To tylko problem zbyt płytkiego rynku, czy kwalifikacji osób z wyższym wykształceniem?
- Na pewno to połączenie obu tych rzeczy. Gospodarka postindustrialna bardzo mocno chłonie absolwentów, potrzebuje ich umiejętności i wiedzy. Natomiast gospodarka industrialna, opierająca się na takich firmach, jak montownie samochodowe, bardziej potrzebuje taniej siły roboczej. Ona nie generuje wielu miejsc pracy dla absolwentów i nie są to tzw. smart jobs, a raczej miejsca przy taśmie. Nie mam wątpliwości, że ta zmiana strukturalna na pewno nastąpi, każdego roku to zjawisko jest coraz bardziej widoczne. Cieszę się, że coraz częściej Polacy tworzą oprogramowanie dla komputerów, a nie składają komputery z podzespołów.
Z drugiej strony istnieje coś, co nazywa się „skill mismatch”, czyli kształci się inne osoby, niż wskazywałoby na to zapotrzebowanie na rynku pracy. Dotychczas kształcenie odbywało się według centralnie zdefiniowanej listy kierunków. Na szczęście to się zmienia i wprowadzane są Krajowe Ramy Kwalifikacji, które istotnie uelastycznią proces kształcenia definiując go poprzez końcowy efekt, a nie proces. Ujmując rzecz wprost, kształcenie na uczelniach będzie definiowane poprzez oczekiwane efekty (wiedza, umiejętności, postawy), a nie proces (liczbę odbytych godzin zajęć w ramach poszczególnych przedmiotów). Z pewnością uelastyczni to rynek edukacyjny i spowoduje, że zwłaszcza najlepsze uczelnie, które mają uprawnienia habilitacyjne, będą mogły tworzyć własne programy kształcenia bez nadmiernych procedur przy ich zatwierdzaniu. Student pierwszego roku nie do końca wie, czym będzie się zajmował po ukończeniu swoich studiów, bo być może zawód, który będzie wykonywał, jeszcze nie istnieje. Tak szybko następują zmiany w gospodarce i w społeczeństwie. Rzeczywiście nadal jest tak, że struktura kształcenia nie odpowiada potrzebom na rynku pracy. Najwięcej kształci się ludzi na kierunkach, które dają perspektyw na dobre zatrudnienie. Brakuje nam absolwentów z zakresu "bio-info-techno", a kształci się na potęgę pedagogów. Przy niżu demograficznym to dość kuriozalne zjawisko.
Brakuje nam absolwentów z zakresu "bio-info-techno", a kształci się na potęgę pedagogów. Przy niżu demograficznym to dość kuriozalne zjawiskodr Dominik Antonowicz
Co stanie się z absolwentami, którzy nie są w stanie znaleźć miejsca dla siebie? Wyjadą za granicę? Czeka nas exodus pedagogów?
- Na pewno jakoś sobie poradzą, to nie jest tak, że jeśli ktoś skończył studia pedagogiczne, to musi zostać nauczycielem albo bezrobotnym. W społeczeństwie, które zmienia się tak dynamicznie, trzeba kilkukrotnie zmieniać swoje kwalifikacje i nieustannie je aktualizować. Nie sądzę, żeby był jakiś exodus pedagogów, przypuszczam, że ludzie ci będą szukali poprzez studia podyplomowe nowych kwalifikacji na bazie tego, co już wiedzą i potrafią. Ich poruszanie się na rynku pracy będzie trudniejsze, będą musieli kształcić się, albo zmienić profil swojego wykształcenia chociażby przez studia podyplomowe, aby dopasować się do potrzeb rynku pracy. Jeśli mają swoje fascynacje i pasje, to będą je spokojnie realizowali. Problem pojawia się, gdy nie mają żadnych umiejętności i żadnych pasji. To problem ludzi, którzy nic nie potrafią, jakiegokolwiek kierunku studiów by nie skończyli, ich szanse na rynku pracy są ograniczone.
Nie wiem na ile jest sens finansowania masowego kształcenia na kierunkach, po których absolwenci zasilają szeregi bezrobotnych. Z drugiej strony ludzie, którzy podejmują decyzję o kierunku swego kształcenia muszą być świadomi konsekwencji własnych wyborów. Studia nie są już przedłużeniem młodości, a inwestycją w przyszłość.
Czy wprowadzenie odpłatności za studia poprawiłoby jakość kształcenia, czy wprowadzenie takiego rozwiązania w Polsce jest realne?
- Wprowadzenie odpłatności samo w sobie niczego by nie poprawiło, ale z pewnością wzrosłaby świadomość konsumencka studentów i ich rodziców, a podejmowane decyzje byłoby bardziej rozważne. Wprowadzenie współpłatności za studia możliwe jest jedynie w systemie, w którym spłacanie kosztów studiowania rozpoczyna się wówczas, gdy
absolwent przekroczy pewien poziom zarobków - graduated income tax. Takie rozwiązanie jest stosowane w Anglii i myślę, że w Polsce mogłoby się dobrze sprawdzić. Na razie jednak dyskusja o odpłatności za studia jest zdominowana przez partyjno-populistyczne beztreściowe slogany.
Jakiej najważniejszej zmiany w systemie szkolnictwa wyższego powinien dokonać nowy minister? Co jest w tej chwili największym problemem polskiej nauki?
Problem pojawia się, gdy nie mają żadnych umiejętności i żadnych pasji. To problem ludzi, którzy nic nie potrafią, jakiegokolwiek kierunku studiów by nie skończyli, ich szanse na rynku pracy są ograniczonedr Dominik Antonowicz
- Problemów polskiej nauki jest wiele, ale to nie minister ma je rozwiązywać. Dobrze jednak, aby zapewnił dobre warunki do pracy. Polska zrobiła rewolucyjny postęp gdy chodzi o infrastrukturę badawczą, czas aby zainwestować w ludzi nauki. Polska
nauka nie rozwinie skrzydeł gdy naukowcy, zwłaszcza młodzi naukowcy, będą zajmowali się dorabianiem do bardzo niskich pensji. Myślę, że tak jak prof. Kudrcyka była nieprzejednana w forsowaniu reform, tak powinna pozostać nieprzejednana w zmaganiach z Ministerstwem Finansów, bo inwestycje w infrastrukturę badawczą bez odpowiednich inwestycji w ludzi pójdą na marne.
Poprzedni projekt reformy został zrealizowany tylko w części, w planach było m.in. zniesienie habilitacji, dlaczego z tego zrezygnowano?
- Habilitacje są w nauce niepotrzebne, ale to ważny element biurokratycznego porządku w polskiej nauce i szkolnictwie wyższym. Uprawnienia do nadawania stopnia doktora habilitowanego czy też liczba pracowników ze stopniem doktora habilitowanego są ważnymi wskaźnikami, które w bardzo skomplikowanym i biurokratycznym systemie polskiego szkolnictwa wyższego trudno jest zastąpić. To argumenty systemowe, których nie sposób nie dostrzec.
W dyskusji publicznej dominują jednak argumenty środowiskowe, których ja zupełnie nie podzielam. Habilitacja jest archaicznym elementem stratyfikującym środowisko akademickie, które ma istotne znaczenie w zasadzie tylko w naszym kraju. Poza jego granicami o tym, kto kim jest w nauce decydują wyniki badań naukowych udokumentowane publikacjami. Nauka jest coraz bardziej transnarodowa, więc w świecie globalnej nauki lokalne stopnie naukowe tracą zupełnie na znaczeniu.
Co hamuje reformy w polskiej nauce?
- Archaicznie zarządzane instytucje, socjalistyczna mentalność oraz dobrze zorganizowane grupy interesu.
Rozmawiał Marcin Bartnicki, Wirtualna Polska
Dr Dominik Antonowicz jest adiunktem w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz głównym analitykiem Instytutu Rozwoju Kapitału Intelektualnego im. Sokratesa. Pracował w Center of Higher Education Policy Studies (CHEPS) na Uniwersytecie Twente. W latach 2008-2009 był doradcą minister nauki i szkolnictwa wyższego prof. Barbary Kudryckiej. Specjalizuje się m.in. w badaniu systemu szkolnictwa wyższego.