Minnesota wygląda jak pole bitwy. Trump może mieć problem wygrać ją politycznie [OPINIA]

Obrazy z Minnesoty wyglądają dramatycznie. Wielu osobom będą nasuwać się skojarzenia z oblężeniem i stanem wojennym. Jednocześnie USA dzieli spór o to, kto odpowiada za ten stan rzeczy: administracja prezydenta Donalda Trumpa czy lokalne władze i aktywiści - pisze dla Wirtualnej Polski Jakub Majmurek.

Zamieszki w MinneapolisZamieszki w Minneapolis
Źródło zdjęć: © Getty Images | 2026 Anadolu, Mostafa Bassim
Jakub Majmurek

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

"Minnesota znalazła się w stanie oblężenia" - tak swój komentarz redakcyjny z czwartku zatytułował lokalny, największy w stanie dziennik "Minneapolis Star Tribune".

"Bataliony uzbrojonych agentów federalnych przemierzają sąsiedztwa, węzły transportowe, parkingi i centra handlowe, gromadzą się wokół kościołów, meczetów i szkół. Uzbrojeni nieznajomi pojawiają się w miejscach, gdzie codzienne życie powinno przebiegać rutynowo i bezpiecznie. To wygląda jak okupacja wojskowa. Ciężko uzbrojeni i zamaskowani agenci są skłonni do konfrontacji z każdym, kogo spotkają na swojej drodze, ale zwłaszcza z osobami o określonym kolorze skóry, akcencie lub sposobie ubierania" - tak dalej zespół gazety opisuje sytuację w stanie.

Obrazy z Minnesoty, a zwłaszcza jej największej metropolii, podwójnego miasta Minneapolis-Saint Paul faktycznie wyglądają dramatycznie. Skojarzenia z oblężeniem i stanem wojennym będą nasuwać się wielu osobom. Jednocześnie Stany Zjednoczone dzieli spór o to, kto odpowiada za ten stan rzeczy: administracja prezydenta USA Donalda Trumpa czy lokalne władze i aktywiści.

Rządowy terror…

Zdaniem lokalnych władz i liberałów, w Minnesocie obserwujemy nadużycie władzy przez administrację oraz działający z jego rozkazów ICE - federalną agencję, mającą walczyć z nielegalną migracją. Zamaskowani ludzie z bronią, o których pisała "Star Tribune", to właśnie agenci tej instytucji.

Pod koniec grudnia Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego Stanów Zjednoczonych wysłał około 2 tys. agentów ICE w rejon Minneapolis-Saint Paul. Akcja miała na celu zająć się nielegalną migracją z Somalii. W metropolii żyje istotna społeczność emigrantów z Somalii, niedawno głośna stała się sprawa oszustw, wyłudzających środki z hojnego państwowego systemu opieki społecznej do jakich dochodziło w stanie.

Krytycy decyzji Trumpa wskazują, że zalanie stanu ciężko uzbrojonymi agentami ICE jest zupełnie nieproporcjonalną odpowiedzią na wyłudzenia świadczeń społecznych - zwłaszcza że wymiar sprawiedliwości zaczął karać winnych, a za oszustwa nie odpowiadali na ogół nielegalni migranci.

"Star Tribune" wskazuje też, że liczba nielegalnych migrantów w Minnesocie szacowana jest na 1,5 proc. populacji stanu - ponad dwukrotnie mniej niż średnia krajowa.

Trump Threatens Insurrection Act As Minnesota Protests GrowA demonstrator waves a US flag in front of federal law enforcement officers outside the Bishop Henry Whipple Federal Building in St. Paul, Minnesota, US, on Thursday, Jan. 15, 2026. President Donald Trump threatened to deploy US military forces to Minnesota in order to quell protests in response to violent encounters involving federal immigration agents. Photographer: Victor J. Blue/Bloomberg via Getty ImagesBloomber
Pod koniec grudnia Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego Stanów Zjednoczonych wysłał około 2 tys. agentów ICE w rejon Minneapolis-Saint Paul © Getty Images | Bloomberg, Victor J. Blue

Obecność agentów ICE w największej metropolii Minnesoty spotkała się z oporem lokalnej społeczności. Mieszkańcy nawzajem informowali się i ostrzegali o akcjach agencji, organizowali przeciw nim spontaniczne protesty, filmowali działania funkcjonariuszy. Do czego mają prawo - o ile robią to w sposób pokojowy i nie przeszkadzają działaniom służb.

Protesty zmieniały się jednak czasem w konfrontacje z agentami. Jedna z nich przybrała dramatyczny przebieg, gdy 7 stycznia agent Jonathan Ross zastrzelił 37-letnią kobietę, obywatelkę Stanów, Renée Good. Administracja twierdziła, że Good próbowała przejechać Rossa swoim samochodem. Jednak analizy materiałów wideo ze zderzania przeczą temu i wskazują, że po wymianie zdań z Rossem Good chciała po prostu odjechać. Trudno więc uznać użycie śmiertelnej siły przez agenta za uzasadnione.

Po śmierci Good sytuacja się nie uspokoiła, administracja wysłała do Minnesoty tysiąc dodatkowych agentów ICE. 14 stycznia funkcjonariusze agencji postrzelili jednak kolejną osobę - obywatela Wenezueli, który zdaniem ICE miał ich zaatakować w trakcie aresztowania. Rodzina mężczyzny zaprzecza takiemu przebiegowi wydarzenia.

W kolejnym incydencie, w trakcie konfrontacji z protestującymi, agenci ICE rzucili kanister z gazem łzawiącym pod samochód rodziny wiozącej dzieci z zajęć sportowych. Gaz dostał się do samochodu, jedno z dzieci przestało na chwilę oddychać i straciło przytomność.

Plakaty po zastrzeleniu przez agenta ICE 37-letniej Renée Good © Getty Images

W piątek w trakcie nieformalnego przesłuchania przed przedstawicielami Kongresu burmistrzowie Minneapolis i Saint-Paul przedstawiali dramatyczny obraz miasta terroryzowanego przez ICE. Agenci mają między innymi przeczesywać sąsiedztwa, pukać do kolejnych drzwi i pytać mieszkańców o ich sąsiadów azjatyckiego pochodzenia albo zatrzymywać ludzi na ulicach, domagając się potwierdzenia, że są obywatelami albo że przebywają na terenie Stanów legalnie.

Tego samego dnia federalny sąd nałożył ograniczenia na część działań ICE w Minnesocie, nakazując agentom, by nie podejmowali działań wobec osób legalnie protestujących i wyrażających swoje zdanie na temat działań agencji oraz zakazując im zatrzymywania ludzi poruszających się samochodami, które w znaczący sposób nie przeszkadzają czynnościom ICE.

Wyrok był odpowiedzią na pozew grupy aktywistów. Na rozstrzygnięcie czeka kolejny, złożony w poniedziałek przez stan Minnesota i władze Minneapolis, domagający się ograniczenia obecności ICE w stanie.

Władze lokalne twierdzą, że administracja narusza prawa stanu, gwarantowane przez amerykańską konstytucję, nakładając na niego nieuzasadnione ciężary w związku z obecnością ICE.

…czy zbuntowany stan?

Z kolei administracja Trumpa twierdzi, że za sytuację w Minnesocie odpowiadają władze stanowe, które odmawiają współpracy z rządem federalnym i jego polityką migracyjną, która zyskała jasny demokratyczny mandat w wyborach w listopadzie 2024 r.

W środowiskach bliskich MAGA pojawiają się nawet porównania Minnesoty do południowych stanów, odmawiających stosowania prawa nakładającego na nich obowiązek skończenia z segregacją rasową - w 1957 r. prezydent Dwight Eisenhower wysłał wojsko do Arkansas, gdy gubernator stanu blokował wykonanie wyroku Sądu Najwyższego, nakazującego desegregację szkolnictwa publicznego.

Minneapolis i Saint-Paul faktycznie mają status miasta-azylu (santcuary city). Co nie znaczy, że nielegalnie udzielają schronienia nielegalnym migrantom - jak czasem przedstawia to prawicowa propaganda - ale że przyjmują tolerancyjne stanowisko wobec migracji i we współpracy z władzami federalnymi, zajmującymi się walką z nielegalną migracją, robią wyłącznie absolutne minimum wymagane prawem. Co w praktyce może znaczyć, że np. pracownicy miejskiej opieki społecznej nie donoszą służbom migracyjnym o każdej osobie, o której wiedzą, że przebywa na terytorium Stanów nielegalnie. Zwolennicy takiej polityki argumentują, że sprzyja ona integracji migrantów, zachęca ich do tego, by zapisywali dzieci do szkół, korzystali z pomocy społecznej, czy nie bali się kontaktów z lokalnymi siłami policyjnymi.

Gdy Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego ogłosił operację w Minneopolis, prezydent miasta Jacob Frey ogłosił swoje "niezachwiane wsparcie" dla mieszkających w mieście migrantów. Następnie podpisał rozporządzenie wykonawcze, zakazujące agentom ICE używania należących do miasta parkingów, magazynów, ramp i innej infrastruktury dla organizowania swoich akcji policyjnych.

Trump już w pierwszej kadencji dawał wyraźny sygnał, że ma wielki problemem z miastami-azylami, przedstawiał je jako zagłębia bezprawia i zagrożenie dla bezpieczeństwa całej Ameryki. Można zastanawiać się, na ile największa metropolia Minnesoty została wybrana na cel akcji ICE właśnie ze względu na swój status miasta-azylu.

W piątek Departament Sprawiedliwości zapowiedział śledztwo w sprawie utrudniania działania agentów federalnych przez Freya i gubernatora Minnesoty Tima Walza - kandydata na wiceprezydenta u boku Kamali Harris w 2014 r. Dwa dni wcześniej zastępca prokuratora generalnego zarzucił obu we wpisie na X "zachęcanie do przemocy" wobec funkcjonariuszy i zapowiedział, że użyje wszelkich środków, by "powstrzymać ich terroryzm".

Nie wiadomo na razie, jakie konkretne zarzuty karne prokuratura chce postawić Freyowi i Walzowi, ale trudno uwierzyć, by zarzuty podżegania do przemocy przetrwały pierwszy kontakt z sądem - obaj wzywali obywateli do pokojowych form protestu.

Trump tymczasem zagroził w czwartek Walzowi możliwością użycia Insurection Act. Ustawa z 1807 r. daje prezydentowi możliwość użycia wojska do przywrócenia porządku w kraju w sytuacji rebelii, powstania lub załamania porządku.

Wielu amerykańskich liberałów od dawna przestrzega w mediach społecznościowych, że Trump celowo eskaluje napięcia w takich miejscach jak Minnesota - a wcześniej Chicago czy Los Angeles - by móc sięgnąć po ustawę. A gdy doprowadzi ona do jeszcze większych protestów - ogłosić stan wojenny, co uniemożliwiłoby organizację wyborów połówkowych.

Także przeciwnicy migracji nie muszą chcieć państwa policyjnego

Jednak już w piątek Trump stwierdził, że na razie nie ma potrzeby sięgać po Insurection Act, co wpisuje się w model działania prezydenta, wielokrotnie straszącego ustawą, ale zawsze zmieniającego zdanie. Trumpowi do myślenia mogły też dać sondaże, które pokazują, że Amerykanie nie oceniają dobrze tego, jak jego administracja prowadzi politykę migracyjną.

Portal Axios doniósł w czwartek o prywatnym sondażu, zrobionym na zlecenie republikanów, pokazującym, że poparcie dla polityki migracyjnej Trumpa kruszy się wśród niezależnych i zdecydowanych wyborców - kluczowych dla wyniku wyborów połówkowych. 60 proc. pierwszych i 58 proc. drugich ma oceniać, że Trump za bardzo skupia się na deportacji nielegalnych migrantów.

Trzy niedawno opublikowane sondaże także nie przynoszą korzystnych dla prezydenta liczb. Według sondażu YouGov, 47 proc. Amerykanów uważa, że ICE czyni amerykańskie miasta mniej bezpiecznymi. Przeciwnego zdania jest 34 proc. badanych. W sondażu SSRS dla CNN oceny ICE są jeszcze bardziej niekorzystne: 51 proc. uważa, że zmniejszają one bezpieczeństwo w amerykańskich miastach, przeciwnego zdania jest 31 proc. Z kolei sondaż Associated Press pokazuje, że tylko 38 proc. Amerykanów pozytywnie ocenia działania Trumpa w sprawie migracji, a negatywnie aż 61 proc. Około połowa danych uznaje, że polityka deportacji nielegalnych migrantów idzie zbyt daleko, a jednocześnie 45 proc. uznaje, że Trump uczynił granice bardziej bezpiecznymi.

Co wyłania się z tych danych? To, że nawet Amerykanie, którzy chcieli ograniczenia migracji, mogą mieć teraz wątpliwości co do tego, jak się to odbywa. Działania ICE trudno uznać za sprawne i niezakłócające codziennego życia Amerykanów. Obrazy z Minneapolis pokazują coś wprost przeciwnego. Najbardziej zagorzali przeciwnicy migracji niekoniecznie chcą też żyć w warunkach kojarzących się z państwem policyjnym, gdzie zamaskowani agenci pukają do kolejnych domów, poszukując migrantów, czy każą przypadkowym ludziom na ulicach udowadniać, że nie są w kraju nielegalnie.

Część komentatorów porównuje zachowanie ICE w Minneapolis do zachowania brytyjskich wojsk w Bostonie w latach 70. XVIII wieku, z czasów sprzed deklaracji niepodległości - było ono jedną z przyczyn amerykańskiej rewolucji. Amerykanie mają głęboką nieufność do federalnej władzy, arbitralnie domagającej się dokumentów albo pukającej od drzwi do drzwi bez dobrego powodu. Wcześniej silniejsza była ona, podobnie jak przywiązanie do prawa stanów, nawet u republikanów niż demokratów.

Migracja była wielką siłą Trumpa w wyborach w 2024 r. To, w jaki sposób realizuje mandat do jej ograniczenia, może jednak sporo kosztować republikanów w listopadzie.

Dla Wirtualnej Polski Jakub Majmurek

Z wykształcenia filmoznawca i politolog. Działa jako krytyk filmowy, publicysta, redaktor książek, komentator polityczny i eseista. Związany z Dziennikiem Opinii i kwartalnikiem "Krytyka Polityczna". Publikuje także w "Kinie", "Gazecie Wyborczej", portalu "Filmweb". Redaktor i współautor wielu publikacji, ostatnio "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".

Najważniejsze teksty tygodnia. Śledztwa, które robią różnicę. Reportaże, które zostają w głowie. Wyraziste opinie. Najlepsze treści premium bez opłat w Twojej skrzynce.

Wybrane dla Ciebie
Sprawa Mejzy rusza. Komisja oceniła jego oświadczenie
Sprawa Mejzy rusza. Komisja oceniła jego oświadczenie
Atak dronów w Turcji. Jednostka należy do "floty cieni"
Atak dronów w Turcji. Jednostka należy do "floty cieni"
OZE odpowiedzią na kryzys? Hennig-Kloska: Są źródłami tańszymi
OZE odpowiedzią na kryzys? Hennig-Kloska: Są źródłami tańszymi
Akcja służb. "Wor w zakonie" zatrzymany w Warszawie
Akcja służb. "Wor w zakonie" zatrzymany w Warszawie
Trump "uspokaja" w sprawie cen paliw. "Myślałem, że wzrosną bardziej"
Trump "uspokaja" w sprawie cen paliw. "Myślałem, że wzrosną bardziej"
Poranek Wirtualnej Polski. Gościem programu Anna Maria Żukowska
Poranek Wirtualnej Polski. Gościem programu Anna Maria Żukowska
Prom do Gdyni wstrzymany. Około 200 pasażerów utknęło w Karlskronie
Prom do Gdyni wstrzymany. Około 200 pasażerów utknęło w Karlskronie
"Nasz kraj nigdy się nie poddaje". Oklaski dla Morawieckiego w USA
"Nasz kraj nigdy się nie poddaje". Oklaski dla Morawieckiego w USA
Michał Rachoń zatrzymany? Jest stanowisko policji
Michał Rachoń zatrzymany? Jest stanowisko policji
Trump blisko przełomu? Doradca mówi o końcu konfliktów
Trump blisko przełomu? Doradca mówi o końcu konfliktów
Liderzy Iranu błagają o pokój? Trump: "boją się o tym powiedzieć"
Liderzy Iranu błagają o pokój? Trump: "boją się o tym powiedzieć"
Seria izraelskich ataków. Niespokojna noc na Bliskim Wschodzie
Seria izraelskich ataków. Niespokojna noc na Bliskim Wschodzie