ycipk-2z121f

Abp. Marek Jędraszewski zwolnił ją z pracy. "Otrzymałam SMS, że mamy już się nie pojawiać"

Arcybiskup Marek Jędraszewski zwolnił całe biuro prasowe. Szefowa zespołu wyznaje w rozmowie z Wirtualną Polską, że jest jej przykro, bo o jego decyzji dowiedziała się nagle. - Czuję się tak, jakbyśmy zostały wyrzucone z domu bez słowa przez kochanego ojca - dodaje.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Joanna Adamik (pierwsza od prawej) była szefową biura prasowego abp. Marka Jędraszewskiego
Joanna Adamik (pierwsza od prawej) była szefową biura prasowego abp. Marka Jędraszewskiego (Materiały prasowe)
ycipk-2z121f

Joanna Adamik od trzech lat kierowała biurem prasowym abpa Marka Jędraszewskiego. Ma na swoim koncie ponad 20-letnie doświadczenie w mediach. Razem z czterema pracownicami tworzyła stronę archidiecezji krakowskiej, publikując na niej materiały. W czwartek 19 września dowiedziała się od księdza ekonoma, że na polecenie arcybiskupa Jędraszewskiego z dniem 1 października całe pięcioosobowe biuro prasowe kończy pracę, bo tworzony jest nowy zespół.

- Zapytałam, czy ksiądz arcybiskup ma nam coś do przekazania, czy spotka się z nami. Ksiądz ekonom powiedział, że miał tylko przekazać tę informację. Nic więcej nie wiem, ksiądz arcybiskup się z nami nie spotkał. - mówi Joanna Adamik w rozmowie z Wirtualną Polską. Na pytanie, czy oczekuje spotkania z abp. Jędraszewskim odpowiada: nie sądzę, żeby do tego doszło.

Adamik wysłała maila skierowanego do mediów, w którym pożegnała się z dziennikarzami. - Po tym jak wysłałam oświadczenie, zostały nam wyłączone dostępy do strony oraz maili. Otrzymałam SMS z informacją, że mamy już się nie pojawiać w pracy - opowiada WP.

ycipk-2z121f

Zobacz też: Dziennikarka wzięła ślub z partnerką. Polski sąd zajął stanowisko

Kulisy pracy z abp. Markiem Jędraszewskim

Była szefowa biura prasowego archidiecezji krakowskiej nie rozumie, jak do tego doszło. - Pracowałyśmy z przekonania, nie ze wszystkim się zgadzałyśmy, ale zawsze szczerze i otwarcie rozmawiałam z księdzem arcybiskupem o wszystkim. Mówiłam co mi się nie podoba albo co bym zrobiła inaczej. Wydawało się, że słucha z tego ze zrozumieniem - podkreśla Joanna Adamik, oceniając, że kontakty z arcybiskupem Jędraszewskim były "ojcowskie".

Podczas spotkań z duchownym Adamik ustalała strategię medialną, omawiała sposób przekazu oraz ewentualne wywiady. - Chciałam otwartości księdza arcybiskupa na różne media, nie tylko katolickie - mówi kobieta w rozmowie z WP.

ycipk-2z121f

Adamik zaznacza, że przez ostatnie lata dobrze jej się pracowało w biurze prasowym. Zespół tworzył na swoim prywatnym sprzęcie, ale sprawnie zamieszczał pisemne oraz filmowe relacje. Jedyne, co doskwierało przez ostatnie miesiące to brak rozmów roboczych z arcybiskupem.

- Wcześniej mieliśmy je co tydzień, później co miesiąc... Arcybiskup stwierdził, że ma tyle zajęć, że nie ma czasu na spotkania. Pozostawaliśmy głównie w kontakcie mailowym. Każdy ma różny tryb pracy, ale czasem mi było trudno przestawić na taką formę współpracy. Ale przełożony jest przełożonym i trzeba dostosować się do tego, czego sobie życzy - podkreśla Joanna Adamik.

Po oświadczeniu byłej szefowej biura Kuria Metropolitalna w Krakowie opublikowała na swojej stronie internetowej komunikat. Czytamy w nim, że panie pracowały na podstawie umów cywilnoprawnych. - Po tej informacji rozgorzała dyskusja o tym, że pracowałyśmy na umowach śmieciowych. Zawsze nam tłumaczono, że pracujemy czasem po 20 godzin, w święta i weekendy, a my same na to się zgodziłyśmy - tłumaczy Adamik w rozmowie z Wirtualną Polską. I dodaje, że zespół dopytywał o umowę o pracę, ale z racji nienormowanych godzin pracy odmawiano etatów.

ycipk-2z121f

"Czuję się tak jakbyśmy zostały wyrzucone z domu przez kochanego ojca"

Co teraz? Pracownice, które tworzyły biuro prasowe abp Marka Jędraszewskiego są teraz w domu, pozbawione możliwości pracy. - Wśród nas są młode matki: jedna z dziewczyn urodziła dziecko w sierpniu, ale wróciła do pracy po tygodniu.
Ja mam troje dzieci adoptowanych, które wychowuję sama. Podobnie wygląda sytuacja operatorki - wylicza Adamik.

I dodaje, że otrzymały spore wsparcie zarówno ze strony środowiska katolickiego, jak i dziennikarskiego. - Nie chcemy występować w roli ofiar, bo to nie o to chodzi. Gdyby ktoś dwa dni temu nam o tym powiedział to uznałybyśmy, że zwariował - kwituje w rozmowie z WP.

Jakie mają plany na przyszłość? - Szukamy pracy. Bardzo chcemy pracować w zawodzie, mam nadzieję, że tak się stanie - dodaje Joanna Adamik. I wyznaje, że jest jej bardzo przykro z zaistniałej sytuacji. - Ale nie mogę powiedzieć nic złego na temat księdza arcybiskupa, bo nie tędy droga. Czuję się tak jakbyśmy zostały wyrzucone bez słowa z domu przez kochanego ojca - dodaje.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

ycipk-2z121f
Polub WP Wiadomości
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Ważne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-2z121f

ycipk-2z121f
ycipk-2z121f