Dwa krzyże - katolicki i prawosławny - w gminie Zabłudów © WP.PL | Daniel Gnap

We wsi stoją dwa krzyże. Dwóch religii. I łączą. I dzielą

Katolicy i prawosławni żyją tu obok siebie. Po niedzielnych nabożeństwach spotykają się wspólnie w miejscu wyjątkowym, stojącym między świątyniami. Ta niepozorna, drewniana budka sprawia, że znikają waśnie i spory. Łączy. Ale religie potrafią podzielić.

Podlaska gmina Zabłudów usłana jest krzyżami. Widok nietypowy, bo nie są to pojedyncze krzyże katolickie. Obok takich, ramię w ramię, stoją inne. Prawosławne.

Dwa krzyże. Na początkach i końcach wsi oraz miast.

- Religia ma tu dominujące znaczenie. Mamy świadomość, że żyją wśród nas i katolicy i prawosławni. Miesza się język polski i język białoruski - mówi mieszkanka Zabłudowa. I dodaje: - Ludzie sami zwracają na to uwagę - jestem katolikiem, jestem prawosławny. Identyfikują swoją osobę z religią. To jednych łączy. Innych - dzieli.

Obraz
© WP.PL | Daniel Gnap

Zabłudów to miasto małe. Ma zaledwie jedną główną ulicę. Przy niej stoi kościół. Kilka metrów dalej - cerkiew. A między nimi drewniana budka z lodami.

Lody Wasilewscy jest znaną na cały powiat lodziarnią. Z tradycją przekazywaną z pokolenia na pokolenie. To miejsce spotkań. Miejsce, które łączy tych niepołączonych. Tych, których jednak coś ciągle dzieli.

W każdą niedzielę połowa miasta idzie do kościoła, a druga połowa udaje się do cerkwi. Po nabożeństwach wszyscy spotykają się przed lodziarnią. Plotkują i jedzą pyszne desery. Waśnie i spory odchodzą w niepamięć. Jest jedność.

Dziś budka jest zamknięta.

Obraz
© WP.PL | Daniel Gnap

Wierni na wagę złota

W Zabłudowie mieszka niespełna 2,5 tys. osób. Założycielem miasta w XVI wieku był Grzegorz Chodkiewicz. I co istotne, był prawosławny. Ufundował cerkiew prawosławną, ale i kościół rzymskokatolicki. Chodkiewiczowi zależało, by wiarę prawosławną krzewić, więc sprowadził z Rosji do miasta pierwszych drukarzy. Drukowali psałterze i ewangelie w języku staro-cerkiewno-słowiańskim

Chodkiewicz zmarł, drukarnię przeniesiono do innego miasta, a Zabłudów trafił w ręce kalwinów. Krzysztof II Radziwiłł w XVII wieku wybudował w mieście zbór kalwiński. Dał też zgodę Żydom na wzniesienie monastyru. Jednocześnie asygnował kwoty i na kościół, i na cerkiew.

Obraz
© WP.PL | Daniel Gnap

Jedna z historycznych anegdot mówi, że duchowni - katoliccy i prawosławni - walczyli wówczas o wiernych. Kiedy do katolickiego proboszcza przychodziły pary dwóch wyznań mówił: "ślub kościelny, zmienia wiarę i koniec!". Przyglądając się temu prawosławny batiuszka zaczął stawiać ten sam warunek - "chcecie ślubu w cerkwi, to zmieńcie wiarę na prawosławie".

Anegdota ma krwawy finał. Jeden z duchownych pobił mieszkańca drugiej wiary do pierwszej krwi. Podobno z nerwów spowodowanych sporem i walką o wiernych.

Łączy

Robert Wasilewski, właściciel lodziarni, mieszka obok cerkwi. Dosłownie obok. Jego dom jest pierwszym przy świątyni, a najbliższym sąsiadem - batiuszka.

Wasilewski otwiera drzwi. Nogę ma zablokowaną w ortezie. Mówi, że lodziarnię zamknął wcześniej, bo miał drobny wypadek. A sezon i tak już zbliżał się ku końcowi.

Interes prowadzi od 30 lat. Przejął go po teściu, Kazimierzu Frejdzie. Sposób wytworzenia i wszystkie tajniki Kazimierz uzyskał od starego cukiernika z carskiej Rosji, który do Zabłudowa przywędrował po rewolucji w 1905 roku. - Ponoć było wtedy takich lodziarzy pięciu. On był najbiedniejszy. Dużo pił, ale lody robił najpyszniejsze. Wszyscy do niego przyjeżdżali. I mój teść mu pomagał. Cukiernik zmarł, a teść przejął lodziarnię - mówi Robert Wasilewski.

Obraz
© WP.PL | Daniel Gnap

Ma trzech synów. Każdy z nich jest nauczony wytwarzania lodów. Robert podkreśla kilkukrotnie, że to właśnie wytwarzanie, a nie produkcja. - Ja masowo nie robię. Zależy mi, żeby utrzymać jakość. Wiem, że przyjeżdżają do mnie z całego regionu. Chcę po prostu zadowolić ludzi. To cudowna rzecz, jak mówią, że lody są pyszne, że przypominają dzieciństwo - dodaje.

Szacunek sąsiedzki

Kolejka po lody ustawia się przed lodziarnią od jej powstania. Po niedzielnych mszach przychodzą tu wierni. Katolicy i prawosławni. To jak rytuał. Dobry zwyczaj, który łączy. I w relacjach sąsiedzkich to widać. Żyje im się obok po prostu dobrze.

- Ja jestem katoliczką.
- A ja jestem prawosławna.
- Przez ulicę mieszkałyśmy długie lata. Zawsze żyłyśmy bardzo dobrze. Z trzech stron miałam sąsiadów prawosławnych. Kiedyś za dzieciaka były zwyczaje, że były w innym czasie święta. Moja mama zawsze ciasto piekła i roznosiłyśmy je do sąsiadów. A potem było odwrotnie. Oni nam przynosili to ciasto. U nas zgoda, że nie wiadomo.

Inna mieszkanka Zabłudowa, katoliczka, mówi: - Jeśli mój sąsiad jest prawosławny i ma święto, to nie wykonuję większych prac wtedy. Nie wożę obornika, nie piłuję drzew. Robię inne prace, by nie utrudniać świętowania.
- Ja robię tak samo - dodaje prawosławna kobieta. - Mam bardzo wierzącą sąsiadkę-katoliczkę. W ich święta nie robimy nic głośnego. Po prostu szanujemy się nawzajem - podkreśla.

Obraz
© WP.PL | Daniel Gnap

Dzieli

Robert pytany o dwie współistniejące na tak małym terenie religie, mówi: - Ja sam, na przykładzie swoich rodziców wiem, jak to może podzielić.

Bo to właśnie w życiu rodzinnym, a nie sąsiedzkim, religia ma znaczenie dominujące. To jak tradycja kultywowana z pokolenia na pokolenie.

Mama Roberta była prawosławna. Ojciec - katolik. - Młodzi, po 17 lat, zakochali się. No i co religia, jaka religia, kiedy miłość nie zna granic. To nie miało dla nich znaczenia. W tamtych czasach małżeństwa by jednak nie było, gdyby nie przeszli na jedną wiarę. I mama została katoliczką - opowiada Robert.

- Ojciec mojej mamy ją wyklął. Powiedział, że nie ma miejsca dla niej w domu, bo wyszła za katolika. Nawet na ślubie własnej córki go nie było - wyznaje.

Spór w rodzinie trwał lata. Kobieta miała kontakt tylko z matką. Do domu nie przyjeżdżała. Ojciec był z nią na wojnie. Przełom w końcu przyszedł, kiedy Robert miał niespełna pół roku.

Obraz
© WP.PL | Daniel Gnap

Mieszane nadal nie nasze

Takich historii usłyszeliśmy kilka. O katolikach, którzy nie chcieli prawosławnego w rodzinie. I prawosławnych, którzy nie chcieli katolika. O zmienianiu wiary i urwanych przez to kontaktach. I wyrzucaniu z domu.

Teraz bardzo często zawierane są małżeństwa mieszane. Nie trzeba zmieniać wiary, by przyjąć ten sakrament. Młodzi dogadują się i biorą ślub w cerkwi lub w kościele. Ale mimo to nacisk rodzin bywa ogromny. - To się dzieje z obu stron. "Bądźcie katolikami", "musicie być prawosławni". Krewnym zależy, żeby religia została w rodzinie. Bo jeśli młodzi się nie dogadają, to często kończy się tak, że przestają praktykować. I nie chodzą ani do cerkwi, ani do kościoła - tłumaczy nam jedna z mieszkanek.

Przez Zabłudów przechadza się kobieta, lat około pięćdziesiąt. - Ja uznaję tylko katolików, nikogo więcej. Nie obchodzi mnie żadna inna wiara - stwierdza. Ucieka. Na odchodne rzuca jeszcze: - Mam synową prawosławną. Nie chcę o tych ludziach słyszeć.

Żona Wasilewskiego całą dyskusję podsumowuje: - Starajmy się w tych trudnych warunkach wspólnie żyć. Wspólnie szanować. To jest najważniejsze. Nie możemy się dzielić, trzeba się szanować, ludzi mimo różnic jednoczyć. Uprzedzenia są wszędzie. I tak jest tutaj. Ale po co?

Obraz
© WP.PL | Daniel Gnap

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Wybrane dla Ciebie
Pleśń, grzyb i przeciekający dach. Fatalne warunki, zaczęli akcję
Pleśń, grzyb i przeciekający dach. Fatalne warunki, zaczęli akcję
Kazachstan odgraża się Ukrainie. Zaatakowali kluczowy terminal
Kazachstan odgraża się Ukrainie. Zaatakowali kluczowy terminal
Katastrofalne powodzie na Sumatrze. Liczba ofiar rośnie
Katastrofalne powodzie na Sumatrze. Liczba ofiar rośnie
Mówi, kto może objąć władzę po Trumpie. "Będzie gorzej"
Mówi, kto może objąć władzę po Trumpie. "Będzie gorzej"
Ambasador Ukrainy dziękuje Polsce. To po decyzji Nawrockiego
Ambasador Ukrainy dziękuje Polsce. To po decyzji Nawrockiego
Rozmowy pokojowe rozpoczęte
Rozmowy pokojowe rozpoczęte
Droższe parkowanie w Zakopanem. Płacić trzeba będzie w weekendy
Droższe parkowanie w Zakopanem. Płacić trzeba będzie w weekendy
Spięcia o politykę zagraniczną. Tusk pisze o zasadzie
Spięcia o politykę zagraniczną. Tusk pisze o zasadzie
Pijany mężczyzna leżał na torach. Maszynista zdążył wyhamować
Pijany mężczyzna leżał na torach. Maszynista zdążył wyhamować
Militarne plany Rosji. Wydatki na armię sięgną rekordowych poziomów
Militarne plany Rosji. Wydatki na armię sięgną rekordowych poziomów
Kwaśniewski o błędzie Putina. "Rozebrał się do naga i pokazał prawdę"
Kwaśniewski o błędzie Putina. "Rozebrał się do naga i pokazał prawdę"
Rośnie liczba ofiar pożaru w Hongkongu. A może jeszcze wzrosnąć
Rośnie liczba ofiar pożaru w Hongkongu. A może jeszcze wzrosnąć