Willa Plus. Sprawdziliśmy, co się dzieje ze śledztwem
Po ponad 2,5 roku od wybuchu afery w sprawie Willi Plus śledztwo prokuratury trwa nadal. Nikt nie usłyszał zarzutów, a sprawa została przeniesiona z Warszawy do Radomia. Jak ustaliła Wirtualna Polska, śledczy badają także wątek "sprzeniewierzenia przyznanych środków przez beneficjentów programu lub ich wyłudzenie poprzez podanie nieprawdy we wnioskach".
Willa Plus to potoczna nazwa konkursu "Rozwój potencjału infrastrukturalnego podmiotów wspierających system oświaty i wychowania", który pod koniec listopada 2022 r. rozstrzygnięto w Ministerstwie Edukacji i Nauki pod rządami Przemysława Czarnka. Jak ujawnił TVN24, ok. 40 mln zł z budżetu państwa na zakup lub remont nieruchomości trafiło przede wszystkim do organizacji bliskich Prawu i Sprawiedliwości. W sumie pieniądze trafiły do 42 podmiotów. Ponad połowa z nich dostała negatywną opinię od ministerialnej komisji konkursowej.
Sprawę nagłośniły posłanki Koalicji Obywatelskiej Katarzyna Lubnauer i Krystyna Szumilas. I to one zawiadomiły prokuraturę w lutym 2023 r. Śledztwo najpierw prowadziła Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Sprawdziliśmy, na jakim jest etapie.
"Europa Zachodnia wyhodowała Putina". Czarnek o "zamachu smoleńskim" i wojnie w Ukrainie
- Decyzją Prokuratora Krajowego z 9 kwietnia 2025 roku śledztwo to przekazane zostało do dalszego prowadzenia Prokuraturze Okręgowej w Radomiu. Śledztwo prowadzone jest w sprawie, co oznacza, że do chwili obecnej nikomu nie zostały przedstawione zarzuty. Do tej pory przesłuchano w charakterze świadków szereg osób mających wiedzę na temat organizacji i przebiegu programu, ustalono listę podmiotów, beneficjentów programu, co do których kwestionowana jest zasadność przyznania wsparcia finansowego, i zgromadzono pełną dokumentację, dotyczącą procedowania wniosków o płatność z funduszu ówczesnego Ministerstwa Edukacji i Nauki – informuje Wirtualną Polskę Aneta Góźdź, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Radomiu.
I jak dodaje, Prokuratura kontynuuje czynności w sprawie, przesłuchuje świadków i gromadzi dowody w postaci dokumentów, analiz, opracowanych audytów. Głównym wątkiem w śledztwie jest ewentualne niedopełnienie obowiązków i przekroczenie uprawnień urzędniczych".
- Dodatkowym wątkiem w prowadzonym śledztwie jest także ten dotyczący ewentualnego sprzeniewierzenia przyznanych w funduszu środków przez beneficjentów programu lub ich wyłudzenie poprzez podanie nieprawdy we wnioskach o płatność – mówi prokurator Aneta Góźdź. Obecnie śledztwo przedłużone jest do 8 lutego 2026 r.
Jak informował w czerwcu ubiegłego roku resort, siedmiu na dziesięciu skontrolowanych beneficjentów tzw. Willi plus nie zrealizowało programu i naruszyło zapisy umowy. W ramach przeprowadzonego przez ministerstwo audytu udało się uzyskać zwroty w wysokości ok. 3,5 mln zł. Pieniądze zwróciły m.in. następujące podmioty: Pałac Saski w Kutnie, Polski Instytut Rozwoju Społecznego i Gospodarczego oraz Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej.
Przypomnijmy, że w pierwotnej wersji konkursu można było dostać od ministerstwa pieniądze na zakup wskazanej nieruchomości, by po pięciu latach zagospodarować go na dowolne, inne cele, np. gospodarcze. Po nagłośnieniu afery przez media udało się takim zapisom w umowach zapobiec, lecz program nie został wstrzymany.
Okazało się, że ówczesny minister Przemysław Czarnek (PIS) obdarzył sowitymi dotacjami z programu "Willa plus" trzy podmioty kościelne ze swojego regionu, czyli Lubelszczyzny. Kontrowersje budzi również dotacja w wysokości 4,5 mln dla fundacji Wolność i Demokracja, związanej z byłym ministrem w KPRM Michałem Dworczykiem (PiS). Podobnie było z dotacją 5 mln zł dla Fundacji Polska Wielki Projekt powiązanej z politykami PiS: byłym ministrem kultury Piotrem Glińskim oraz byłymi europosłami Zdzisławem Krasnodębskim i Ryszardem Legutko.
— Ta fundacja dostała 5 mln zł na zakup nieruchomości, dokładnie willi na warszawskim Mokotowie, która została zakupiona od Polskiego Holdingu Nieruchomości. Zaznaczę, że to spółka, gdzie 72 proc. kapitału to kapitał Skarbu Państwa, pod nadzorem ministra aktywów państwowych Jacka Sasina — mówiła wówczas posłanka KO Katarzyna Lubnauer. Dodała, że willa po upływie pięciu lat będzie mogła zostać wykorzystana w dowolnych celach, w tym komercyjnych.
Po wybuchu afery ówczesny szef MEiN Przemysław Czarnek argumentował, że resort "nie daje pieniędzy lewakom i komunistom, bo to jest sprzeczne z konstytucją"
- 40 milionów na 42 organizacje, średnio po kilkaset tysięcy złotych dla organizacji, które przedstawiły znakomite projekty edukacyjne i wspierania edukacji, które zostały wyłonione na podstawie przepisów prawa i dających prawo ministrowi edukacji do realizowania takiego programu. Wszystko jest i będzie zgodnie z prawem i dalej będziemy wspierać tego typu znakomite organizacje, a jednostki szkodliwe i lewackie żadnych pieniędzy z MEiN nie otrzymają – twierdził Przemysław Czarnek.
Innego zdania była Najwyższa Izba Kontroli, która prześwietliła program. Według kontrolerów, w sposób niegospodarny i niezgodny z warunkami konkursu wydano w ramach programu ok. 6 mln zł z 40 mln zł stanowiących jego całkowity budżet.
"Minister Przemysław Czarnek w konkursach grantowych rozdzielał pieniądze nierzetelnie, organizacjom nieuprawnionym do udziału w konkursach, fundacjom bez doświadczenia, mimo konfliktu interesów i negatywnych ocen ekspertów, których sam powołał. I opłacił ich blisko milionem złotych. Jednej organizacji MEiN dwa razy wypłacił ponad 3 miliony złotych przez pomyłkę wywołaną… stresem urzędników" – czytamy w raporcie kontroli NIK.
Sylwester Ruszkiewicz, dziennikarz Wirtualnej Polski