Kto stoi za twitterową akcją #MuremZaSzydło? Ekspert: To robota "wyznawców"

"Beatę Szydło ma zastąpić na stanowisku szefa rządu minister Mateusz Morawiecki". Gdy tylko te doniesienia obiegły media, w sieci odpalono twitterową akcję #MuremZaSzydło. Kto za nią stał? Czy był to spontaniczny zryw zwolenników rządów premier Beaty Szydło, czy też akcja inspirowana przez tzw. prawicowych trolli? Zapytaliśmy o to specjalistów zajmujących się mediami społecznościowymi.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Premier Beata Szydło w ławach rządowych w Sejmie
Premier Beata Szydło w ławach rządowych w Sejmie (East News, Fot: STANISLAW KOWALCZUK)

Gdy tylko wokół jakiegoś tematu zaczyna się polityczna burza, sieć zalewa fala komentarzy na ten temat, to w internecie teraz toczy się walka o "rząd dusz". Obecnie na szczycie tej piramidy zainteresowania jest oczywiście wątek rekonstrukcji rządu. "Hashtag #Rekonstrukcja zyskuje coraz większą popularność, a jego zasięg wyniósł we wtorek ponad 1,8 mln" - czytamy na portalu "Polityka w Sieci". Ogromne zainteresowanie budzi również #MuremZaSzydło, pod którym prawicowi użytkownicy Twittera wyrażają swoje poparcie dla urzędującej premier RP. Sprzeciwiają się też w ten sposób ewentualnemu zastąpieniu Szydło Jarosławem Kaczyńskim lub Mateuszem Morawieckim. Niedawno podobną akcję #MuremZaMacierewiczem prowadzono wspierając szefa MON Antoniego Macierewicza. Czy ta i inne tego typu akcje to zwykłe inicjatywy obywatelskie? A może maczają w tym palce jakieś grupy wpływu?

- Od lat analizuję takie przypadki, zarówno na prawicy jak i lewicy, takie akcje nakręcane są zazwyczaj przez "wyznawców" danej strony. Boty (programy udające człowieka - przyp. red.) nie są w stanie czegoś takiego wykreować i służą jedynie do podbijania zainteresowania, czyli lajkowania i udostępniania - mówi WP Michał Fedorowicz z "Polityka w Sieci". Podczas wymiany zdań szybko wklepuje w klawiaturę hasło "Murem za Szydło" i momentalnie sprawdza, że również tego hasztagu jako pierwsi używali zwykli internauci.

Tysiące botów na Twitterze polskich polityków

Czy oznacza to, że zaangażowanie botów wcale nie jest tak duże, jak nam się wydaje? - Jest po prostu nieco inne. Na przykład, profile znanych polityków z dnia na dzień zyskują tysiące sympatyków. W rzeczywistości są to sztuczne konta, ale politycy nie muszą mieć z tym nic wspólnego - zapewnia Fedorowicz. Dodaje, że ogromny wzrost liczby i aktywności takich profili był w Polsce widoczny np. w lipcu, podczas protestów wobec reformy sądownictwa. - Nie da się jednak przesądzić, że w ten sposób chciała coś ugrać prawa lub lewa strona. Równie dobrze, mógł być to ktoś trzeci, komu zależało na destabilizacji w państwie - dodaje.

Ostatnio o botach dużo mówiło się przy okazji giełdy nazwisk kandydatów na prezydenta Warszawy. Jak się okazało, wielu fanów Patryka Jakiego i Rafała Trzaskowskiego na Twitterze, to w rzeczywistości sztucznie wykreowane konta. Powstały dopiero w listopadzie tego roku i "wzmocniły" w sieci pozycję przedstawicieli obu obozów politycznych walczących o przywództwo w stolicy. Pisaliśmy o tym TUTAJ.

Jak się okazuje, wytropienie, kto konkretnie stoi za tworzeniem takich kont, jest praktycznie niemożliwe. Może to ustalić co najwyżej administracja Twittera. Jej pracownicy są w tym zresztą coraz bardziej biegli. Kiedyś zmówienie się pewnej grupy twitterowiczów i właściwa współpraca gwarantowały im wykreowanie popularności hasztagu, który pojawiał się w "Trendach" (wśród najpopularniejszych haseł) na kilka godzin. Dziś, jest to raczej zaledwie kilkanaście minut.

Jak ustrzec się przed #Astroturfingiem?

Nie zmienia to jednak faktu, że pewien rodzaj manipulacji jest tu obecny. Przy okazji wspomnianych lipcowych protestów, opinia publiczna w Polsce nagle zainteresowała się również pojęciem #Astroturfingu - pozornie spontanicznych inicjatyw obywatelskich mających wyrazić aprobatę lub sprzeciw dla danych wydarzeń, polityków czy idei. Jak pokazały analizy twettów, niektóre działania w tamtym czasie były inspirowane z anonimowych kont. Potwierdzały to np. wyniki dla frazy "3xweto", wskazujące, że oryginalne wpisy stanowiły zaledwie 20 proc. wszystkich treści i żyły wyłącznie dzięki retweetom (dalszym udostępnieniom).

Jak ustrzec się więc przed złapaniem w pułapkę takich akcji? - Przede wszystkim nie powinniśmy ufać wszystkiemu, co widzimy. Sprawdzajmy źródła i poddawajmy je własnej, krytycznej ocenie - mówi WP Michał Wieczorek z Sotrender.pl. - Najlepszy dowód, że mamy do czynienia z botem, to sytuacja, kiedy tweety z konta wysyłane są często, nawet co kilka sekund, jeśli konto tweetuje w różnych językach i o dziwnych porach - dodaje.
Warto więc wyrabiając sobie pogląd na jakąś sprawę sprawdzić nieco więcej aktywności konkretnego influencera czyli lidera opinii, niż tylko jeden, ostatni i często bardzo chwytliwy wpis.

Polub WP Wiadomości