Prawo i Sprawiedliwość, zwłaszcza przy niemrawej Platformie Obywatelskiej, było dla ludzi o prawicowych poglądach nadzieją na przeciwwagę dla lewicy – uważa Brzezicki. Komentator przypomina, że bracia w latach 90. zdobyli sławę największych rozbijaczy "postsolidarnościowej" części polskiej sceny politycznej. Wydawało się, że poniesione w następstwie takiej postawy porażki nauczyły ich, czym jest i jakie znaczenie ma kultura polityczna i umiarkowanie – dodaje.
Nic z tego. Zamiłowanie do obrażania się, do wyzwisk, chęć odegrania się za wszelką cenę i przenoszenie osobistych urazów ponad sprawy państwa wzięły znowu górę. Znów, gdy Jarosław Kaczyński nazwał SLD "organizacją przestępczą" bez wskazania jakichkolwiek dowodów – co jak na doktora nauk prawniczych jest dość dziwne – okazało się, że bracia nie potrafią trzymać języków na wodzy, a "wojna na komisje" wydaje się im najlepszym sposobem na rywalizację z SLD.
Nikt nie mówi, że SLD to anioły, jednak sprowadzenie politycznych polemik do poziomu języka Leszka Millera – "pan jest zerem" – ustawia braci właśnie na poziomie byłych sekretarzy KC. Poziomie zerowym - konkluduje Brzeziecki.