SdPl uznało, że ta sytuacja skompromitowała przewodniczącego komisji Józefa Gruszkę (PSL). Gruszka zdecydował o głosowaniu wniosku, którego sensu najwyraźniej nie rozumiał. Socjaldemokracja proponuje więc, by Gruszka ustąpił i chce, by jego miejsce zajął wicemarszałek Sejmu Tomasz Nałęcz, szef pierwszej komisji śledczej. Nałęcz wszedłby do komisji na miejsce innego socjaldemokraty, Andrzeja Celińskiego. Ale realizacja pomysłu Marka Borowskiego nie jest możliwa bez zgody opozycji, a ta mówi: nie! - dodaje dziennik.
Dlaczego? Bo z takiego rozwiązania największe korzyści odniosłaby partia Nałęcza, czyli SdPl. Nie widzę tu korzyści dla komisji, tylko dla SdPl. Przewodniczący Gruszka przy dobrej pomocy ekspertów potrafi sprawnie prowadzić obrady - tłumaczy gazecie wiceszef komisji Zbigniew Wassermann (PiS).
To zgrabny pomysł partii, by o niej mówić - mówi lekceważąco Andrzej Aumiller (UP). Dziesięć dni temu złożyłem wniosek o powołanie Nałęcza na świadka i wiele wskazuje na to, że zostanie wezwany - wyjaśnia drugi wiceszef komisji Roman Giertych (LPR). Powodem wezwania byłoby to, że Nałęcz zakładał fundację, którą finansowali m.in. Andrzej Kuna i Aleksander Żagiel, czyli uczestnicy wiedeńskiego spotkania Jana Kulczyka z rosyjskim szpiegiem Władimirem Ałganowem.
Polityka znów wkracza do komisji - mam wątpliwości, czy Nałęcz udźwignąłby ten obowiązek - tłumaczy Aumiller.
_ Gruszka jak dźwiga?_ - pyta "Gazeta Wyborcza".
Nie chcę o tym rozmawiać - odpowiada dziennikowi Aumiller. (PAP)