Trwa ładowanie...
d1cxvej

Waldemar Kuczyński: PiS to nie gąska, lecz muchomor sromotnikowy!

30 października stanął przed nami PiS, i narosły wokół niego ruch, nago. Zobaczyliśmy raz jeszcze groźną siłę, która z uporem pcha Polskę w jakiś dramat. Nie było nie ma i nie będzie innego PiS, niż ten, który ujrzeliśmy w miniony wtorek. To ruch zatruwający kraj, w czasach dla Polski najlepszych od trzech stuleci - pisze Waldemar Kuczyński w felietonie dla Wirtualnej Polski.
Share
Prezes PiS Jarosław Kaczyński, poseł PiS Antoni Macierewicz oraz rzecznik PiS Adam Hofman
Prezes PiS Jarosław Kaczyński, poseł PiS Antoni Macierewicz oraz rzecznik PiS Adam HofmanŹródło: PAP, Fot: Tomasz Gzell
d1cxvej

Przeczytaj wcześniejsze felietony tego publicysty

Za każdym razem, gdy PiS-owski muchomor sromotnikowy zaczyna się przebierać za smakowitą, zielonkawą gąskę, towarzyszkę wesołych zakrapianych biesiad, pojawia się wiele głosów ulgi. No! Może wreszcie mądrzeją. I nadziei, że teraz będą normalni, merytoryczni, nie smoleńscy, helowi, trotylowi. O tacy glińscy.

Chociaż Pan Gliński, wypowiadając się 30 października już nie był gliński. Był kaczyński, jak każdy avatar Prezesa. Bo też każdy, kto dostaje się w jego pobliże, czy w jakikolwiek sposób zaczyna od niego zależeć, nie zachowa własnej osobowości. Musi ją z siebie wyjąć, ewentualnie owinąć w serwetkę, posypać naftaliną i schować do szafy. Będzie mógł sięgnąć po nią, jak wyleci poza krąg osobowej dezaktywacji przez niełaskę prezesa lub z nadmiaru mdłości. W otoczeniu szefa PiS może istnieć tylko jego osobowość.

d1cxvej

To, co się stało 30 października było fantastycznym zjawiskiem ze sfery psychologii głębi. Oto z dziennikarza "Rzeczpospolitej" i jej redaktora naczelnego, a prawie zaraz potem z dziennikarza "Uważam Rze" i z wszystkich mediów od Rzepy na prawo wytrysnął gejzer, ba prawie wulkan spełnienia.

Yes! Yes! Yes! Mamy trotyl, był zamach. Tak jest, zamordowali największego prezydenta w historii Polski i 95 no, mniej już ważnych! Ten wytrysk to był objaw trzy lata trwającego i tłumionego, ale nie podlegającego zwątpieniu marzenia, błagania o cud spisku i zamachu. I się spełnił! Tak trysnęło, że Bronisław Wildstein już wezwał naród na ulice, by dopaść zbrodniarzy. Ujawnił pragnienie powszechne w plemieniu PiS-owskim. Nie tylko zdobyć władzę.

O, to za mało! Załatwić tych, co uważają inaczej za pomocą ulicy, przez jak napisał inny PiS-owiec ataki na budynki publiczne i podpalanie ich 11 listopada. A potem przez specustawę, zapowiedzianą przez Prezesa, która ma wykryć, że był zamach. Tak, jak miano wykryć Układ, wyjść na lewicę, czy na Barbarę Blidę.

I to pragnienie, by zdobyć władzę przez wpędzenie kraju w uliczną awanturę, w zamęt zobaczyliśmy także w sejmie. W PiS-owskim sabacie, z paskudnym udziałem kilku rodzin ofiar katastrofy. Dzięki Ci Rzepo, wyciągnęłaś, jak trafnie napisał Paweł Wroński w "Gazecie Wyborczej" zawleczkę z Kaczyńskiego. Ujrzeliśmy psychiczną głębię Prezesa wywaloną na widok publiczny; demakijaż, demaskację. "W interesie naszej partii byłoby najlepiej gdyby wszystko w Polsce zgniło do końca". To jego słowa z ostatniego pobytu w Bydgoszczy. Oczywiście okraszone patriotyczną deklaracją dla kamuflażu. Przypomniało mi się, jak dwa dni wcześniej polemizowałem na Twitterze z autorem "Polityki", twierdzącym, że po wygranej Kaczyński porzuci temat "smoleński". Boże, jak groźna w skutkach może być naiwność, gdy się upowszechnia.

d1cxvej

30 października stanął przed nami PiS, i narosły wokół niego ruch, nago. W niewyobrażalnej nienawiści do obecnego państwa i do tych, których uważa się za popierających to państwo, którzy są lemingami. Zobaczyliśmy raz jeszcze groźną siłę, która z uporem pcha Polskę w jakiś dramat. Nie było nie ma i nie będzie innego PiS, niż ten, który ujrzeliśmy w miniony wtorek. To ruch zatruwający kraj, w czasach dla Polski najlepszych od trzech stuleci. Właśnie muchomor sromotnikowy, który nam tu urósł.

Waldemar Kuczyński specjalnie dla Wirtualnej Polski

d1cxvej

Podziel się opinią

Share
d1cxvej
d1cxvej
Więcej tematów