WP

Janusz Świtaj obronił pracę magisterską. Kiedyś prosił o eutanazję

Całkowicie sparaliżowany Janusz Świtaj został magistrem. "Obrona zaliczona na 5" - napisał mężczyzna na Facebooku. Jego historia przed laty poruszyła serca Polaków i zapoczątkowała dyskusję o eutanazji.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Anna Dymna pomogła Januszowi Świtajowi
Anna Dymna pomogła Januszowi Świtajowi (East News, Fot: Marek Lasyk)
WP

Janusz Świtaj z Jastrzębia Zdroju miał 18 lat, kiedy doszło do wypadku. Wpadł motocyklem pod ciężarówkę. Miał zmiażdżony rdzeń kręgowy i złamanie kręgów szyjnych, co spowodowało niesprawność rąk i nóg. Oddychał za pomocą respiratora. - Bardzo cierpiałem, nie tylko fizycznie, ale także psychicznie. Żyłem zamknięty w mieszkaniu, nawet nie marzyłem o spacerze, ze względu na tak znaczną niepełnosprawność ruchową i całkowity brak własnego oddechu - opowiadał kilka lat temu katowickiej "Gazecie Wyborczej".

W 2007 r. jako pierwszy Polak Świtaj złożył do sądu wniosek o odłączenie go od aparatury podtrzymującej życie. Opublikowany wówczas sondaż wykazał, że połowa Polaków była za tym, żeby pomóc mężczyźnie "godnie odejść". Przeciwnych temu było 36 proc. badanych - przypomina gość.pl.

Magisterka na piątkę

WP

Pomocną dłoń wyciągnęła do Świtaja Anna Dymna, szefowa fundacji "Mimo wszystko". Zaproponowała mu pracę w swojej organizacji. Dostał wózek, który pozwolił mu opuścić mieszkanie. Potem zdał maturę, poszedł na studia psychologiczne na Uniwersytecie Śląskim. We wtorek otrzymał stopień magistra.

- Wyznaczam sobie kolejne cele, a potem przeżywam radość, gdy zostają osiągnięte - powiedział w wywiadzie dla portalu gość.pl. - Chciałbym spełniać się jako psycholog, pomagając chorym i osobom po wypadkach. Nie przez przypadek na pasku mojego wózka mam przypiętą uśmiechniętą buźkę, którą dostałem od jakiejś nieznajomej spotkanej na festiwalu reggae w Wodzisławiu Śląskim. Noszę ją na znak, że uśmiech ma sens - dodał.

WP

Źródło: gosc.pl

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

WP
WP