Sankcje w końcu zabolały Rosję. Właśnie uderzyły w jej zbrojeniówkę
Sankcje nałożone na Rosję nie zmieniają jej gospodarki z dnia na dzień, choć zachodnia opinia publiczna często oczekuje natychmiastowej zapaści. To tak nie działa, ale efekty w końcu są widoczne. Poważne problemy zaczynają się właśnie w rosyjskim przemyśle zbrojeniowym, który planuje zwolnienia grupowe.
Sankcje może nie są rychliwe, ale kiedy zaczynają już działać, to uderzają tak, że faktycznie zaczyna boleć. To nie jest natychmiastowy upadek, ale stopniowe osłabianie możliwości, które zaczynają coraz bardziej doskwierać.
W przypadku rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego ich efekt jest rozłożony w czasie i ujawnia się przede wszystkim tam, gdzie łańcuchy dostaw i finanse mają najmniejszą elastyczność. Rosyjskie firmy zbrojeniowe wciąż oczywiście działają, ale skutkują rosnącą presją na koszty, ograniczaniem inwestycji i wprowadzaniem rozwiązań, które mają pozwolić przetrwać w warunkach chronicznego niedoboru technologii, komponentów i kapitału.
Zachodnie restrykcje przede wszystkim odcinają Rosję od nowoczesnych technologii i finansowania, a to przekłada się na powolne zużywanie rezerw oraz narastające problemy z utrzymaniem dotychczasowego tempa produkcji. Efekty zaczęły być widoczne dopiero w 2025 r. i objawiły się pierwszymi masowymi ograniczeniami zatrudnienia, restrukturyzacją zakładów, a także zmianami na rynku pracy.
Były ambasador RP: upadek Putina może wywołać rozpad Rosji
Według analiz niezależnych rosyjskich mediów w sierpniu 2025 r. średnie wynagrodzenia oferowane w ogłoszeniach branży obronnej były o ok. 10 proc. niższe niż rok wcześniej, a samych ofert pojawiło się zauważalnie mniej. To sygnał, że przedsiębiorstwa nie tylko nie zwiększają mocy produkcyjnych, ale wręcz przygotowują się na dłuższy okres spowolnienia i konieczność dalszego ograniczania kosztów.
Zwolnienia grupowe
Najbardziej namacalnym dowodem na to, że sankcje zaczęły działać, są decyzje o redukcjach zatrudnienia w firmach, które dotąd uchodziły za nietykalne, bo funkcjonowały w najbardziej uprzywilejowanej części rosyjskiej gospodarki. UralWagonZawod, największy producent czołgów w Federacji Rosyjskiej, zapowiedział zwolnienie ok. 10 proc. załogi.
Zakład zlokalizowany w Niżnym Tagile, który od początku pełnoskalowej inwazji był jednym z filarów rosyjskiego kompleksu zbrojeniowego, w listopadzie ogłosił restrukturyzację mającą obniżyć koszty. Według oficjalnych komunikatów prasowych, całkowite wstrzymanie nowego zatrudniania nastąpi w najbliższych miesiącach. W mediach społecznościowych i regionalnych doniesieniach pojawiają się informacje, że w niektórych wydziałach fabryki cięcia mogą być znacznie głębsze, co wskazuje na silne zróżnicowanie skali redukcji między działami produkcyjnymi a administracją.
Z kolei Zjednoczona Korporacja Lotnicza, konglomerat skupiający największe rosyjskie zakłady lotnicze, odpowiedzialny za projektowanie i produkcję samolotów wojskowych i cywilnych, zapowiedziała znaczącą redukcję personelu administracyjnego. Zwolnionych ma zostać ok. 1,5 tys. etatów menedżerskich. Głównie tych odpowiedzialnych dotychczas za sprzedaż międzynarodową. Firma tłumaczy, że to element programu optymalizacji, zwrócenia się głównie na rynek wewnętrzny, który jest wystarczająco duży, i zwiększania efektywności produkcji.
Ostatnim z wielkich producentów, który poinformował o zwolnieniach, jest Aszyńska Fabryka Metalurgiczna. To zakład specjalizujący się w produkcji stopów i stali dla przemysłu ciężkiego i obronnego, w tym gatunków używanych w konstrukcjach lotniczych. W październiku fabryka ogłosiła zawieszenie działalności wydziału produkującego stal nierdzewną i specjalne stopy oraz plan zwolnienia ponad 300 pracowników do końca roku.
Decyzja ma związek z malejącymi zamówieniami i problemami z opłacalnością produkcji. Zamknięcie tego wydziału ma szczególne znaczenie, bo ogranicza krajowe możliwości dostaw specjalistycznych materiałów dla sektora lotniczego i zbrojeniowego. To z kolei przełoży się na i tak niewielką produkcję lotniczą Zjednoczonej Korporacji Lotniczej.
Do tego należy wziąć pod uwagę kooperantów, którzy również zaczęli zwalniać pracowników lub proponować im zmniejszenie zarobków. Finansowe eldorado w przemyśle zbrojeniowym i armii powoli się kończy. Kreml dłużej nie jest w stanie utrzymać tak wysokiego poziomu zarobków. A może być tylko gorzej.
Sankcje działają
Zmniejszenie wynagrodzeń w ogłoszeniach oraz fala zwolnień spowodowane są gwałtownym zwiększeniem kosztów pracy, nałożonymi sankcjami i rosnącymi trudnościami w utrzymaniu dostaw surowców i podzespołów. Rosyjskie firmy zbrojeniowe są finansowane głównie z budżetu państwa, ale nawet w tych warunkach muszą wykazać określoną efektywność i zmieścić się w narzuconych limitach.
Coraz droższe surowce, konieczność korzystania z gorszych zamienników importowanych części oraz spadek jakości części dostarczanych przez nowych dostawców z Azji sprawiają, że zakłady zaczynają ciąć to, co mogą najszybciej, czyli koszty osobowe. Obniżanie wynagrodzeń w ofertach pracy jest odzwierciedleniem sytuacji, w której firmy nie są w stanie konkurować o pracowników tak jak w pierwszych dwóch latach wojny, kiedy popyt na robotników produkcyjnych był ogromny.
Zwolnienia wynikają również z faktu, że część zakładów nie jest w stanie utrzymać dotychczasowego tempa produkcji, bo brakuje im materiałów, narzędzi, a czasem nawet możliwości naprawy kluczowych maszyn, które dotąd były serwisowane przez zachodnich producentów.
Redukcja etatów jest więc próbą dostosowania się do realiów, w których przemysł zbrojeniowy nie może już rosnąć w nieskończoność, a jego dalsze funkcjonowanie wymaga cięcia kosztów, nawet kosztem zdolności produkcyjnych.
W efekcie rosyjski kompleks obronny wchodzi w fazę wymuszonej konsolidacji i oszczędności, która w dłuższej perspektywie osłabi jego potencjał, nawet jeśli dziś Kreml stara się pokazać, że "wszystko jest pod kontrolą", a zwolnienia wśród menedżerów odpowiedzialnych za sprzedaż zagraniczną wcale nie są spowodowane tym, że eksport został zakazany, a tym, że rosyjskim firmom w zupełności wystarcza rynek wewnętrzny i wcale nie potrzebują zdobywać nowych.
Sławek Zagórski dla Wirtualnej Polski