– Ktoś raz chyba zapytał i powiedziałem, że nie wiem. Bo już wszedłem w kłamstwo, nie powiedziałem kolegom o podpisaniu deklaracji. Później też kłamstwem wobec siebie było lawirowanie pod hasłem: z jednej strony ochronię struktury podziemne, a z drugiej tylko takie luźne, niezobowiązujące gadki będę z nimi prowadził. Dzisiaj, po pokonaniu tego strachu, wiem, że to był błąd. Bo w całym tym moim doświadczeniu są dwa rodzaje strachu. Strach z tamtego czasu, „żeby to się nie wydało”, i jednocześnie uspokajanie się, że właściwie nic takiego złego się nie dzieje. A później drugi strach, ten po 1989 roku, po czerwcu. Najpierw po czerwcu 1989 roku miałem takie przekonanie: przecież w przeszłości niczego złego nie zrobiłem, na nikogo nie doniosłem – tak lawirowałem w swoim sumieniu. Mówiłem sobie: wtedy się nie przyznałem, ale już trudno, zaczynamy nowy czas. I nagle zdarzyła się lista Macierewicza. To było dla mnie potężne uderzenie. Z jednej strony miałem poczucie, że jak to, różne rzeczy robiłem dobrze, a tu teraz
nagle jestem na tej liście, a z drugiej – przypominałem sobie, że tak, że chodziłem, mówiłem itd. Pękło mi zdrowie wtedy, na trzy tygodnie poszedłem do szpitala, wrzody żołądka itd. I to był moment, żeby się oczyścić.