Zaciekłe walki w stolicy Republiki Środkowoafrykańskiej. ONZ autoryzuje interwencję sił pokojowych

Co najmniej 98 osób zginęło w walkach w stolicy Republiki Środkowoafrykańskiej Bangi. RB ONZ zaaprobowała interwencję sił pokojowych. Prezydent Francois Hollande zapowiedział, że francuski kontyngent wyruszy w ciągu kilku dni lub kilku godzin.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Żołnierze na ulicach Bangi
Żołnierze na ulicach Bangi (AFP, Fot: Sia Kambou)
WP

Różne źródła podają sprzeczne informacje dotyczące liczby ofiar i rannych. AP informuje, powołując się na pracowników organizacji pomocowych, że zginęło co najmniej 98 osób, a Reuters pisze o 105 ofiarach. Według organizacji Lekarze bez Granic zginęło 50 osób, a 90 zostało rannych. "Le Nouvel Observateur" pisze o masakrach na terenie całego kraju, nie podając żadnych liczb. Większość ofiar w Bangi została zatłuczona kijami lub zabita maczetami.

Po wielu godzinach intensywnych walk w stolicy premier Republiki Środkowoafrykańskiej Nicolas Tiangaye poprosił po południu o wsparcie francuskich i afrykańskich sił stabilizacyjnych.

Wcześniej Rada Bezpieczeństwa ONZ zaakceptowała przygotowany przez Francję projekt rezolucji, na mocy której do Republiki Środkowoafrykańskiej zostaną wysłane wojska Unii Afrykańskiej oraz kontyngent francuski. Rada Bezpieczeństwa zwrócił się też do ONZ o przygotowanie ewentualnej misji pokojowej.

WP

Prezydent Hollande zapowiedział, że Paryż podejmie działania "jeszcze tego wieczora", by przyspieszyć interwencję w Republice Środkowoafrykańskiej.

Chrześcijańscy bojownicy, którzy są przeciwni zdominowanemu przez muzułmanów rządowi tymczasowemu, zaatakowali Bangi w czwartek przed świtem. Doszło do najbardziej intensywnych walk, odkąd w marcu rebelianci z sojuszu Seleka obalili prezydenta Francois Bozize. To oni kontrolują obecnie rząd, dopuszczając się okrucieństw i nadużyć, jednak chrześcijańskie milicje również organizują masakry muzułmanów - pisze AP.

Zdaniem premiera Tiangaye gwałtowne starcia w stolicy zostały sprowokowane przez zwolenników byłego prezydenta, którzy chcą obalić obecny, tymczasowy rząd.

Jak podaje "Le Nouvel Observateur", w całym kraju dochodzi do starć i masakr; przedłużono godzinę policyjną, która od czwartku obowiązywać będzie od godz. 18 do 6.

WP

Stany Zjednoczone i inne kraje Zachodu, pamiętając o masowym ludobójstwie, do jakiego doszło w Rwandzie w 1994 roku, wezwały w czwartek do podjęcia natychmiastowej międzynarodowej operacji wojskowej w Republice Środkowoafrykańskiej, by zapobiec masakrom ludności cywilnej - pisze Reuters.

Ekspert Amnesty International Joanne Mariner powiedziała w rozmowie z Reuterem, że wiele wiarygodnych źródeł informuje o licznych organizowanych ad hoc egzekucjach. "Sytuacja w kraju błyskawicznie wymyka się spod kontroli" - dodała Mariner.

Francja alarmowała od miesięcy, że w jej dawnej kolonii może dojść do ludobójstwa. Na lotnisku w Bangi stacjonowało od dawna 650 francuskich żołnierzy; w czwartek 250 z nich ruszyło do miasta, by chronić obywateli i interesy Francji - podał Reuters.

Od wielu tygodni Paryż czekał na aprobatę ONZ, by wysłać do Republiki Środkowoafrykańskiej 1200 spadochroniarzy. W czwartek szef francuskiej dyplomacji Laurent Fabius powiedział, że Paryż postara się "stosunkowo szybko" wysłać do Bangi swój kontyngent.

WP

Również w czwartek wojskową pomoc logistyczną podczas operacji w Republice Środkowoafrykańskiej obiecała Francji Wielka Brytania. Londyn nie zamierza jednak wysyłać żołnierzy do Bangi - poinformowało brytyjskie ministerstwo obrony.

Od wiosny w Republice Środkowoafrykańskiej, zaliczanej do sześciu najbardziej zacofanych państw świata, panuje bezkrólewie, a panami życia i śmierci stali się nieuznający żadnej władzy watażkowie i rabusie, którzy grabią miasta i wioski, dopuszczając się przy tym wszelkich możliwych zbrodni.

Według szacunków ONZ w wyniku trwającej od wiosny wojny dach nad głową straciło ponad pół miliona ludzi (jedna dziesiąta ludności), utrzymujący się z uprawy ziemi rolnicy porzucili pola, a połowa mieszkańców kraju nie przeżyje bez pomocy.

Ten liczący prawie 5 mln mieszkańców i niepodległy od 1960 r. kraj od początku uchodził za synonim biedy i upadku, a na jego historię składały się zbrojne przewroty i rządy krwawych tyranów, z których największą, złowrogą sławę zdobył Jean-Bedel Bokassa (1966-79).

WP
Polub WP Wiadomości
WP
WP