Koronawirus. Przedszkola pozostają otwarte. Wśród nauczycieli zawrzało
- Dlaczego inni nauczyciele mają zapewnione bezpieczne warunki pracy, a ja, jako nauczyciel przedszkola, już nie? - pyta Mariola. - Tu nie chodzi o całkowite zamknięcie przedszkoli, a o wprowadzenie dodatkowych obostrzeń, skoro te są niemal wszędzie - dodaje Mirka, dyrektorka przedszkola. Są też tacy nauczyciele, którym odpowiada obecna sytuacja.
05.11.2020 | aktual.: 01.03.2022 14:41
Zalogowani mogą więcej
Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika
Premier Mateusz Morawiecki ogłosił w środę rozszerzenie nauki zdalnej na klasy I-III. Dodatkowo nauczanie zdalne pozostałych uczniów szkół podstawowych oraz ponadpodstawowych zostanie przedłużone do końca listopada.
Przedszkola i żłobki natomiast mają wciąż być otwarte.
Koronawirus. Być na równi
W środowisku nauczycieli pracujących w przedszkolach zawrzało. Mariola Karpińska, nauczycielka wychowania przedszkolnego z Warszawy, komentuje: - Dlaczego nie traktuje się nas na równi z innymi nauczycielami? Czy to zbyt wygórowane żądanie?
- My nie jesteśmy opiekunkami, a do takiej roli się nas sprowadza. Zajmujemy się edukacją, budujemy fundamenty. Mnie chodzi o to, że chcę i mam prawo do równego traktowania w mojej grupie zawodowej. Dlaczego nauczyciele szkół podstawowych i wyżej mają zapewnione bezpieczne warunki pracy, a ja, jako nauczyciel przedszkola, już nie? Na to nie ma mojej zgody. Na bycie nauczycielem gorszego sortu - dodaje nauczycielka.
Koronawirus. Chcą dodatkowych ograniczeń
Mirka, dyrektorka przedszkola w Łodzi, mówi WP: - Nie jestem za całkowitym zamknięciem przedszkoli, nie jestem za nauczaniem zdalnym. Chodzi o wprowadzenie dodatkowych obostrzeń do przedszkoli, skoro te pojawiają się teraz niemal wszędzie.
- Warto pomyśleć o tym, by choć ograniczyć liczbę przyprowadzanych do przedszkoli dzieci. W mojej placówce, w sali o powierzchni 50 metrów kwadratowych, przebywa jednocześnie 27 osób. Tu powinny się pojawić jakieś dodatkowe obostrzenia, dlaczego ich nie ma? - pyta nasza rozmówczyni.
Mariola Karpińska dodaje: - Dwudziestka piątka dzieciaków zamknięta cały dzień w jednej sali to niezły materiał na swobodny przepływ koronawirusa. Odbierający ich rodzice chodzący do pracy i stykający się z mnóstwem osób trzecich oraz przybyłe z nimi starsze rodzeństwo, uczęszczające do teraz do szkół, tylko dopełniają dzieła.
- To wszystko? Nie, jest coś jeszcze. Otóż co najmniej połowa dzieci z mojej grupy swobodnie uczęszcza na zajęcia dodatkowe poza przedszkolem. Nie na jedne, na co najmniej dwa… Karate, pianino, angielski, włoski… Wszędzie kontakt z mnóstwem innych dzieci - dodaje.
Koronawirus w Polsce. Druga strona medalu
- Ja czuję się bezpiecznie - mówi Wiktoria Tarnopolska-Mullier, nauczycielka pracująca w prywatnym przedszkolu w Warszawie. Mogłoby się wydawać, że jej opinia jest podyktowana lękiem przed utratą 20 proc. wynagrodzenia. Jednak, jak tłumaczy nam w rozmowie, nie obawia się tego - nawet podczas nauki zdalnej wiosną dostawała sto procent wynagrodzenia. W innych placówkach prywatnych nie zawsze wygląda to tak optymistycznie.
Cieszy się, że nie zdecydowano o przejściu na zdalną naukę w przedszkolach. Jej zdaniem im mniejsze dzieci, tym gorzej utrzymać je przy komputerze i zachęcić do zabaw wymyślonych przez nauczycieli. - Zazwyczaj w takich zajęciach muszą pomagać rodzice, ponieważ my nie mamy kontroli nad tym, co się dzieje po drugiej stronie - wyjaśnia.
Marta, nauczycielka pracująca w przedszkolu w woj. małopolskim, dodaje: - Ja cieszę się, że mogę dalej pracować stacjonarnie z moimi dzieciakami.
- Wiadomo, że nie jest to dla nikogo łatwy czas. Uważam, że należy po prostu przestrzegać zasad i wymagań sanepidu. U nas w placówce kładzie się na to ogromny nacisk. Trzeba mieć również świadomość, że zarazić można się wszędzie - dodaje.
Nie będzie komu pracować?
Premier w środę zapowiedział również powrót zasiłku opiekuńczego dla rodziców, którzy muszą zaopiekować się dzieckiem, gdy to ma naukę zdalną. A wiele nauczycielek pracujących w przedszkolach takie dzieci ma.
- Zastanawiam się, kto będzie pracował, jak moje pracownice mające dzieci pójdą na opiekę. Z siedmiu nauczycielek aż cztery mogą tak zrobić. Zostają trzy. Jak długo dadzą radę wykonywać swoją pracę? - pyta dyrektorka przedszkola.