Na pierwszy rzut oka sprawa wygląda humorystycznie. Wiele wskazuje bowiem na to, że Nowak – facet, którego prawie nikt nie traktuje poważnie, przewodnik górski, hotelarz, w latach 1993-1997 poseł Unii Pracy, później związany z Samoobroną, od połowy lat 90. nawiedzony, jak mówią ci, którzy się z nim zetknęli osobiście, przeciwnik sekt i nowych ruchów religijnych, obśmiany w wielu publikacjach prasowych, a od roku otoczony swoistą anatemą przez siedem profesjonalnych ośrodków informacji o sektach, które uznały, że nie ma on żadnych kwalifikacji, by zajmować się tak skomplikowaną tematyką – wyczuł obecną koniunkturę polityczną i pragnie wpisać się w nurt pełzającej cenzury, przy okazji dając upust osobistym strachom. Na drugi rzut oka sprawa się jednak gmatwa: na liście Nowaka, która ma być tajna i trafić tylko do wybranych ministerstw, sądów, policji, parlamentarzystów i nauczycieli, mają się znaleźć nie tylko ci artyści, którzy tradycyjnie budują swój image na symbolice horroru, ale także tacy, których o
jakiekolwiek związki z diabłem trudno posądzić, jak choćby nieistniejące już grupy Sex Pistols, The Doors, Led Zeppelin czy reaktywowana niedawno przez Stinga The Police, ale też – tak, tak! – polscy Trubadurzy, Myslovitz, a nawet Jan Borysewicz, satanista jak się patrzy! Nowak bowiem mówi tak: do dziś polska rzeczywistość kulturalna żyła w niewiedzy, kto zaraża społeczeństwo diabelskimi treściami, ale ja ją oświecę. I oświeca: że sprawę bada od kilku lat; że namierzył przynajmniej 80 zachodnich i polskich zespołów satanicznych; że to „ideologia śmierci”; że dawniej kult szatana był mikry, ale teraz jest powszechny i działa „pod płaszczykiem”... Jeśli dodamy do tego, że Nowak swego czasu nazwał modelowym satanistą Jurka Owsiaka, a w czasie organizowanej przez tego tropiciela demonów akcji „Lato bez sekt” zaatakowano kijami, łańcuchami i kamieniami grupę ekologów – jasne staje się, z jakim typem mamy do czynienia.