Tusk: UE nie może być otwarta dla wszystkich, którzy chcą migrować
Podczas briefingu prasowego przed powrotem ze szczytu w Brukseli premier Donald Tusk stwierdził, że Unia Europejska nie może dopuścić do powtórzenia błędów z 2015 roku podczas tzw. kryzysu migracyjnego. Premier obawia się o potencjalnych uchodźców z rozdartego przez wojnę Bliskiego Wschodu, a Unia Europejska stopniowo zaostrza kontrolę swoich granic.
Premier Donald Tusk przekazał, że wraz z premier Danii Mette Frederiksen oraz premier Włoch Giorgią Meloni przekonywał innych liderów UE do jednoznacznej deklaracji w sprawie potencjalnej migracji osób z Bliskiego Wschodu do Europy. – Unia Europejska w związku z wojną na Bliskim Wschodzie i generalnie kryzysem geopolitycznym nie powinna być otwarta dla wszystkich, którzy chcą migrować – mówił premier.
– Udało się także przekonać Komisję Europejską i innych partnerów, żeby jednoznacznie powiedzieć, że błędu z 2015 roku Unia już nie popełni – stwierdził Tusk. – Unia Europejska musi w sposób twardy, jednoznaczny bronić swojego terytorium i swoich granic przed nielegalną migracją – dodał.
Zaznaczył, że na ten moment nie są znane konsekwencje trwającej wojny na Bliskim Wschodzie i nie wiadomo, jaki wpływ będzie miał ten konflikt na ruchy migracyjne. – Dlatego ta deklaracja o tym, że Europa będzie zamknięta, nie będzie dostępna dla nielegalnej migracji, wydawała się nie tylko mi czymś bardzo istotnym – powiedział szef rządu.
Ostatnie inicjatywy na łamach UE mają na celu przede wszystkim przyspieszenie deportacji, a Komisja Europejska coraz częściej pozwala na stosowanie praktyk kiedyś uznawanych za niezgodnych z europejskim prawem.
PiS czy KO? Granica polsko-białoruska
Idealnym przykładem jest sytuacja na granicy polsko-białoruskiej, gdzie rząd Donalda Tuska (kontynuując politykę rządu Prawa i Sprawiedliwości) zawiesił prawo do składania wniosków azylowych. Migrantom na naszej wschodniej granicy odmawia się złożenia wniosków o azyl, pomimo że po stronie Białorusi doświadczają licznych aktów przemocy z rąk tamtejszych żołnierzy.
Nawet jeżeli dana osoba przejdzie przez granicę i znajdzie się pod jurysdykcją polskiego prawa, nasza Straż Graniczna wywozi ją z powrotem na stronę białoruską. Podobne praktyki jeszcze parę lat temu (np. na Litwie) były uznawane za nielegalne przez europejskie sądy, z uwagi na to, że wywożąc taką osobę bez indywidualnego zweryfikowania jej sytuacji, nie pozwalają na określenie, czy na danym terytorium nie grozi jej poważne niebezpieczeństwo.
Służby nie mogą odpowiednio ocenić, czy danej osobie przysługuje specjalna ochrona wynikająca z faktu, że do ucieczki z miejsca swojego zamieszkania zmusiły ją konflikty zbrojne (w przypadku unijnej ochrony uzupełniającej) lub prześladowania (w przypadku konwencji genewskiej).
Procedura ta – zgodnie z konwencją genewską i unijnymi regulacjami – zakłada również zidentyfikowanie aplikanta i ocenienie, czy może on stanowić zagrożenie dla państwa. W takim wypadku państwo nie ma obowiązku przyznawania ochrony. Polskie państwo świadomie jednak rezygnuje z stosowania tych procedur, a osoby, które ostatecznie przedostają się na teren kraju, pozostają niezweryfikowane i nie mają dostępu do odpowiedniego wsparcia.
Według danych organizacji We Are Monitoring, od początku kryzysu na granicy zginęły co najmniej 103 osoby, w tym kobiety, dzieci i młodzi mężczyźni (wielu już po zmianie władzy w Polsce). Sama Unia Europejska stawia na zaostrzenie kontroli granicznych oraz przyspieszenie procedur deportacyjnych w ramach kontrowersyjnego Paktu o Migracji i Azylu.
Pakt migracyjny. Co oznacza dla Polski?
Choć Pakt o Migracji i Azylu to przede wszystkim stanowcze zaostrzenie unijnej polityki migracyjnej, mające na celu udaremnienie osobom z Afryki i Azji przedostania się do Europy i złożenia w niej wniosków o ochronę międzynarodową, to nowe przepisy stały się paliwem dla antyimigracyjnych narracji polskich polityków.
Powodem takiego obrotu spraw stał się zapis dotyczący tzw. mechanizmu relokacyjnego. Jeden z dziesięciu aktów, które składają się na Pakt o Migracji i Azylu, przewiduje obowiązek relokacji migrantów lub wypłacenie wsparcia finansowego dla państw, w których składanych jest najwięcej wniosków azylowych.
Często pomijany jest jednak fakt, że w ramach nowego mechanizmu uwzględniona zostanie zaledwie drobna cząstka migrantów, którzy docierają do państw UE. W pierwszych fazach funkcjonowania maksymalna liczba migrantów, o której mowa, to zaledwie 30 tys. osób rocznie na całą Unię Europejską. Dla Polski oznaczałoby to przydział zaledwie 3-6 tys. wniosków (dla porównania: w 2023 r. we Włoszech złożono ich 135 tys.).
Ponadto, państwo, do którego relokowani mieliby zostać migranci, nie ma obowiązku przyznania im prawa pobytu. Musi jedynie rozpatrzyć ich wnioski azylowe w sprawiedliwej procedurze sądowej. Z kolei państwa, które "znajdują się pod presją migracyjną", co roku mogą zostać zwolnione z jakiegokolwiek uczestniczenia w relokacji.
Źródło: PAP / WP / Konsorcjum Migracyjne / MamPrawoWiedziec.pl / We Are Monitoring