Trwa ładowanie...
d2repwy

"Oddajcie mi syna"! Wstrząsająca decyzja sądu

Były mąż pił i groził śmiercią pani Annie i 11-letniemu Adamowi. - Przy Adasiu odpalał piłę spalinową i krzyczał, że nas pozarzyna - mówi pani Anna. Efekt? Kobieta trafiła do hostelu dla ofiar przemocy. Syn do pogotowia opiekuńczego. Dziecko zostało zabrane przez pracowników socjalnych prosto ze szkoły. O sprawie pisze serwis swidnica24.pl.

Share
d2repwy

O pomoc i ochronę przed byłym mężem pani Anna zwróciła się do policji. - Prosiłam, żeby go od nas zabrali, żebyśmy z Adasiem nareszcie przestali się bać. Ja jestem w hostelu, a on? Nie wiem, gdzie jest mój syn - mówi w rozmowie z dziennikarką serwisu swidnica 24.pl. Cóż z tego... kobieta wspomina, że przy policjantach ówczesny mąż był potulny, przepraszał i na tym się kończyło. Kilka lat temu pani Anna rozwiodła się z mężem. Sąd ograniczył mu prawa rodzicielskie.

Tyle, że były mąż nie opuścił mieszkania. Gmina nie miała dla niego lokalu socjalnego. Wydzielono więc z niego jeden pokój, zrobiono do niego oddzielne wejście. Ale między nim a panią Anną niewiele się zmieniło. - Policji już nie wzywałam, bo potem był jeszcze bardziej agresywny - mówi pani Anna.

Kiedy w kwietniu pani Anna nie wytrzymała i jednak zgłosiła się na policję, policjantka założyła tzw. niebieską kartę ofiar przemocy, a miesiąc później sąd wydał tymczasowe zarządzenie o umieszczeniu w trybie natychmiastowym w rodzinie zastępczej lub placówce interwencyjnej (domu dziecka) małoletniego Adama.

d2repwy

Sprawę przejął kurator. Chciał wejść do domu i przyjrzeć się rodzinie, ale pech chciał, że nikogo nie zastał. Poinformował więc sąd, że nie może przeprowadzić wywiadu w miejscu zamieszkania wskazanym przez matkę dziecka. Cztery dni później Adam nie wrócił ze szkoły. Matka dostała informację, że dziecko zostało zabrane przez pracowników socjalnych.

W takich sprawach - twierdzi przedstawicielka sądu - chodzi o zagwarantowanie dziecku bezpieczeństwa.

W sprawie interweniował Rzecznik Praw Dziecka. Wydał zażalenie na decyzję o odebraniu matce dziecka. Jego zdaniem zdarzają się sytuacje, kiedy życie lub zdrowie dziecka jest wprost zagrożone i wtedy sytuacja ta wymaga podjęcia decyzji umieszczenia dziecka poza jego najbliższą rodziną. Ale - zdaniem rzecznika - tylko w takich sprawach.

Anna wciąż mieszka w hostelu - czytamy w serwisie swidnica24.pl - złożyła zażalenie na postanowienie sądu. W poniedziałek krótko widziała się z synem. Chłopiec był smutny. Nie rozumiał, dlaczego nie może być z mamą.

d2repwy

Podziel się opinią

Share
d2repwy
d2repwy
Więcej tematów