Ukraińcy narzekają na szkolenia NATO. Nie są to nowe zarzuty [OPINIA]
Ukraińscy żołnierze zwracają uwagę, że szkolenia prowadzone przez instruktorów NATO mają być ich zdaniem nieadekwatne do potrzeb frontu w Ukrainie. Nie są to nowe zarzuty. Pierwsze pojawiły się już w 2023 r. Nie świadczy to w mojej ocenie najlepiej o armiach Sojuszu - pisze w opinii dla Wirtualnej Polski Sławek Zagórski.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Zarzuty o skuteczność szkoleń, które ukraińscy żołnierze przechodzą w państwach członkowskich Sojuszu, oraz o ich adekwatność do realiów wojny, która toczy się na wschodzie kraju, pojawiły się już w połowie 2023 r., kiedy pierwsi ukraińscy żołnierze zaczęli trafiać na poligony w Polsce, Niemczech czy Wielkiej Brytanii.
Wielu uczestników kursów ma powracać z zagranicy z przekonaniem, że choć wiedza zdobyta na szkoleniach jest wartościowa, nie odpowiada w pełni warunkom współczesnego pola bitwy, szczególnie w kontekście działań z udziałem bezzałogowych systemów powietrznych.
Zaznaczmy jednak: polskie Ministerstwo Obrony Narodowej odpowiada, że nie otrzymało z Ukrainy żadnych sygnałów wskazujących na niedostosowanie programów do potrzeb uczestników.
W rozmowie z WP również gen. Stanisław Czosnek nie zgadza się z zarzutami Ukraińców przypomnianymi niedawno przez BBC. To BBC opublikowało drwiące stwierdzenie jednego z uczestników szkolenia, który anonimowo ogłosił, że szkolenia prowadzone przez Polaków oparte są rzekomo na "podręcznikach grunwaldzkich z 1410 r." - To, że Ukraina trwa nadal i walczy, jest zasługą Polski - odpowiada zastępca szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.
W mojej ocenie problem jednak istnieje. Szkolenia prowadzone w państwach NATO od lat koncentrują się na doświadczeniach wynikających z misji ekspedycyjnych w Iraku, Afganistanie i innych konfliktach asymetrycznych. Programy treningowe zakładają, że żołnierze działają w środowisku, w którym przewaga technologiczna i informacyjna pozostaje po stronie koalicji.
Instruktorzy uczą przede wszystkim manewru drużynowego, współpracy w zespołach, prowadzenia patroli, działań w terenie zabudowanym oraz reagowania na typowe zagrożenia napotykane w strefach okupowanych przez przeciwnika o ograniczonych możliwościach technicznych.
Przeczytaj również: "Cicha mobilizacja". Putin ściąga rezerwistów
Szkolenie obejmuje również działania związane z rozpoznaniem przeciwpartyzanckim, kontrolą dróg i konwojów oraz prowadzeniem operacji przy minimalnym wsparciu artyleryjskim. To przygotowanie dobrze sprawdzało się w warunkach, w których każda jednostka mogła liczyć na stałe wsparcie lotnicze i logistyczne oraz względne bezpieczeństwo strefy działania.
Nowoczesna wojna
Rzeczywistość frontu ukraińskiego wygląda jednak zupełnie inaczej. Na linii kontaktu obowiązują stałe zagrożenia wynikające z artyleryjskiego i lotniczego nadzoru przeciwnika, a każda aktywność może być natychmiast wykryta przez bezzałogowe systemy rozpoznawcze i uderzeniowe.
Walki prowadzone są nie tylko w otwartym terenie, ale także w warunkach rozległych okopów, rowów i fortyfikacji polowych. Ukraińcy wskazują, że większość programów szkoleniowych zakłada działania manewrowe, podczas gdy w praktyce na froncie konieczna jest umiejętność operowania małymi zespołami, wykonywania krótkich przemieszczeń, błyskawicznego maskowania pozycji oraz działania w warunkach pełnej obserwowalności. Tradycyjna taktyka z misji ekspedycyjnych nie przygotowuje ich do permanentnego zagrożenia dronowego ani do konieczności prowadzenia szybkiej improwizacji w czasie realnego kontaktu ogniowego.
Znaczenie tego rozdźwięku staje się najbardziej widoczne w przypadku użycia bezzałogowych systemów powietrznych. Ukraińcy, którzy od początku wojny adaptowali drony cywilne do zastosowań bojowych, wypracowali własną doktrynę, w której bezzałogowce pełnią rolę zarówno wywiadowczą, jak i uderzeniową. Drony FPV pozwalają na natychmiastowe korygowanie ognia artyleryjskiego, prowadzenie precyzyjnych ataków na kolumny wroga i wspieranie działań małych grup piechoty.
Zachodnie kursy szkoleniowe, choć w ostatnich latach uwzględniają w pewnym stopniu elementy walki elektronicznej i przeciwdziałania dronom, wciąż nie nadążają za tempem innowacji, które wprowadza strona ukraińska. Żołnierze wracający z poligonów NATO podkreślają, że znaczna część procedur przewidzianych w podręcznikach i symulacjach jest mało przydatna w realiach codziennej walki - dziś, podkreślmy, liczy się szybkość decyzji, rozproszenie, nieprzewidywalność działań i zdolność do reagowania na dynamicznie zmieniające się sytuacje.
Brak zrozumienia
Problem nie ogranicza się tylko do umiejętności operacyjnych. Równie istotne są kwestie logistyczne i sprzętowe. Ukraina otrzymuje szeroki wachlarz uzbrojenia z różnych państw NATO, co w praktyce oznacza konieczność szybkiej adaptacji do nowych systemów, integracji ich z istniejącą strukturą sił oraz przeszkolenia żołnierzy w ich obsłudze.
Brak standaryzacji i różnorodność sprzętu, od transporterów opancerzonych po systemy artyleryjskie i drony, utrudniają pełne wykorzystanie wiedzy zdobytej na kursach zagranicznych. W konsekwencji część procedur, które w szkoleniach działały doskonale, w warunkach rzeczywistej walki wymaga modyfikacji, często improwizowanej przez same oddziały.
Czytaj więcej: Morale ukraińskich żołnierzy słabnie. Zaczęło się od jedzenia - gorszego niż dla psów
Sami Ukraińcy oceniają, że wojna, którą prowadzą, różni się od tych, dla których przygotowywano żołnierzy NATO w ostatnich 20 latach. Nie chodzi jedynie o intensywność walk czy skalę użycia artylerii. Różnica dotyczy charakteru pola bitwy, stopnia nasycenia go zaawansowanymi systemami obserwacji i uderzenia, oraz konieczności działań w warunkach całkowitej przejrzystości. Każde opóźnienie, błąd w maskowaniu czy niedostosowanie procedur może kosztować życie.
To, co w Iraku i Afganistanie było prostym zadaniem przewiezienia zaopatrzenia między bazami, na Ukrainie staje się bezpośrednim zagrożeniem dla życia i efektywności bojowej jednostki.
Wnioski płynące z tego doświadczenia są jednoznaczne: zachodnie systemy szkoleniowe muszą adaptować się do nowej rzeczywistości, w której dominują drony, szybkie decyzje w rozproszonych zespołach i permanentna obserwowalność pola walki.
Dotychczasowe doświadczenia NATO, choć cenne, nie wystarczają do przygotowania żołnierzy do wojen przyszłości, które Ukraina w praktyce już prowadzi. Konieczne są zmiany w podejściu do szkoleń, większy nacisk na operowanie w środowisku zdominowanym przez bezzałogowce, adaptacyjne procedury artyleryjskie, rozproszone dowodzenie i szybkie reagowanie na zagrożenia dynamiczne.
Zadziwiające, że armie NATO - mimo podobno licznych ukraińskich raportów - nadal tak wolno adaptują się do zmieniających się warunków na froncie. Doświadczenie Ukraińców pokazuje, że wojna XXI wieku nie przypomina dawnych konfliktów ekspedycyjnych i wymaga od sił zbrojnych NATO zarówno elastyczności, jak i szybkiego wdrażania nowych metod szkoleniowych, które odzwierciedlają realia pola bitwy, a nie przestarzałe podręczniki.
Ewidentnie w mojej ocenie wdrażanie nowych procedur w armiach NATO poważnie kuleje. Poprawy nie widać, choć pierwsze uwagi pojawiły się ponad dwa lata temu.
Sławek Zagórski dla Wirtualnej Polski