Trwa ładowanie...

Ukraiński kościół świętuje autonomię. Polska cerkiew razem z Moskwą

W wigilię świąt Bożego Narodzenia prawosławna schizma stała się faktem i Kościół Prawosławny Ukrainy otrzymał tomos potwierdzający autokefalię. To wydarzenie historyczne i geopolityczne. Ale polska cerkiew stanęła w nim po stronie Moskwy.

Share
Ukraiński kościół świętuje autonomię. Polska cerkiew razem z MoskwąŹródło: PAP/EPA
d49izua

W poniedziałek rosyjski prezydent Władimir Putin świętował Boże Narodzenie zgodnie z tradycją rozpoczętą przez carów: wystrzałem z armaty (a właściwie haubicy). Jednak w tym roku święta na Kremlu są wyjątkowo mało radosne. Dzień wcześniej patriarcha Konstantynopola Bartłomiej wręczył Epifaniuszowi, głowie nowo utworzonego Kościoła Prawosławnego Ukrainy tomos, czyli dokument potwierdzający autonomię. W ten sposób potwierdzona została schizma i ogłoszona niepodległość ukraińskiego prawosławia od Moskwy.

To zmiana nie tylko religijna. Nie przez przypadek w ceremonii uczestniczył ukraiński prezydent Petro Poroszenko, który oznajmił, że Ukraińcy czekali na ten moment przez "tysiące lat" i wylewnie dziękował Bogu za to wydarzenie. Jego słowa to oczywiście przesada, ale mimo to podkreślają znaczenie tego momentu. Choć Poroszenko dał się poznać jako człowiek religijny, to jako przywódca Ukrainy liczy też na polityczny efekt schizmy. Efekt podobny do tego, jaki schizma 1054 roku miała dla losów prawosławnej i katolickiej części Europy.

Wyzwolenie spod wpływów Moskwy nie jest jednak całkowite. Do ukraińskiego Kościoła - powstałego z połączenia Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego oraz Ukraińskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego uznały dotychczas jedynie 23 ukraińskie parafie podległe Moskwie. Mimo to, decyzja Bartłomieja, najważniejszego patriarchy prawosławia, została przyjęta w Rosji z dużym niezadowoleniem.

d49izua

Moskiewski patriarcha Cyryl poświęcił wydarzeniu poniedziałkową homilię, mówiąc o "brutalnej ingerencji" ukraińskiego prezydenta w życie Kościoła i lamentując nad brakiem rozdziału Kościoła od państwa na Ukrainie, która "wydaje się być krajem aspirującym do Europy".

Co ciekawe, po stronie Moskwy w sporze z Konstantynopolem stanęła także polska cerkiew, która jako jedyna poza serbską wystąpiła przeciwko Bartłomiejowi. Głowa cerkwi w Polsce, abp Sawa, stwierdził wprawdzie, że nie robi tego ze względów politycznych i nie jest przeciwnikiem autokefalii dla ukraińskiego Kościoła. Swoją decyzję uzasadniał względami kanonicznymi.

- Jestem zdania, iż każdy naród ma prawo do swojej samodzielnej cerkwi. Od początku, gdy pojawiła się kwestia autokefalii dla Ukrainy, byłem za, ale na warunkach przyjętych w naszym cerkiewnym prawie - tłumaczył w wywiadzie dla "Polityki". Dodał, że tylko Patriarchat Moskiewski mógł nadać autonomię Kijowowi - ale i tak dopiero, kiedy "rozłamowcy wyrażą skruchę i odbędą pokutę". Dlatego Sawa apelował o odłożenie przyznania tomosu.

Nie wszyscy jednak podzielają tę argumentację. Igor Hrywna, dziennikarz portalu ukraincy.wm.pl, stwierdził, że polski hierarcha "wpisał się w cerkiewną i polityczną linię Moskwy". Wątpliwości co do aktywności abp. Sawy miał też Dariusz Płochocki, politolog i znawca prawosławia.

d49izua

- Aktywność medialna metropolity warszawskiego i całej Polski, a przynajmniej cytowalność jego słów mocno wzrosła i nie jestem do końca przekonany, czy jest się w tym temacie z czego cieszyć - skomentował na Twitterze ostatni wywiad metropolity. Jak dodał, mimo że za sprawą Sawy powstał "triumwirat prawosławny Warszawa-Moskwa-Belgrad".

"Chociaż więcej cerkwi jest przynajmniej sceptyczna do tego co dzieje się z tomosem, ale jednocześnie daleka do wychodzenia przed szereg jak metropolita Sawa" - podsumował Płochocki.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d49izua
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

WP Wiadomości na:

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d49izua
Więcej tematów