Stworzenie centrum w Berlinie forsują od ponad dwóch lat Erika Steinbach, przewodnicząca Związku Wypędzonych, i Peter Glotz, znany działacz SPD i Niemiec sudecki. Popiera ten pomysł Edmund Stoiber, premier Bawarii i - co zaskakujące, a na krótką metę bardziej niebezpieczne - Otto Schily, szef MSW i jeden z liderów SPD. Jednoznacznie przeciw opowiedzieli się zaś ostatnio kanclerz Gerhard Schreder, minister spraw zagranicznych Joschka Fischer i minister kultury Christina Weiss.
Tym samym ci drudzy dali nie tylko wyraz solidarności z ustawą Bundestagu sprzed roku, sformułowaną w podobnym duchu, i z niedawnym apelem Marcusa Meckela, pod którym podpisało się kilkadziesiąt osobistości Niemiec, Polski, Czech i Węgier, ale zgłosili polityczną gotowość włączenia się we wspólną europejską inicjatywę poświęconą refleksji nad tragicznym fenomenem wypędzeń, wywózek i przymusowych wysiedleń, które naznaczyły europejski wiek dwudziesty - stwierdza autorka.
W tej sytuacji - jej zdaniem - dalsze milczenie w owej sprawie polskich polityków najwyższej rangi - prezydenta, premiera, ministra spraw zagranicznych, ministra kultury czy marszałków Sejmu i Senatu - staje się niedopuszczalne. Dalsze uchylanie się naszych polityków od działania to świadoma zgoda na regres stosunków z Niemcami. Przysłuży się to nie tylko Erice Steinbach, ale nacjonalizmom w naszej części zjednoczonej Europy. Już dziś przekonuje o tym dramatyczna dyskusja w prasie niemieckiej, polskiej i czeskiej - pisze w "GW" Nawojka Cieślińska- Lobkowicz.