"Chamenei: w toku". Iran między gniewem ulicy a polityczną pustką
Gdy w grudniu 2024 r. w Syrii upadł reżim Baszara al-Asada - jednego z kluczowych koalicjantów Iranu w regionie - na murze splądrowanego irańskiego centrum kulturalnego w Damaszku pojawił się napis: "Khamenei: loading" ("Chamenei: w toku"). Graffiti było prostym, ale nośnym komentarzem do sytuacji na Bliskim Wschodzie: żadna władza nie trwa wiecznie - pisze dla Wirtualnej Polski Jagoda Grondecka, iranistka i publicystka.
Jeśli system w Damaszku, przez lata podtrzymywany militarnie i finansowo przez Teheran, mógł runąć niemal z dnia na dzień, to także ajatollahowie w Teheranie nie mogą czuć się całkowicie bezpiecznie.
Nieco ponad rok później, 28 grudnia 2025 r., ulice Iranu zapłonęły.
Zaczęło się od baazarich
Tysiące osób wyszły z domów, by zaprotestować przeciwko pogłębiającemu się kryzysowi gospodarczemu, który dla milionów Irańczyków przestał być problemem abstrakcyjnym, a stał się codziennym doświadczeniem. Rekordowa inflacja doprowadziła do kolejnego załamania kursu waluty - dolar kosztuje niemal 1,5 mln irańskich riali. W ostatnim półroczu inflacja przekroczyła 50 proc., a w połączeniu z gospodarczym zastojem sprawiła, że realne dochody społeczeństwa dramatycznie się skurczyły.
Dla przeciętnego Irańczyka oznacza to nie tylko wzrost cen żywności czy czynszów, ale także coraz trudniejszy dostęp do leków, paliwa i podstawowych usług. Państwowe subsydia, przez lata będące jednym z narzędzi kupowania społecznej lojalności, nie nadążają za galopującymi cenami. Sankcje, chroniczna korupcja i rozbudowana gospodarka kontrolowana przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej sprawiają, że nawet okresowe próby reform nie przynoszą realnej poprawy.
Protesty zaczęły się od baazarich - handlarzy od dekad stanowiących jeden z filarów irańskiej gospodarki i ważny element nieformalnego kontraktu społecznego między państwem a społeczeństwem. Coraz mniej Irańczyków stać na importowane towary, a handel - zwłaszcza poza największymi miastami - zaczął zamierać. Oszczędności klasy średniej w ostatnich latach topniały w błyskawicznym tempie, a klasa pracująca została zepchnięta na margines walki o przetrwanie.
Na ulicach słychać: "śmierć dyktatorowi", "śmierć Chameneiemu"
Choć to zapaść gospodarcza była iskrą zapalną demonstracji, bardzo szybko hasła przybrały charakter jednoznacznie polityczny. "Śmierć dyktatorowi", "śmierć Chameneiemu" - słychać na ulicach irańskich miast i miasteczek. Protestujący skandują także: "Nie dla Gazy, nie dla Libanu - oddam życie jedynie za Iran". To slogan rozbrzmiewający od lat, będący skrótem frustracji wobec polityki regionalnej Teheranu. Wielu Irańczyków ma poczucie, że reżim inwestuje ogromne środki w ekspansję wpływów i wspieranie zbrojnych sojuszników, takich jak libański Hezbollah, zamiast poprawiać los własnych obywateli.
Obecna fala protestów nie ogranicza się do Teheranu czy kilku dużych metropolii. Demonstracje przetaczają się przez dziesiątki mniejszych miast i prowincjonalnych ośrodków - a to właśnie tam aparat państwowy bywa najsłabszy, a frustracja społeczna największa. To również tam protesty przybierają często najbardziej gwałtowny charakter.
Irańczycy wychodzą na ulice, mimo pełnej świadomości ryzyka. Protestujący są ranieni i zabijani przez aparat bezpieczeństwa, masowo aresztowani, a następnie skazywani na wieloletnie wyroki więzienia lub karę śmierci w sądach rewolucyjnych. Według organizacji praw człowieka, w trwających demonstracjach zginęło już ponad 600 osób, a ponad 10 tys. zostało zatrzymanych.
"Strzelają ostrą amunicją, często w głowę"
Po tym, jak w czwartek wieczorem władze zdecydowały się na całkowite zablokowanie internetu, dostęp do informacji z Iranu stał się niezwykle utrudniony. To sprawdzona taktyka Islamskiej Republiki, stosowana już podczas protestów w 2019 i 2022 r. Mimo to część Irańczyków próbuje korzystać z internetu satelitarnego.
Amir Hosejn, Irańczyk mieszkający w Berlinie, dzięki Starlinkowi był w stanie na krótko połączyć się z przyjacielem w Szirazie.
- Ludzie wychodzą na ulice i próbują przejąć kontrolę. Walczą ze służbami bezpieczeństwa, palą billboardy, zdejmują flagi, niszczą budynki rządowe i komisariaty policji. Mundurowi odpowiadają ogniem. Strzelają ostrą amunicją, często w głowę, tak by zabić, a nie ranić - relacjonuje. - Przez zakłócenia łączności nawet lekarze mają problem, by dotrzeć do szpitali, gdy są tam potrzebni - dodaje.
Choć szef irańskiego MSZ Abbas Aragczi zapowiedział przywrócenie łączności, reżim nadal zakłóca sygnał internetu satelitarnego. Wewnątrz kraju trwa wojna informacyjna: reżimowe media przedstawiają protesty jako inspirowane i sterowane z zagranicy, wymierzone w stabilność i integralność państwa.
Przeciążone szpitale, przepełnione kostnice
Według BBC, irańskie szpitale są przeciążone napływem rannych i zabitych. Medycy relacjonują liczne przypadki postrzałów w głowę, klatkę piersiową i oczy. BBC Persian potwierdziło tożsamość co najmniej 26 zabitych protestujących, w tym sześciorga nieletnich. W jednym tylko szpitalu w Raszcie w ciągu jednej nocy przyjęto 70 ciał - kostnice były przepełnione.
- Pod względem przebiegu protestów nie mamy do czynienia z rewolucją nowego typu - mówi Marcin Krzyżanowski, orientalista z Uniwersytetu Jagiellońskiego i ekspert ds. Bliskiego Wschodu.
- Obecne protesty nie odbiegają zbytnio od tego, czego świadkami byliśmy w poprzednich latach, w szczególności w 2022 i 2019 r. Aczkolwiek da się wskazać pewne istotne różnice. Przede wszystkim dużo więcej protestów, dużo więcej demonstracji, a co za tym idzie - ofiar śmiertelnych, jak się później okazało, było w mniejszych miastach. Tam, gdzie irańska policja nie ma odpowiednich sił, środków i zasobów, żeby szybko radzić sobie z sytuacją - dodaje ekspert.
- Druga bardzo ważna różnica to dużo wyższy poziom brutalności w porównaniu nawet z protestami paliwowymi z 2019 r. Bardzo szybko liczba ofiar, zwłaszcza w ostatnich trzech dniach, czyli piątek, sobota i niedziela, przekroczyła tą magiczną setkę w tym momencie. Po zaledwie dwóch tygodniach protestów mamy najprawdopodobniej, bo to jeszcze informacja niepotwierdzona, więcej ofiar niż w trakcie kilkumiesięcznych protestów po śmierci Mahsy Amini. Co jest też ewenementem, dochodziło do ataków na meczety i sanktuaria. Poza tym protesty przebiegały według tego samego schematu, co zawsze - podkreśla Krzyżanowski.
Brutalna pacyfikacja i rozlew krwi na ulicach
Brutalna pacyfikacja demonstracji przez służby bezpieczeństwa i rozlew krwi na ulicach to jedna ze stałych praktyk reżimu i jedna z przyczyn, którym zawdzięcza swoje przetrwanie. Poza regularną armią - artesz - reżim ma do swojej dyspozycji także inne jednostki, o wiele bardziej brutalne i zaangażowane ideologicznie: Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej, powołany do życia w 1979 r., by bronić osiągnięć rewolucji. W jej skład wchodzi otoczony złą sławą Związek Mobilizacji Uciemiężonych, potocznie znany jako basidżowie - ta paramilitarna ochotnicza organizacja, której członkowie odgrywają znaczącą rolę w pacyfikacji protestów, ściganiu dysydentów i wzmacnianiu aparatu represji państwa.
Analitycy zwracają uwagę, że jednym z czynników niezbędnych do zaistnienia rewolucji są dezercje ze struktur aparatu bezpieczeństwa, jak to miało miejsce w samym Iranir w 1979 r. - do których, jak dotychczas, podczas obecnych protestów nie dochodzi.
- Nie spodziewam się masowych dezercji w szeregach Strażników Rewolucji czy basidżów - dodaje Krzyżanowski. - To formacje silnie zideologizowane. Bez wiarygodnej alternatywy politycznej nie ma podstaw, by oczekiwać ich rozpadu. Islamska Republika nie odejdzie dobrowolnie ani w sposób łagodny - podkreśla ekspert.
Władze zapędzone w kozi róg
Zdaniem Arasza Aziziego, irańsko-amerykańskiego historyka i analityka, obecne protesty różnią się jednak od poprzednich jednym istotnym elementem: reżim jest dziś wyraźnie słabszy i zapędzony w kozi róg. Sankcje, izolacja międzynarodowa i kryzys gospodarczy zawęziły pole manewru władz, a gniew społeczny jest głębszy i bardziej otwarty niż wcześniej.
Jednocześnie - podkreślają zarówno Azizi, jak i Krzyżanowski - powtarza się ten sam problem strukturalny: choć protesty w istocie rozlewają się po całym kraju, to jedynie horyzontalnie. Brak zorganizowanego, inkluzywnego przywództwa i realnej alternatywy politycznej sprawia, że odsunięcie obecnego reżimu od władzy wciąż nie wydaje się w zasięgu.
- Islamska Republika, jako system, nie ma dziś politycznego następcy - mówi Krzyżanowski. - Ludzie krzyczą: "precz z republiką", ale nie pada odpowiedź na pytanie: "co dalej?". Ten brak wizji sprawia, że duża część społeczeństwa pozostaje bierna, obawiając się wojny domowej i scenariusza syryjskiego lub irackiego - tłumaczy.
- Z tego co wiem, moja rodzina i wiele osób wyszło na ulice po apelu księcia Rezy Pahlawiego - mówi Farszid, Irańczyk. - Dla mnie dziś jest on jedyną realną opcją przejściową. Ma wiedzę, ma poparcie, ludzie ufają rodzinie Pahlawich. Po obaleniu reżimu powinny odbyć się wolne wybory - dodaje.
Eksperci studzą jednak te oczekiwania. - Reza Pahlawi pozostaje postacią głęboko dzielącą - podkreśla Azizi. - Choć deklaruje bezpartyjność, w rzeczywistości stoi na czele prawicowego ruchu, który alienuje wielu Irańczyków i zrobił więcej, by podzielić opozycję, niż by ją zjednoczyć - tłumaczy.
Społeczeństwo jest podzielone także w kwestii ewentualnej interwencji zagranicznej. W desperacji część Irańczyków liczy na pomoc Stanów Zjednoczonych. Oliwy do ognia dolewają wypowiedzi prezydenta USA Donalda Trumpa, który ostrzega, że wobec dalszego rozlewu krwi Stany Zjednoczone mogą rozważyć interwencję.
- Jeśli obce państwa zaangażują się militarnie, będzie to kolonizacja, a nie wyzwolenie - mówi Hosejn. I dodaje: - Chodzi o wolność Iranu. Naszym jedynym celem jest pozbycie się Islamskiej Republiki, ale to musi być nasza walka.
Dla Wirtualnej Polski Jagoda Grondecka
Jagoda Grondecka - iranistka, publicystka i komentatorka ds. bliskowschodnich, współpracuje z "Kulturą Liberalną", publikowała też w "Krytyce Politycznej" i "Polityce". Absolwentka Instytutu Stosunków Międzynarodowych UW. Doświadczenie zdobywała m.in. w ambasadach RP w Teheranie i Islamabadzie. Współautorka publikacji "Muzułmanin, czyli kto? Materiały dydaktyczne dla nauczycieli i organizacji pozarządowych".