ycipk-1mibc8

WP ujawnia skandaliczne polowanie Szyszki. 500 bażantów wyrzuconych pod lufę

Jan Szyszko na początku lutego brał udział w skandalicznym polowaniu w ośrodku hodowli bażantów w Grodnie pod Toruniem - ustaliła Wirtualna Polska. 500 ptaków zostało wypuszczonych z klatek prosto pod lufy myśliwych. - Bażanty czekają w tych klatkach na wykonanie wyroku, a potem rzuca się je na strzał jak na strzelnicy - mówi WP były pracownik ośrodka w Grodnie.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Ośrodek hodowli bażantów w Grodnie
Ośrodek hodowli bażantów w Grodnie (WP)
ycipk-1mibc8

Krakowskie Przedmieście, 10 lutego, wieczór. Przed pałacem prezydenckim tłum ludzi słucha przemówienia Jarosława Kaczyńskiego podczas miesięcznicy smoleńskiej. Beata Szydło w tym czasie jest w szpitalu po wypadku w Oświęcimiu. Prezes PiS mówi, że premier została poważnie poszkodowana. - Jesteśmy z tobą, Beato - dodaje. Kaczyńskiemu towarzyszą najważniejsi politycy PiS. Wśród nich wyjątkowo nie widać Jana Szyszki, który musi wyjechać wcześniej z Warszawy, by dotrzeć do położonego pod Toruniem ośrodka hodowli bażantów. Na ministra środowiska czeka tam w wielkich klatkach 500 ptaków.

Grodno pod Toruniem, 11 lutego, 6 rano. Kilkunastu myśliwych z szefem Polskiego Związku Łowieckiego Lechem Blochem i Janem Szyszką na czele może jeszcze spać. Z okien należącego do PZŁ Ośrodka Hodowli Zwierzyny widać urocze jeziorko sąsiadujące z większym jeziorem Chełmżyńskim. Krajobraz zakłóca rozciągające się na kilkaset metrów ogrodzenie przykryte drucianą siatką. Przegrody tworzą kilka ogromnych klatek na bażanty. Tam o świcie zaczynają pracę ludzie, którzy pomagają przy polowaniu. Pakują ptaki do mniejszych klatek, w których będą przewiezione na miejsce polowania. Gdy myśliwi się rozstawią, bażanty zostaną wypuszczane z klatek prosto pod lufy.

Oprócz bażantów za siatką trzymany jest też daniel (fot. WP)
Podziel się
ycipk-1mibc8

"Ptaki pierwszy raz szybują w górę i dostają kulkę"

Były pracownik ośrodka w Grodnie przyznaje w rozmowie z Wirtualną Polską, że sam nie raz brał udział w takich polowaniach. - Klatki są schowane za drzewami. Wypuszcza jeden człowiek - tłumaczy.

Według naszego informatora doświadczeni myśliwi od razu powinni zauważyć, że ptaki nigdy nie latały. - Normalnie bażant lata nisko, nad drzewami. Te są wyrzucane i szybują w górę, bo wcześniej w klatkach nie mogły tak latać. Pierwszy raz mogą się wzbić wyżej, przez co są łatwym celem i dostają kulkę – mówi były pracownik OHZ w Grodnie.

- To jest niehumanitarne i nie ma nic wspólnego z łowiectwem. To jak kłusownictwo i strzelnica, tylko za duże pieniądze. Poza tym na strzelnicy jest trudniej trafić do rzutki, niż tu do bażanta – ocenia.

O tym, jak wyglądało polowanie 11 lutego, opowiada nam jeden z naganiaczy, którzy brali w nim udział.

ycipk-1mibc8

- To polowanie składało się z sześciu miotów, czyli rund. Po czterech była przerwa na jedzenie. W lesie był dla myśliwych przygotowany pieczony dzik – opowiada nasz informator.

Pusta klatka po bażantach (fot. WP)
Podziel się

"Ustrzelili ponad 400 bażantów"

Potwierdza to inny naganiacz, który podkreśla, że Szyszko i Bloch nie pierwszy raz polowali razem w Grodnie i ocenia, że 11 lutego mieli niezłą skuteczność. – Ustrzelili ponad 400 bażantów. Trzeba się było nabiegać, by je pozbierać – mówi WP.

Przyznaje, że przed laty wcześniej w ośrodku w Grodnie bażanty wypuszczało się przed polowaniem dużo wcześniej, ale za dużo uciekało. - Myśliwi płacą, to są ich bażanty, więc nie chcą, by uciekały. Skoro płacą, to mogą wystrzelać wszystkie – ocenia.

ycipk-1mibc8
(fot. WP)
Podziel się

"Bażanty w klatce czekają na wykonanie wyroku"

Były pracownik ośrodka: - OHZ (Ośrodek Hodowli Zwierzyny) to nazwa fikcyjna. Kiedyś w ośrodku była wylęgarnia i inkubatory. Bażanty były hodowane od małego i wypuszczane w teren. A teraz kupuje się je z przeznaczeniem na polowania.

Nasz rozmówca wyjaśnia, że ośrodek kupuje ptaki wiosną i czeka, aż zaczną wyglądać jak dorosłe osobniki. - W październiku zaczynają się polowania. Do tego czasu bażanty przez kilka miesięcy są trzymane w wolierze i czekają na śmierć. To jest jak wykonanie wyroku – dodaje.

Takich polowań zabrania unijny kodeks etyczny myśliwych, który nakazuje unikać „praktyki uwalniania zwierzyny bezpośrednio przed lub podczas polowania”.

ycipk-1mibc8

Sąd Najwyższy: polować można na zwierzynę w stanie wolnym

W podobnym duchu wypowiedział się Sąd Najwyższy w orzeczeniu z 2011 roku, uznając, że zgodnie z prawem łowieckim można polować tylko na zwierzynę „pozostającą w stanie wolnym”. Według SN zwierzę hodowlane nie może być traktowane jako zwierzyna łowna natychmiast po wydostaniu się na wolność.

Także dr Miłosz Kościelniak-Marszał, adwokat specjalizujący się w prawie łowieckim, mówi WP, że zgodnie z przepisami polowanie polega na strzelaniu do zwierzyny w stanie wolnym. - To nie jest tak, że jak bażant opuszcza klatkę, staje się wolny. Gdybyśmy przyjęli taki tok myślenia, to pies, który wybiegnie za ogrodzenie też stawałby się dzikim psem – tłumaczy Kościelniak-Marszał.

W środkowej klatce widać ostatnie bażanty (fot. WP)
Podziel się

"Polowanie to prywatna sprawa"

Jan Szyszko nie znalazł w tym tygodniu czasu na spotkanie z nami. Czekamy na odpowiedź na wysłane mailem pytania do jego rzecznika. Otrzymaliśmy obietnicę, że przyjdą we wtorek po południu. Do tej pory nie poznaliśmy stanowiska ministerstwa.

ycipk-1mibc8

Szef PZŁ Lech Bloch pytany przez WP, czy na początku lutego uczestniczył w polowaniu na bażanty w Grodnie nie zaprzecza i dodaje, że to jego ”prywatna sprawa”, gdzie go „ktoś „zaprosi na polowanie””. Nie chce odpowiedzieć, czy polował z nim Jan Szyszko, i odesłał nas do rzeczniczki związku.

Rzecznik Diana Piotrowska mówi z kolei, że nie wie, co jej szef robił w wolnym czasie. Rzeczniczka musi się też upewnić, czy może ujawniać, kto poluje w ośrodkach należących do PZŁ.

Minister środowiska prof. Jan Szyszko (fot. Paweł Supernak)
Podziel się

"Szyszko? Schodzi pan na złą drogę"

Chętny na rozmowę z mediami nie jest też Łukasz Piecyk, kierownik OHZ Grodno. - Jest ptasia grypa. Nie powinien pan wchodzić na teren ośrodka. Takie są przepisy weterynaryjne – mówi na powitanie, wychodząc przed budynek.

Gdy słyszy, że jestem dziennikarzem i chciałem porozmawiać o działalności jego ośrodka, kierownik odpowiada, że jest na urlopie. - To pan wydzwania po ludziach? – pyta nieufnie. Potwierdzam i pytam, czy wie o polowaniu Jana Szyszki na początku lutego. - Nie wiem. Schodzi pan na złą drogę – odpowiada Piecyk.

- Jak może pan nie wiedzieć, że niedawno polował u pana minister środowiska? - dopytuję kierownika ośrodka, który nagle zapomina, że jest na urlopie. - Mam dużo roboty. Muszę iść do swoich obowiązków - rzuca przez ramię i znika za drzwiami.

Jezioro nad którym leży ośrodek (fot. WP)
Podziel się
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Ważne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-1mibc8

ycipk-1mibc8
ycipk-1mibc8