Orędziami Trump może nie przekonać Amerykanów, że żyje się im lepiej [OPINIA]
Gdy Donald Trump zapowiedział, że w środę wieczorem amerykańskiego czasu wygłosi orędzie, cały świat wstrzymał oddech, obawiając się co znowu wymyśli prezydent. Część obserwatorów spekulowała, że Trump może ogłosić bezpośredni atak na Wenezuelę. Tak się jednak nie stało, a orędzie treścią zaskoczyło wszystkich - pisze w felietonie dla WP Jakub Majmurek.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Jeszcze we wtorek prezydent ogłosił częściową "blokadę" morską południowoamerykańskiego kraju, wymierzoną w tankowce eksportujące obłożoną sankcjami wenezuelską ropę. Jak zapowiedział na swoim koncie na portalu Truth Social blokada potrwa aż Wenezuela zwróci "ropę, ziemię i inne aktywa", które "ukradła" Stanom. Wszyscy, zwłaszcza po zapowiedzi Tuckera Carlsona, spodziewali się, że wątek ten pojawi się również w wieczornym (w Polsce - nocnym) przemówieniu do narodu.
Orędzie poświęcone było jednak nie wojnie, a tematowi znacznie bardziej politycznie kłopotliwemu dla Trumpa: kosztom życia i sytuacji amerykańskiej gospodarki. Trump wygrał w listopadzie, bo Amerykanie źle oceniali swoją gospodarczą sytuację, byli zmęczeni ciągnącą się po pandemii drożyzną. Trump został wybrany by naprawić tę sytuację.
Trump: Ameryka znów staje się wielka. Dane mówią co innego
Tymczasem po prawie roku jego prezydentury nie widać wielkich postępów. Inflacja znajduje się na podobnym poziomie jak w końcówce prezydentury Bidena, Amerykanie narzekają na koszty życia, nie widać, by cła przyniosły przeciętnym ludziom korzyści, jakie obiecywał prezydent. Poparcie dla Trumpa wynosi minus 13 procent, w tematach gospodarczych wypada jeszcze gorzej: w kwestii inflacji i cen politykę administracji popiera minus 30 proc. Amerykanów, w kwestii miejsc pracy i ogólnego stanu gospodarki prawie minus 20 proc.
Będzie lepiej, a poza tym to wina demokratów
Trump przez długi czas ignorował problem niezadowolenia Amerykanów z kosztów życia. Pytany o to przez dziennikarzy obrażał się, zmieniał temat, a nawet twierdził, że temat kosztów życia to oszustwo demokratów, bo przecież amerykańska gospodarka jest w lepszym stanie niż kiedykolwiek.
W ostatnich dniach prezydent chyba jednak zauważył, jak bardzo nastroje wokół gospodarki ciągną w dół ocenę jego administracji i zdecydował się w końcu na poważnie zająć tematem. Tydzień temu wygłosił trwającą 90 minut przemowę w Pensylwanii. Mierzył się z problemami amerykańskiej gospodarki, choć temat zagubił się wśród licznych dygresji i meandrów przypominającego strumień świadomości wystąpienia.
Przedświąteczne orędzie było krótsze, trwało niecałe 20 minut, było też bardziej zdyscyplinowane. Sprowadzało się one właściwie do trzech komunikatów: wszystkie problemy to wina demokratów, od stycznia i tak osiągnąłem jako prezydent już bardzo dużo, a w przyszłym roku będzie tylko lepiej, tak dobrze, jak dawno już w Stanach nie było, a być może jak nigdy.
Pierwsze kilka minut Trump poświęcił atakom na administrację Bidena, wracały one w całym jego wystąpieniu. Prezydent zarzucał poprzednikowi niekompetencję i naiwność, oskarżył go o to, że pod jego rządami doszło do "inwazji" nielegalnych migrantów – często "zawodowych przestępców" – co nie tylko zagroziło bezpieczeństwu Amerykanów, ale miało też spowodować kryzys na rynku mieszkaniowym. Trump obwinił też politykę Bidena o fatalny stan gospodarki i drożyznę – nie wspominając jednak w zasadzie zupełnie o pandemicznym i wojennym kontekście.
Po atakach na Bidena prezydent zaczął wychwalać swój własny dorobek. Przypomniał, że "zakończył osiem wojen" i zabezpieczył granicę, zapewniał, że obniżył ceny leków i zawarł porozumienia handlowe dzięki którym amerykańska gospodarka wkrótce zacznie kwitnąć jak nigdy. Obiecywał też, że choć już jest dobrze, to wkrótce będzie znacznie lepiej. Nowe kierownictwo Rezerwy Federalnej obniży stopy procentowe, co obniży ceny kredytów hipotecznych i da wielu Amerykanom szansę na własny dom – a ich ceny będą spadać dzięki rozwiązaniu problemów z migracją - a ceny energii elektrycznej spadną znacząco. Trump zapowiedział też, że 1,4 miliona pracowników wojska otrzyma świąteczną premię w wysokości 1776 dolarów, w całości sfinansowaną z ceł.
Przemowy mogą nie starczyć
Czy to przekona Amerykanów? Można mieć co do tego poważne wątpliwości. Jedna mowa może nie starczyć, by zmienić nastroje społeczne narastające od miesięcy i rozwiązać problemem negatywnych ocen Trumpa.
Tym bardziej, że Trump nie był nawet w stanie powiedzieć Amerykanom – tak jak niedawno zrobił to jego wiceprezydent J. D. Vance – "słuchajcie, wiem, że nie wszystko jest ciągle tak, jak powinno, rozumiem, że wielu z was żyje się ciężko, ale pracujemy nad tym, by żyło się wam lepiej". Zamiast tego wychwalał się własnymi sukcesami, co wielu wyborców może uznać za dowód, że Trump jest zupełnie oderwany od rzeczywistości i nie rozumie ich codziennych problemów.
Polityka gospodarcza Trumpa od początku była potwornie chaotyczna. Prezydent groził cłami i wycofywał się z gróźb, nakładał cła po czym je zawieszał albo anulował. Przeciętni Amerykanie nie mieli pojęcia o co chodzi i jaki właściwie jest plan prezydenta, by przy pomocy ceł rozwiązać problem z kosztami życia.
Cła jak dotąd nie przyniosły obiecywanych efektów – dochodów państwa pozwalających na radykalne cięcia podatkowe, odrodzenie amerykańskiego przemysłu – widać za to problemy jakie stwarzają amerykańskiej gospodarce: od wyższych cen towarów konsumpcyjnych, przez kłopoty amerykańskich firm ze sprowadzaniem komponentów po korzystnych cenach, po wypieranie amerykańskich producentów z rynków, które zamykają się przed amerykańskim eksportem w odpowiedzi na cła. Administracja niedawno musiała ogłosić pakiet pomocy finansowej dla farmerów w wysokości 11 miliardów dolarów, mający zrekompensować im zyski utracone za sprawą polityki handlowej Trumpa.
Zapowiedzi, że zmierzamy do gospodarczego cudu, trzeba tylko wymienić kierownictwo Rezerwy Federalnej i dać cłom działać, mogę nie przekonać społeczeństwa ze sceptycyzmem patrzącego na ekonomiczne osiągnięcia administracji w tym roku.
Czy Trumpowi można powierzyć kierowanie krajem?
Trump wygłasił też swoje przemówienie w momencie, gdy coraz częściej padają pytania na ile komuś o takim charakterze można powierzyć kierowanie krajem i zaufać mu, że będzie zachowywać się tak, jak przystoi prezydentowi największego mocarstwa.
Tuż przed przemową prezydenta amerykańskie media obiegła informacja o tabliczkach, jakie w Białym Domu zawisły w niedawno otwartej przez Trumpa galerii portretów byłych prezydentów. Te, które opisują poprzedników Trumpa – Bidena, Clintona, Obamę – są bardzo agresywne, napastliwe, małostkowe w swojej złości. Biden został nazwany nie tylko "najgorszym prezydentem w historii", ale też "śpiącym Joe". Informacja o tabliczkach utwierdza przekonanie wielu Amerykanów, że mają do czynienia z najbardziej niepoważną, zdziecinniałą i przepełnioną politycznym jadem administracją w historii, tak zajętą wyrównywaniem rachunków z poprzednikami, że nie zdolną już go znaleźć na to, by zająć się problemami zwykłych Amerykanów.
Pozytywnego obrazu administracji nie maluje też niedawny reportaż z "Vanity Fair", w którym szefowa personelu Białego Domu pod nazwiskiem mówi, że J. D. Vance jest "zwolennikiem teorii spiskowych", Musk użytkownikiem ketaminy, a Trump "ma osobowość alkoholika" – choć sam nie pije, to podobnie jak ktoś, kto regularnie nadużywa alkoholu, jest przekonany, że może wszystko i nie musi przejmować się żadnymi granicami.
Rok to w polityce bardzo dużo i wszystko jeszcze może się zmienić – zwłaszcza jeśli faktycznie poprawi się sytuacja gospodarcza Stanów – ale na razie wszystko wskazuje, że rok 2026 może być nie tyle rokiem cudu Trumponomiki, co postępującego sypania się poparcia dla obecnej administracji.
Dla Wirtualnej Polski Jakub Majmurek
Z wykształcenia filmoznawca i politolog. Działa jako krytyk filmowy, publicysta, redaktor książek, komentator polityczny i eseista. Związany z Dziennikiem Opinii i kwartalnikiem "Krytyka Polityczna". Publikuje także w "Kinie", "Gazecie Wyborczej", portalu "Filmweb". Redaktor i współautor wielu publikacji, ostatnio "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".