WP

Irak o krok od przepaści. Wytchnienie dla Państwa Islamskiego

• Niedzielne demonstracje zwiastują wielkie kłopoty dla chwiejącego się rządu w Bagdadzie
• Architektem rozruchów jest znany z antyamerykańskiego powstania Muktada as-Sadr
• Irakowi grozi nie tylko przewrót, ale i walki między konkurującymi siłami szyickimi
• Największym beneficjentem jest ISIS, organizacja będąca ostatnio w głębokiej defensywie
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
WP

Krew na podłodze, zdewastowane meble i rozwalone biurka, opuszczone przez uciekających parlamentarzystów - takie sceny pozostawili po sobie szyiccy demonstranci po tym, jak wtargnęli do siedziby irackiego parlamentu. To też dobre podsumowanie sytuacji, w jakiej znalazł się Irak: rozbity i podzielony wzdłuż linii religijnych, zagrożony ekstremizmami, pogrążony w ogromnej korupcji, na skraju zupełnej anarchii.

Nie jest to sytuacja nowa dla posthusajnowskiego Iraku: zaledwie dwa lata temu sytuacja wyglądała jeszcze gorzej, kiedy pod naporem garstki sunnickich dżihadystów z Państwa Islamskiego uciekały całe dywizje irackich żołnierzy, poddając kolejne miasta, w tym tak duże i ważne ośrodki jak Mosul, Ramadi czy Faludża. Dziś większość tych miast została odbita - głównie dzięki sprawności (i brutalności) powiązanych z Iranem szyickich bojówek - ale mimo zmiany rządu na "technokratyczny" rząd Haidara al-Abadiego, stare problemy pozostały. Korupcja osiąga astronomiczne rozmiary: w jednej z wykrytych afer, za sprawą fikcyjnych przetargów wyprowadzono 4 miliardy dolarów. Co więcej, dwie trzecie zysków z eksportu ropy naftowej pochłaniają pensje rozrośniętej biurokracji - co nawet w czasach wysokich cen ropy było potwornym marnotrawstwem, a teraz grozi bankructwem. Nie lepiej jest z faktycznym sprawowaniem władzy, bo rzeczywista kontrola Bagdadu nie wykracza daleko poza stolicę. Nie dotyczy to tylko terytoriów utraconych
na rzecz ISIS. De facto niepodległością cieszy się region irackiego Kurdystanu, zaś na południu rządy sprawują szyickie milicje. Kiedy w południowym Iraku porwano dziesięciu obywateli Kataru, w tym członków rodziny królewskiej, rząd w Dausze nawet nie próbował zwrócić się do pomoc do irackiego premiera.

- Nie ma sensu kontaktować się z Abadim i jego ludźmi. To jest ziemia plemion i milicji. To oni kontrolują Irak. Oni śmieją się z rządu - powiedział cytowany przez "Guardiana" przedstawiciel katarskiego rządu.

WP

Nic dziwnego, że w Bagdadzie rosło napięcie, co najlepiej wykorzystał Muktada as-Sadr, szyicki kleryk, który zasłynął m.in. z organizacji krwawego antyamerykańskiego powstania po obaleniu Saddama Husajna. To właśnie as-Sadr kierował tłumem, który w niedzielę wdarł się do tzw. zielonej strefy i - przy biernej postawie sił bezpieczeństwa - dostał się do gmachu parlamentu, bijąc i rozganiając parlamentarzystów. Demonstranci ostatecznie się wycofali, ale nie oznacza to, że groźba puczu minęła: rząd dostał od nich pięć dni na podjęcie odpowiednich reform.

Ale sadryści nie są jedyną siłą mającą ambicje przejęcia władzy w Iraku. Co ciekawe, wśród haseł skandowanych przez tłum zwolenników as-Sadra jedno było wyjątkowo zaskakujące: "Iran out". To aluzja do coraz większej roli Teheranu, który widziany jest jako faktycznie kontrolująca Abadiego i główny sponsor szyickich bojówek prowadzących walkę przeciw ISIS i sprawujących de facto władzę w części kraju. To stawia sadrystów na kursie kolizyjnym z Hadim al-Amirim i jego Organizacją Badr (jedną ze wspieranych przez Teheran części milicji Haszd asz-Sza'abi), którzy również dążą do przejęcia kontroli nad krajem i którzy w as-Sadrze widzą swojego rywala. Wszystko to sprawia, że nad Irakiem krąży widmo nie tylko przewrotu, ale i wojny w łonie szyitów.

Beneficjent postępującej destabilizacji jest tylko jeden: Państwo Islamskie, które w obliczu ofensywy wojsk Bagdadu, kurdyjskich Peszmergów i szyickich milicji znalazło się w głębokiej defensywie. Co więcej, rozpoczęta pod koniec marca ofensywa na Mosul - największe miasto pod kontrolą ISIS - zagrażała podstawom funkcjonowania zbrodniczej organizacji. Jednak zdaniem Tomasza Otłowskiego, eksperta ds. bezpieczeństwa międzynarodowego, był to jednak ruch polityczny. - Operacja mosulska była typową “ucieczką do przodu” rządu w Bagdadzie, w obliczu problemów politycznych i buntu as-Sadra, a także rozpasania szyickich bojówek, rosnących wpływów irańskich i narastającej emancypacji Kurdów. Rząd iracki na gwałt potrzebował jakiegoś naprawdę spektakularnego sukcesu i chyba szuka go właśnie w postaci zajęcia Mosulu - powiedział WP Otłowski.

Sukcesu jednak nie było, a chaos w Bagdadzie daje szansę na złapanie oddechu i przeprowadzenie kontruderzenia. Tym bardziej, że niestabilność sprawia, że jednostki frontowe muszą zostać przekierowane do stolicy

WP

Dżihadyści już pokazali, że nie stracą okazji. W ten sam dzień, w którym doszło do protestów, terroryści ISIS przeprowadzili krwawy zamach w Sawawie na południu kraju, zabijając 33 osoby. Dzień później, w Bagdadzie kolejna eksplozja pochłonęła 14 kolejnych ofiar. Podobnych ataków było w ostatnich tygodniach dziesiątki, a należy spodziewać się ich jeszcze więcej. Celem jest spotęgowanie chaosu w całym kraju i w rezultacie osłabienie presji na froncie - a ostatecznie do odbicia straconych w ostatnim czasie terenów.

Jestem pewien, że Daesz bardzo cieszy się z tego co się dzieje - podsumował w rozmowie z Reuters Younadim Kanna, jeden z irackich parlamentarzystów.

Polub WP Wiadomości
WP
WP