Trwa ładowanie...
d1ikg7l
Mobilne punkty szczepień na COVID. "To jest wypaczenie"

Mobilne punkty szczepień na COVID. "To jest wypaczenie"

Gościem programu "Newsroom WP" był dr Paweł Grzesiowski, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. COVID-19. Lekarz w rozmowie odniósł się do pomysłu mobilnych punktów szczepień, w których realizowane mają być iniekcje przeciwko koronawirusowi. - Ja bardzo cieszę się, bo ten pomysł próbowałem promować od samego początku - przyznał medyk. Gość Agnieszki Kopacz przyznał jednak, że koncepcja w ostatnim czasie została jednak zmieniona. - Autobus szczepionkowy powinien trafić do najmniejszych miejscowości, do gmin i powiatów, gdzie nie ma dużych punktów. (...) [Ludzie z mniejszych miejscowości - przyp. red.] mają problem z dojazdem do dużego miasta, mają problem z zadzwonieniem, ze znalezieniem sobie punktu szczepień, a na ich terenie nie ma lekarza rodzinnego, który prowadzi szczepienia - przekazał dr Grzesiowski. - To nie ma być drive-thru. (...) My musimy zorganizować dotarcie ze szczepionką do najbardziej odległych i wykluczonych komunikacyjnie miejsc w Polsce - dodał ekspert ds. COVID-19.

Panie doktorze, premier Mateusz MoRozwiń

Transkrypcja:

Panie doktorze, premier Mateusz Morawiecki poinformował o wyjechaniu w Polskę tak zwanych mobilnych punktów szczepień. One zameldują się w każdym większym mieście wojewódzkim w naszym kraju. Ale dostaliśmy także informację, że każdy taki mobilny punkt szczepień będzie miał do dyspozycji tylko czy aż 2 500 szczepionek? No ja cieszę się bardzo, bo nie ukrywam, że ten pomysł o mobilnych punktach szczepień próbowałem promować od samego początku. Mobilne punkty szczepień to powinny być punkt szczepień, które docierają do pacjenta. Ten pomysł został w jakim sensie nieopatrznie zmieniony przy pierwszym konkursie, przy pierwszym naborze na punkty, które miały być uruchamiane tylko z dowozem do pacjenta, czyli to miały być te tak zwane punkty szczepień stacjonarne z możliwością dojazdu do pacjenta. To nie o to chodziło. Nam chodziło o szczepionkobusy. I ja pierwszy wpis o szczepionkobusie, o ile dobrze pamiętam, robiłem gdzieś na poziomie stycznia, bo chodziło o to, żeby jak najwięcej szczepionek dojechało do osób, które są wykluczone elektronicznie, wykluczone dojazdowo, wykluczone informatycznie, a takich ludzi mały mnóstwo w Polsce. No dobrze, panie doktorze, ale to są może nie busy, to są bardziej ciężarówki przystosowane oczywiście do bycia takimi mobilnymi punktami szczepień. Dojadą do dużych miast. Tam pewnie też nie każdy będzie mógł dojechać. I widzimy, że ten weekend majowy to są 3 dni i 2500 szczepionek. To wydaje się bardzo mała liczba, jak na taki długi okres, gdzie będą działały te punkty szczepień. Nie, nie, nie, to się nie rozumiemy. To znowu jest wypaczenie tej koncepcji. Autobus szczepionkowy czy kamper, czy wszystko jedno, czy to będzie samochód ciężarowy - musi być dostosowany wymogami do punktu szczepień na kółkach - ale on ma trafić do najmniejszych miejscowości, do gmin, do powiatów, gdzie właśnie nie ma punktów dużych. Bo proszę sobie zadać pytanie, jak wielu ludzi z Polski powiatowej, gdzie jest ilość mieszkańców na przykład poniżej tysiąca w danym miasteczku czy wsi, ilu z tych ludzi się zaszczepiło? Oni mają problem z dojazdem do dużego miasta, mają problem z zadzwonieniem, ze znalezieniem sobie punktu szczepień. A na ich terenie nie ma lekarza rodzinnego, który prowadzi szczepienia. Dla tych osób mają być mobilne punkty szczepień. To nie mają być drive thru czy to nie mają być punkty szczepień rozstawiane w okolicach galerii handlowych i będziemy szczepić z samochodu - to jest zupełnie inna koncepcja. My musimy zorganizować dotarcie ze szczepionką do najbardziej odległych i, tak jak powiedziałem, wykluczonych transportowo, komunikacyjne miejsc w Polsce. Sam ruch jest dobry, tylko chodzi o to, żeby to rozszerzyć i rozbudować na mniejsze jednostki w naszym kraju, czy na mniejsze miasta, miasteczka i wsie. Tak, chodzi o to, żebyśmy tak jak mammobusy czy dentobusy, żebyśmy jeździli do pacjenta - o to chodzi. Oczywiście można to ustawić na rynku w miasteczku, żeby ludzie z tego całego miasteczka wiedzieli, że to jest właśnie jeden centralny punkt, nie musimy stawać pod mieszkaniami czy pod domami tych ludzi, ale chodzi o to, żeby dotrzeć do tych małych miejscowości i tam szczepić oczywiście w ścisłej współpracy z lokalnymi samorządami. Bo przecież inaczej to będzie strzał w pustkę, jeżeli my wcześniej tego nie przygotujemy, nie poinformujemy, że będzie szczepienie danego dnia od godziny takiej do takiej - no to oczywiście ta akcja będzie nieskuteczna. Panie doktorze, jeżeli chodzi o tę akcję powszechnych szczepień, powstają nowe punkty, w których będzie można się szczepić, ale dzisiejsza Gazeta Wyborcza donosi, że punkty są, ale brakuje tam szczepionek. Jak powszechny jest to problem, o jakich problemach słyszy pan od swoich kolegów lekarzy, którzy pracują szczególnie właśnie w takich mniejszych ośrodkach? Szczerze? Ja słyszę o tym od pierwszego dnia szczepień, że jest za mało szczepionek. Więc nic się tu nie zmieniło. Cały czas potrzeby rynku są większe niż dostawy. I to jest o tyle może smutne, że wiemy, że w magazynach jeszcze wciąż są pewne zapasy, że szczepionki są w tej chwili na bieżąco dostarczane i moglibyśmy jeszcze więcej szczepionek z tych magazynów wydać. Zaczynają się te ruchy już realizować, znaczy widzimy na przykład, że przystosowane duże punkty szczepień, szczególnie przyszpitalne, mogą dostać szczepionkę w wersji zamrożonej. To jest idealne. Bo to jest rozwiązanie właśnie dające pewną swobodę. Szpital tyle szczepionki zamawia, ile uważa, że zużyje, powiedzmy, przez tydzień, a następnie sobie rozmraża codziennie tyle, ile potrzebuje. Tak że to są dobre ruchy, ale one są niestety wciąż, można powiedzieć, no niewystarczające w sensie właśnie pokrycia zapotrzebowania. Czyli ciągle tych szczepionek brakuje.
d1ikg7l
d1ikg7l
Więcej tematów