.

d2htr3r

Zobacz także: Rzuciła noworodkiem o chodnik. Trafi do aresztu

"Moja córka Olga siedziała wtedy w pokoju w mieszkaniu i to słyszała. Weszłam do pokoju córki, ona zaczęła płakać i ją przytuliłam, pocałowałam i powiedziałam, że się ma nie bać. Kazałam się Oldze ubrać tak, jak do szkoły. Mój syn Tomasz, który też to słyszał, ubrał się, wzięliśmy tornister i o 7.25 wyjechaliśmy w kierunku szkoły (…) objechaliśmy szkołę i pojechaliśmy na działki. Pojechaliśmy tam w celu skończenia ze sobą, bo te groźby pani Katarzyny nie były pierwszymi groźbami" - opowiadała oskarżona.

Małgorzata G.: nie bój się, pójdziemy do dziadziusia

"Olgusia już po drodze w samochodzie i w altanie na działkach mówiła, że nie chce iść do burdelu i ja jej mówiłam: dziecko nie bój się, pójdziemy do dziadziusia, bo mój tata nie żyje i chodziło mi o popełnienie samobójstwa nas wszystkich (…) Olga usiadła na tapczan i wytłumaczyłam jej co by jej groziło, gdyby ją złapali i wywieźli (…) powiedziała mi: dobrze mamusiu, możemy iść do dziadziusia, bo ona nie chce żeby jej coś takiego zrobili" - mówiła kobieta.

d2htr3r

Oskarżeni - jak wynika ze złożonych zeznań - próbowali najpierw popełnić samobójstwo trując się gazem z butli. Jego stężenie było jednak zbyt małe. Wtedy kobieta najpierw próbowała udusić córkę przy pomocy sznurka. Kiedy to się nie udało, razem z synem próbowali ja udusić rękoma.

Z opowieści Małgorzaty G. wynika, że kiedy wydawało im się, że 10-latka nie żyje sami zacisnęli sobie sznur na szyi. Wtedy jednak dziewczynka miała się ocknąć i powiedzieć do matki: "byłam daleko, ale tam mnie nie chcą".

Do kolejnej próby zabicia dziewczynki już nie doszło. Na miejscu pojawiła się policja, powiadomiona przez członka dalszej rodziny Małgorzaty G. o jej zamiarach. 10-latka trafiła do szpitala, jej matka i brat - do aresztu.

Małgorzata G.: sąsiadka mówiła, że jest kobietą mafii

Małgorzata G. po odczytaniu jej zeznań stwierdziła, że żałuje tego, co się stało. Pytana, dlaczego nie zgłosiła sprawy szantażu policji odparła, że "Katarzyna Ch. mówiła, że mamy wszystko robić, co ona nam każe, bo jest kobietą mafii i to będzie jej decyzja, kiedy nam wezmą córkę". - Nie zgłosiłam tego policji, bo byliśmy zastraszeni. Mówiła, że jeden telefon na policję, to "do nas wjadą i zabiorą córkę do burdelu". Mówiła, że jesteśmy śledzeni. Ja jej wierzyłam - podkreślała w sądzie oskarżona.

d2htr3r

Syn Małgorzaty G. też przyznał się do winy i podobnie jak matka wyraził skruchę. On również odmówił składania wyjaśnień.

W środę sąd przesłuchał także pierwszych świadków w tej sprawie, w tym sąsiadkę rodziny Katarzynę Ch. Kobieta przebywa obecnie w areszcie, jest oskarżona o czyn rozbójniczy na szkodę oskarżonych. Jej proces ma się rozpocząć w przyszłym tygodniu.

- Moje relacje z oskarżoną były bardzo dobre. Ja nie przyjmowałam od niej żadnych pieniędzy. W dniu tego zdarzenia widziałam Gosię tylko rano, nie kłóciłyśmy się. Potem widziałam jak wyjeżdżają samochodem. Wiem, co Gosia mówi na mój temat. Nie wiem, dlaczego ona mnie pomawia - przekonywała w sądzie kobieta.

Źródło: polsatnews.pl, poznan.wyborcza.pl

d2htr3r

Podziel się opinią

Share
d2htr3r
d2htr3r