Padł rekord w aferze SKOK. Bezrobotny menel miał na koncie 10 mln zł

Nie miał pracy, ani żadnych dochodów, a jednak na kilka dni przypadek pozwolił mu zostać milionerem. Chodzi o jedną z osób, będących "słupami" wykorzystywanymi do wyłudzeń kredytów ze SKOK Wołomin. Organizatorzy przekrętu zabrali go wprost z ulicy, aby na swoje nazwisko wziął 10 mln zł.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Rekordzista w aferze SKOK Wołomin przez kilka dni był milionerem.
Rekordzista w aferze SKOK Wołomin przez kilka dni był milionerem. (East News, Fot: STANISLAW KOWALCZUK)
WP

Pracujący nad aferą SKOK Wołomin prokuratorzy z Gorzowa Wielkopolskiego oraz Białegostoku nie wiedzą, co począć z ponad czterystoma szeregowymi uczestnikami głośnego przekrętu. Wykorzystano ich do wyłudzenia kredytów wartych kilkaset milionów złotych. To zaledwie czubek góry lodowej - SKOK Wołomin stracił w sumie 3 mld. Przypadek pana Stanisława spod Warszawy jest jednak szczególny. To jeden z rekordzistów afery, otrzymał 10 mln zł.

Łapanka na lewe kredyty

- To przypadek skrajnej bezczelności zorganizowanej grupy przestępczej, która doprowadziła do upadku SKOK Wołomin. Na początku 2013 roku szefom kasy deptali już po piętach urzędnicy Komisji Nadzoru Finansowego. Spodziewano się, że za chwilę SKOK upadnie. Dlatego machina wyłudzeń przyspieszyła - mówi osoba znająca kulisy, wciąż toczącego się śledztwa. - Gdy skończyli się zaufani ludzie, którym można było wcisnąć lewy kredyt. Przestępcy rekrutowali nawet meneli spod sklepów z alkoholem - dodaje rozmówca WP.

WP

Tak w zasięgu afery znalazł się pan Stanisław, piwosz spod sklepu w jednej z podwarszawskich miejscowości. Człowiek bez grosza przy duszy. Organizatorzy procederu wyłudzeń założyli mu konto bankowe. Wręczyli zaświadczenie o zatrudnieniu oraz dochodach. Dostał również sfałszowany dokument, że jest właścicielem cennej nieruchomości. Zawieźli do Wołomina z wnioskiem o kredyt na 10 mln zł. Gdy go otrzymał, poinstruowali jak podzielić przyznane pieniądze na części. Niektóre kwoty przelać na konta zagraniczne, a część wypłacić i przekazać "kurierom" do wywiezienia za granicę.

Ojciec Rydzyk przekłada wajchę. Rządzący politycy ostro krytykowani za SKOK Wołomin

Wyłudził 10 mln. Łagodna kara dla

Pan Stanisław, choć już jego sprawa została zakończona (kara 2 lat więzienia w zawieszeniu i 1000 zł grzywny), wciąż nie może uwierzyć, że przez kilka dni był milionerem. Nadal figuruje na liście niewypłacalnych dłużników upadłego SKOK Wołomin. Wrócił do dawnego zajęcia, czyli stania pod sklepem z puszką piwa w ręku. Do dziś nie wiadomo, gdzie podziały się pieniądze, które przepuścił przez konto pod własnym nazwiskiem.

WP

- Organizatorzy przestępczego procederu w SKOK Wołomin założyli szereg spółek na terenie Polski, Republiki Cypru i Brytyjskich Wysp Dziewiczych. Następnie do obsługi transakcji tych spółek otworzyli rachunki m.in. w zagranicznych bankach. Miało to na celu ukrycie pieniędzy przed wymiarem sprawiedliwości, poza Polską w tzw. rajach podatkowych - informuje Prokuratura Krajowa w Warszawie. Zespół prokuratorów w Gorzowie Wielkopolskim ustala, gdzie były lokowane i na co były przeznaczane pieniądze i zyski osiągane z przestępstw dokonanych w SKOK Wołomin. Z kolei prokuratura w Białymstoku łączy wątki "słupów" i gangów rekrutujących osoby do wyłudzeń.

Z afery SKOK powinien tłumaczyć się również senator PiS

Wiadomo, że jeden z gangów rekrutował "słupy" z posiadanej listy emerytów wojskowych i milicyjnych - dowiaduje się Wirtualna Polska. W innym wątku skorumpowany przedsiębiorca namawiał swoich pracowników do wzięcia lewych kredytów, bo miało to uratować jego firmę przed upadłością.

Zobacz także: Mieszkańcy Gdańska bronią ks. Jankowskiego. "Nie ma dowodów, tylko plotki"

WP

Zarzutami objęto już ponad 450 osób. Jednak do przeanalizowania czeka jeszcze kilka tysięcy historii kredytowych. Dotyczą one w części osób bez majątku, bezrobotnych, emerytów, a w najlepszym przypadku osób pracujących na pensji minimalnej. Windykować z nich gigantycznych sum nie ma sensu. Wcześniej 2,2 mld strat klientów SKOK pokrył Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Prokuratorzy przyjęli, że po złożeniu zeznań, mogą oni skorzystać z mechanizmu dobrowolnego poddania się karze. Najczęściej to od 2 do 3 lat więzienia w zawieszeniu, grzywna ok. 1000 zł oraz dodatkowo zobowiązanie do wypłaty syndykowi, zarządzającemu upadłą kasą do kilku tysięcy złotych rekompensaty. Inaczej zakończyć się tej sprawy nie da. Tylko sami "szeregowcy" ujawnieni w śledztwie mogliby zapełnić średniej wielkości kryminał.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

WP
Polub WP Wiadomości
WP
WP