Trwa ładowanie...

"Lex butapren", czyli projekt odklejony od wyborców. Nieoficjalnie: projekt dzieli koalicję i może upaść

- Gdybym miał obstawiać, czy się z tego wycofamy, to myślę, że tak. Albo skończy się jakąś awanturką w koalicji - mówi jeden z polityków PiS o "lex butapren". To wymyślona przez dziennikarzy i polityków potoczna nazwa projektu posłów PiS, którzy chcą, by członkowie władz państwowych spółek, wybrani przez obecny rząd, byli nieodwoływalni w razie przegranej PiS w najbliższych wyborach parlamentarnych. - PiS chce "przykleić" swoich do koryta, bo wie, że straci władzę - grzmi opozycja. Szkopuł w tym, że projekt może zostać storpedowany przez koalicjantów PiS. A i prezydent może nie być mu przychylny.

Share
Jarosław Kaczyński stworzy parasol ochronny dla ludzi PiS w spółkach?Jarosław Kaczyński stworzy parasol ochronny dla ludzi PiS w spółkach?Źródło: East News, fot: Karolina Adamska
d27dqv0
"Celem projektowanych przepisów jest wprowadzenie rozwiązania gwarantującego zwiększenie stabilności składu rad nadzorczych i zarządów spółek o strategicznym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa i regionu" - czytamy w uzasadnieniu do projektu przygotowanego przez posłów PiS.

To jedno zdanie oznacza, że partia rządząca nawet nie kryje się ze swoimi zamiarami, choć stara się je ubrać we wzniosłe słowa. I - co opozycja nazywa wyjątkową bezczelnością - wykorzystać do tego sytuację geopolityczną.

- Pomysł jest związany z wojną, w celu zapewnienia stabilności zarządzania strategicznymi spółkami Skarbu Państwa. Ta stabilność jest priorytetem wobec sytuacji za granicą i sytuacji gospodarczej w Polsce i w Europie. Każde wahnięcie osobowe czy w zarządzaniu [spółkami skarbu państwa] może nieść za sobą konsekwencje trudne do wyobrażenia - starał się przekonywać w Programie Pierwszym Polskiego Radia sekretarz generalny PiS Krzysztof Sobolewski.

Jak dodawał szef struktur PiS i bliski współpracownik Jarosława Kaczyńskiego, chodzi o "stabilność strategii", która została obrana w danych spółkach, w "długim okresie czasu".

Co się kryje za tą - dość mglistą - argumentacją? Projekt PiS, który doprowadził do wrzawy scenę polityczną w Polsce. Jego celem jest stworzenie "rady ds. bezpieczeństwa strategicznego", która ma na lata zablokować zmiany kadrowe w radach nadzorczych i zarządach kluczowych państwowych firm.

d27dqv0

Nowa, powoływana na sześć lat rada ma być gwarantem dla PiS, jeśli chodzi o wpływ na politykę kadrową w pięciu spółkach: PKN Orlen, Polskich Sieciach Elektroenergetycznych, Gaz-Systemie, PERN oraz Polfie Tarchomin.

Bez zgody rady nie można by odwoływać ani członków rad nadzorczych, ani zarządów tych firm. Nawet - a raczej przede wszystkim - po zmianie władzy. Powód? Nietrudno się domyślić.

Tak zwana rada ds. bezpieczeństwa powołana byłaby na sześcioletnią kadencję de facto przez obecnie rządzących. Sejm - zdominowany dziś przecież przez PiS - miałby trzech członków rady, a prezydent i Senat - tylko po jednym. To daje formacji Jarosława Kaczyńskiego bezpieczną większość. I zapewnia PiS-owi kreowanie polityki kadrowej w spółkach na lata, zabezpieczając tym samym posady dla nominatów tego ugrupowania na wypadek przegranej w wyborach (rady nadzorcze i zarządy spółek pod specjalnym nadzorem miałyby być bowiem powoływane na pięcioletnie kadencje).

d27dqv0

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Nerwowa reakcja PiS na sondaże? "Tendencja jest raczej spadkowa"

"Lex butapren" jak "Bezkarność plus"?

Szkopuł w tym, że do wzbudzającego olbrzymie kontrowersje projektu nikt w PiS… nie chce się dziś przyznać.

d27dqv0

Wstydliwa sprawa - mówi jeden z posłów.

Szeregowi działacze, których zapytaliśmy o zdanie, twierdzą, że - tak jak bywało to w przeszłości - PiS z tego projektu się wycofa lub "pomysł sam upadnie". - Zrobi się z tego awanturka, przede wszystkim w koalicji. A i nasi wyborcy mogą tego nie zrozumieć - twierdzi jeden z rozmówców.

Wedle naszych informacji skorzy do poparcia projektu nie są "ziobryści", czyli koalicjanci PiS. - Politycy Solidarnej Polski nie mają większego interesu, by "zabezpieczać tyły" w spółkach pisowcom - nie kryje przedstawiciel obozu rządzącego.

Doniesienia te potwierdza nieoficjalnie w rozmowie z WP dwóch polityków Solidarnej Polski. - Będziemy przeciwko - słyszymy. Trzeci z nich twierdzi jednak, że nie ma jeszcze oficjalnej decyzji, ale sugeruje, że jego formacja projektu PiS nie poprze.

d27dqv0

W przeszłości politycy Solidarnej Polski kilkukrotnie w kwestiach mocno kontrowersyjnych, ale działających na korzyść przedstawicieli PiS, prezentowali swoje zdanie i nie dawali się przekonać. Tak było choćby ze słynnym projektem nazwanym "Bezkarność plus".

Przepis ten - forsowany w 2020 roku przez ludzi premiera - był tak skonstruowany, że dawał możliwość uniknięcia odpowiedzialności za praktycznie każde przestępstwo, jeśli tylko jego popełnienie byłoby uzasadniane przeciwdziałaniem pandemii COVID-19. A tak było przy okazji forsowania organizacji tzw. prezydenckich wyborów kopertowych.

Wtedy projekt upadł, bo sprzeciwili mu się posłowie Solidarnej Polski, bez których głosów PiS nie ma w Sejmie większości. - Koalicja przez to nie upadła. Dlaczego zatem teraz miałoby być inaczej? - pyta z uśmiechem jeden z "ziobrystów".

Nasi rozmówcy sugerują, żeby do projektu PiS się "nie przywiązywać".

d27dqv0

Przyznanie się do własnych błędów

Inny z naszych rozmówców: - Ten projekt to tajemnicza sprawa. Czyżby panowie Sasin z Morawieckim znów mieli walczyć o spółki? Nie wiadomo, kto przeciwko komu tu gra, ale do wyborców trafia przekaz: "biją się o stołki". Po co PiS miałoby sobie to robić? I to teraz, w kryzysie?

Z nieoficjalnych pogłosek wynika, że projektowi może sprzeciwić się prezydent Andrzej Duda. - Pałac nie był konsultowany w tej sprawie - słyszymy nieoficjalnie.

- Jest jeszcze Kukiz. On też będzie kręcił nosem, przecież facet ma bzika na punkcie obsadzania spółek "partyjnymi" - twierdzi jeden z naszych rozmówców.

Brak przekonania słychać nawet w wypowiedziach przedstawicieli obozu władzy. Od projektu dystansuje się rzecznik rządu Piotr Mueller, który zapewnia, że Kancelaria Premiera nie ma z projektem nic wspólnego, a nawet… szef klubu PiS Ryszard Terlecki, który zapytany w Sejmie o projekt, odpowiedział: "A nie wiem, nie znam szczegółów".

d27dqv0

Politycy PiS musieliby też przyznać, że - skoro muszą forsować projekt "stabilizujący sytuację" w spółkach - dotychczasowe zarządzanie spółkami skarbu państwa było niestabilne, chaotyczne i niezgodne z celami.

Byłoby to też o tyle trudne, że spółki skarbu państwa są najważniejszym finansowym łupem dla rządzących. A kadrowa karuzela, na której kręcą się przez lata partyjni nominaci zarabiający bajońskie sumy pieniędzy, właściwie się nie zatrzymuje.

Władza przyzwyczaiła nas, że przeważnie wybory władz spółek i innych państwowych instytucji to wypadkowa partyjnych gier, walk o wpływy i rywalizacji personalnej opartej na politycznych ambicjach i wzajemnych animozjach.

Standardem stało się, że w spółkach z udziałem Skarbu Państwa prezes rządzący co najmniej rok to już menedżer z dużym stażem. W niektórych podmiotach dokonano już kilkunastu wymian (przykładowo w Enerdze prezesa wymieniono 11 razy), a rocznie co piąty zarządzający jest wymieniany.

PiS - forsując projekt "lex butapren", którego głównym celem jest podtrzymanie siły swojego środowiska politycznego na wypadek przegranych wyborów - musiałoby się zatem przyznać do własnych błędów. I to popełnianych od 2015 roku, czyli od momentu przejęcia władzy.

Opozycja projekt zrównuje z ziemią

Przeciwko projektowi wniesionemu przez posłów PiS (projekt poselski zakłada, że nie trzeba przeprowadzać konsultacji społecznych) stanowczo protestuje opozycja.

Polityczny sens projektu zgrabnie ujął były szef PO Grzegorz Schetyna: "to budowanie arki przed potopem". Jak stwierdził polityk, Jarosław Kaczyński ma spodziewać się wyborczej porażki i dlatego zamierza "zbudować wyspy, które mogą być ich gwarancją powrotu do władzy". - Kaczyński podkłada ładunki wybuchowe pod projekt nowego rządu i nowej koalicji - mówi Schetyna.

Podobnie twierdzą inni politycy opozycji: - Najpierw zrobili patologię w spółkach skarbu państwa, wprowadzili pociotków, krewnych, a teraz mówią, że chcą ustabilizować sytuację w spółkach skarbu państwa - drwi Michał Kobosko z Polski 2050. Jak tłumaczy, "to jest jeden z pomysłów na, z jednej strony, cementowanie władzy, z drugiej strony, na kontynuację spuścizny Prawa i Sprawiedliwości, na to, żeby ustawą zablokować możliwość dokonywania zmian w radach nadzorczych i zarządach spółek skarbu państwa".

Wątpliwości co do projektu nie mają komentatorzy i analitycy. Większość z nich - od lewa do prawa - twierdzi, że to znak, że PiS szykuje się na wyborczą porażkę.

Michał Wróblewski, dziennikarz Wirtualnej Polski

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d27dqv0
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

WP Wiadomości na:

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d27dqv0
Więcej tematów