PiS idzie na wojnę z partią myśliwych. Do gry wchodzi Jan Szyszko

Wymiana władz Polskiego Związku Łowieckiego i umożliwienie właścicielom gruntów zakazania polowań - to najważniejsze zapisy nowego projektu prawa łowieckiego, do którego dotarła Wirtualna Polska. Według naszych informatorów szef PZŁ zapowiada odejście na emeryturę, jednak myśliwskie lobby nie poddaje się bez walki, a odwołany minister środowiska Jan Szyszko ma wziąć udział w planowanej na przyszły piątek demonstracji przeciwko zmianom.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Minister środowiska Henryk Kowalczyk w towarzystwie swojego poprzednika Jana Szyszki na obchodach święta myśliwych
Minister środowiska Henryk Kowalczyk w towarzystwie swojego poprzednika Jana Szyszki na obchodach święta myśliwych (WP.PL, Fot: grzegorz łakomski)

Według naszych informacji Henryk Kowalczyk, który zastąpił Szyszkę na fotelu ministra środowiska, szykuje myśliwym rewolucję, a nowelizacja prawa łowieckiego może być przyjęta już w przyszłym tygodniu.

- Kowalczyk nie jest myśliwym i nie ukrywa, że podchodzi do swojej funkcji zadaniowo. Wyczyszczenie PZŁ to jedno z dwóch postawionych przed nim zadań obok walki z wirusem ASF - wyjaśnia nasz rozmówca, który zna kulisy prac nad projektem.

Właściciel gruntu będzie mógł zakazać polowań

Z projektu poprawek, do którego dotarliśmy, wynika, że niektóre prawa myśliwych zostaną osłabione - przykładowo właściciele gruntów będą mogli zakazać polować na własnym terenie. Taki zakaz ma działać dzień po tym, jak właściciel dostarczy swoją decyzję do koła łowieckiego.

- Ta zmiana nie budzi wśród myśliwych kontrowersji, bo jest wynikiem wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Do tej pory wyroku TK nie udało się wykonać, bo do kolejnych nowelizacji prawa łowieckiego dołączano inne zapisy, przez które były one blokowane - tłumaczy nasz rozmówca. Dodaje, że najnowszy projekt to "rewolucyjna zmiana", bo spowoduje wymianę władz związku - szefa wskaże minister środowiska.

Z projektu wynika, że stanowiska stracą szef PZŁ Lech Bloch i kierujący Naczelną Radą Łowiecką, drugim co do ważności organem związku, Andrzej Gdula. Wszystko przez jeden zapis zakazujący zasiadania w organach PZŁ osobie urodzonej przed 1 sierpnia 1972 roku, która była "pracownikiem, funkcjonariuszem lub żołnierzem organów bezpieczeństwa państwa lub współpracowała z tymi organami”.

Bloch -jak pisaliśmy w Wirtualnej Polsce - został w 1983 roku zarejestrowany jako tajny współpracownik SB o pseudonimie "Kazimierz”. W jego teczce znajduje się odręcznie podpisane oświadczenie o współpracy z SB "w zakresie osób, faktów i zagadnień interesujących tę służbę”. Rzeczniczka PZŁ Diana Piotrowska podkreślała wtedy, że Lech Bloch sam zerwał współpracę z SB. Z kolei Gdula był w latach 80. wiceszefem MSWiA i zastępcą gen. Czesława Kiszczaka.

Emerytura szefa PZŁ

Zdaniem naszych rozmówców obecny szef związku już zapowiedział, że idzie na emeryturę, a w poniedziałek zwołał specjalne spotkanie, na które zaprosił łowczych (przedstawicieli władz PZŁ z całego kraju). Lech Bloch proszony przez nas o komentarz powiedział, że decyzja o przejściu na emeryturę jest jego prywatną sprawą. Dodał, że nowelizacja prawa łowieckiego nie została jeszcze uchwalona.

Jeden z członków PZŁ: - Zapowiedź odejścia na emeryturę to może być wybieg. Bloch może walczyć o zachowanie stanowiska. Najnowszy pomysł to demonstracja myśliwych w obronie szefa PZŁ. Ma w niej wziąć udział Jan Szyszko.

- W piątek mają ludzi przywieźć autokarami do ludzi na demonstrację. Będą walczyć nie w interesie zwykłych myśliwych, ale swoim. Wprowadzenie dekomunizacji w związku nie obejmie tylko władze w Warszawie, ale większość łowczych okręgowych i wielu prezesów kół łowieckich - mówi nam inny myśliwy.

Do tej pory minister środowiska nie miał dużego wpływu na to, co dzieje się w związku. Nowe zapisy umożliwiają mu wskazanie nowych władz PZŁ. – Teraz toczy się gra o to, kto będzie nowym szefem. Szyszko chce wyznaczyć następcę – mówi nam jeden z członków związku. - Szyszko walczy o kierowanie PZŁ. Był w tej sprawie u Jarosława Kaczyńskiego i wykorzystuje swoje dojścia do ojca Rydzyka – wtóruje nasz inny rozmówca.

Według naszych źródeł zbliżonych do związku wśród potencjalnych kandydatów na nowego szefa pojawił się związany obecnym szefem PZŁ Paweł Piątkiewicz, myśliwy i lekarz warszawskiego szpitala Bródnowskiego, który wykłada na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Piątkiewicz zaznaczył w rozmowie z Wirtualną Polską, że słyszał głosy na temat funkcji doradczej, ale - jak podkreślił - objęcie stanowiska szefa PZŁ nie wchodzi w grę, bo to zajęcie na pełny etat, czego nie dałoby się połączyć z obecną pracą.

Z Janem Szyszką nie udało się nam skontaktować.

Posłowie PiS nie zostali wtajemniczeni w rewolucję

Rewolucja w prawie łowieckim jest przygotowywana w tajemnicy, bo treści nowych poprawek nie znają nawet posłowie PiS, którzy mają je zgłosić. Edward Siarka, poseł PiS kierujący sejmowym zespołem łowieckim, podkreśla w rozmowie z nami, że poprawki do prawa łowieckiego zostały przygotowane w resorcie środowiska, jednak – jak zaznacza - ich treść będzie mógł poznać w przyszłym tygodniu, kiedy ma się spotkać z ministrem Kowalczykiem – dodaje. Wyjaśnia, że prawo łowieckie to projekt poselski, więc poprawki do niego będą mogły być zgłaszane z pośrednictwem posłów.

Poseł PiS z komisji środowiska: - Poprawki do ustawy powstały w ministerstwie środowiska, ale jeszcze nam ich nie przekazano. 5 lutego ma się zebrać komisja. Wtedy się dowiemy.

Rzecznik resortu środowiska Aleksander Brzózka nie chce się odnieść do poprawek i podkreśla, że stanowisko ministra jest zawarte w opublikowanych na stronie resortu rekomendacjach. Podkreślono w nich, że resort proponuje "kompromisowe rozwiązanie dla wszystkich zainteresowanych stron”. W połowie stycznia z inicjatywy Kowalczyka odbyło się spotkanie dotyczące zmian w rawie łowieckim, na które zostali zaproszeni myśliwi, rolnicy i przedstawiciele środowisk ekologicznych. W rekomendacjach Kowalczyka pada też sformułowanie, że w jego opinii "rozważenia wymaga także wzmocnienie instrumentów nadzoru Ministra Środowiska nad Polskim Związkiem Łowieckim”.

PO i PiS przegrywały z partią myśliwych

Prawo łowieckie przyznaje związkowi specjalny status. PZŁ wykonuje część zadań państwa i staje się właścicielem każdego upolowanego zwierzęcia, które wcześniej żyjąc w stanie wolnym należy do Skarbu Państwa. Lech Bloch, stojący na czele liczącego 120 tys. myśliwych zrzeszenia, wyspecjalizował się w skutecznej obronie korzystnej dla związku ustawy. Mógł dotąd liczyć na pomoc złożonego z polityków różnych opcji lobby, którzy tworzą nieformalną "partię myśliwych”.

W poprzedniej kadencji ta partia okazała się skuteczniejsza od rządzącej Platformy. Pojawił się wówczas pomysł, by zwiększyć wpływ ministra środowiska na PZŁ (resort nadzoruje związek) przez dodanie do prawa łowieckiego zapisu o zatwierdzaniu statutu PZŁ przez ministra. Propozycja przepadła w głosowaniu w Sejmie, bo część posłów PO podniosła ręce przeciwko projektowi rządowemu. Zmian ustawy nie udało się dokonać obecnemu rządowi w czasie, gdy ministrem środowiska był Jan Szyszko, który - jak ujawniliśmy w Wirtualnej Polsce - polował z szefem PZŁ. Prace rozpoczęte półtora roku temu utknęły w sejmowej komisji.

Teraz prace mają nabrać tempa. Połączone komisje środowiska i rolnictwa mają się zebrać 5 lutego. - W poniedziałek jest zaplanowane spotkanie z ministrem, a zaraz po nim posiedzenie komisji. Będzie czas na przyjęcie poprawek. Jest prawdopodobne, że ustawa będzie przyjęta na tym samym posiedzeniu Sejmu - mówi nam szef komisji rolnictwa Jarosław Sachajko (Kukiz'15), który od nas dowiaduje się o treści najnowszych poprawek. - Złożę też swoje poprawki. Pogodzenie interesów myśliwych i rolników jest możliwe - ocenia poseł.

Polub WP Wiadomości