WP

Piraci drogowi z Polski jęczą w słowackim areszcie. Prokuratura nadal nieugięta

Słowacy nie chcą wypuścić z aresztu trójki polskich piratów drogowych, którzy w 2018 roku brali udział w śmiertelnym wypadku drogowym w Dolnym Kubinie. Podejrzani skarżą się, że od 5 miesięcy siedzą w areszcie, a prokuratura próbuje wrobić ich przestępstwo zagrożone karą 20 lat więzienia.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Wypadek na Słowacji. Tragedia oburzyła opinię publiczną
Wypadek na Słowacji. Tragedia oburzyła opinię publiczną (Facebook.com, Fot: słowacka policja)
WP

Jeden z polskich kierowców, uczestnik pirackiego rajdu ferrari, porsche i mercedesa na Słowacji napisał list do słowackiego ministra sprawiedliwości - dowiaduje się WP. Skarży się, że od pięciu miesięcy jest zamknięty w areszcie, a jego wnioski o wyjście na wolność za kaucją są stale odrzucane. Winę za wypadek miał zrzucić na kierowcę porsche, który był bezpośrednim sprawcą tragicznego w skutkach zderzenia.

Przypomnijmy, że 30 września 2018 roku w wypadku w Dolnym Kubinie zginął kierowca skody, 57-letni Stefan Onczo, mieszkaniec miejscowości Orawskie Podzamcze. Według policji polscy kierowcy ferrari, porsche i mercedesa urządzili sobie piracki rajd lokalnymi drogami pod Tatrami. Umyślnie łamali przepisy ruchu drogowego, wykazując się bezmyślnością i arogancją.

Tragiczny rajd piratów drogowych z Polski. Wypadek wstrząsnął Słowakami

WP

Jest linia obrony. To tylko wypadek

Obroną piratów drogowych zajęły się dwie kancelarie prawne z Warszawy oraz Poznania. Jak udało się ustalić WP prawnicy ci wypunktowali szereg "nieprawidłowości i uchybień", jakich miała dopuścić się słowacka policja. Chodzi im o to, że pod presją opinii publicznej wypadek zakwalifikowano jako umyślne sprowadzenie zagrożenia dla bezpieczeństwa ludzi. Za to grozi od 15 do 20 lat więzienia.

Tymczasem adwokaci starają się przekonać śledczych, że tragedia w Dolnym Kubinie była nieszczęśliwym wypadkiem drogowym. Wówczas ciężar odpowiedzialności spoczywałby głównie na jednym kierowcy. Przy wypadku drogowym możliwa kara ogranicza się do 5 lat więzienia. W tej sprawie notę dyplomatyczną do słowackiego ministerstwa sprawiedliwości wystosowała ambasada RP w Bratysławie.

WP

- Sprawdziliśmy, że w całej Słowacji nie było przypadku, aby kierowca, nawet sprawca śmiertelnego wypadku, został skazany na karę bezwględnego więzienia. Nie ma powodu, aby przetrzymywać naszych obywateli w areszcie - mówi mec. Bartosz Graś z kancelarii Kijewski Graś w Warszawie.

Może pisać skargi co 30 dni

Słowacy są jednak nieugięci. - Kierowca został poinformowany, że zażalenie na areszt może składać co 30 dni i za każdym razie będzie rozpatrzone. Nie rozumiemy, dlaczego pisał do słowackiego ministra sprawiedliwości. Prokuratura i sąd działają u nas całkowicie niezależnie - mówi WP jedna z osób zaangażowanych w śledztwo.

Oficjalnie słowacka prokuratura nie informuje o postępach w postępowaniu, ani o przewidywanym terminie jego zakończenia. - Wszystkie informacje przekażemy dopiero po zakończeniu śledztwa - poinformował WP Matusz Harkabus, zastępca szefa prokuratury w Żylinie.

WP

Tragedia wywołała gniew opinii publicznej. Zwłaszcza że opublikowano nagranie z kamery jednego ze świadków wypadku. Widać na niej aroganckie wyprzedzanie Polaków i moment, kiedy w Porsche uderza w poprawnie jadącego Słowaka. Polacy zostali ostro potraktowani. Cała Słowacja mogła obejrzeć sceny z sali sądowej, gdzie kierowców doprowadzono skutych w kajdanki.

Organizatorem wyprawy był bloger motoryzacyjny Łukasz K., a uczestnikami przedsiębiorca Marcin L. i Adam Sz. - syn milionerów z Poznania. Początkowo dwóch kierowców miało odpowiadać z wolnej stopy. Jednak taką decyzję sądu oprotestowała słowacka prokurator. Sąd zmienił zdanie i cała trójka ma czekać na zakończenie sprawy w areszcie.

Według adwokatów posypała się teoria policji o "pirackim rajdzie Polaków". Na wezwanie policji nie zgłosili się nowi świadkowie, którzy mogliby wskazać inne wykroczenia polskich kierowców. Z danych zebranych z komputerów pokładowych samochodów, oraz filmów z telefonów kierowców nie wynika, aby stale łamali przepisy.

Najbardziej zawikłany jest przypadek Łukasza K. czyli kierowcy mercedesa. Na miejscu wypadku został już ukarany mandatem za wyprzedzanie i prędkość. Obrońca przekonuje, że nie może on odpowiadać drugi raz za to samo zdarzenie. Do tej argumentacji przychylił się niedawno słowacki sąd konstytucyjny. Tymczasem sędzia, który wydał nakaz aresztowania nie reaguje i nadal przetrzymuje go w areszcie.

WP

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Wiadomości
WP
WP