Tłum Demokratów już walczy o pokonanie Trumpa. Stara gwardia kontra postępowcy

Już 10 polityków Partii Demokratycznej oficjalnie zgłosiło zamiar ubiegania się o prezydenturę w 2020 roku. Wśród kandydatów jest wiele stosunkowo nowych twarzy - w tym aż pięć kobiet. Ale faworytami są przedstawiciele starej gwardii: Bernie Sanders i Joe Biden.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Amy Klobuchar będzie walczyć o prezydenturę
Amy Klobuchar będzie walczyć o prezydenturę (PAP/EPA, Fot: Craig Lassig)
WP

Do następnych wyborów prezydenckich w listopadzie 2020 roku zostały prawie dwa lata. Ale kampania wyborcza już rozkręciła się na dobre. W niedzielę swój start w wyborach ogłosiła senator z Minnesoty Amy Klobuchar. Stojąc na podium pośród śnieżycy w temperaturze -10 stopni, polityk o słoweńskich korzeniach przedstawiła się jako twarda kobieta z ludu, która jest w stanie zasypać różnice dzielące Amerykanów.

- Staję przed wami jako wnuczka górnika z kopalni żelaza, córka nauczycielki i dziennikarza, pierwsza kobieta z Minnesoty wybrana do Senatu USA, by ogłosić swoją kandydaturę na prezydenta Stanów Zjednocznych - oznajmiła tłumom zgromadzonym w Minneapolis.

WP

Jako budząca sympatię centrystka ze Środkowego Zachodu wywodząca się z jednego ze "stanów obrotowych" Klobuchar jest uważana za jednego z czarnych koni wyścigu o prezydenturę.

Pocahontas zgłasza ambicje

Ale to nie na niej skupiała się dotąd uwaga mediów i zainteresowanie wyborców. W niedzielę swoją kampanię rozpoczęła inna kobieta-senator, Elizabeth Warren z Massachussets. Warren od lat jest jedną z liderek lewego, progresywnego skrzydła partii, z którą wiązano już nadzieje w 2016 roku.

Sławę zdobyła m.in. ostrą krytyką Wall Street podczas kryzysu finansowego i głośnym domaganiem się pociągnięcia bankierów do odpowiedzialności karnej. W niedzielę była profesor Harvardu podobną sugestię poczyniła wobec Donalda Trumpa, mówiąc, że do czasu przyszłych wyborów Trump może nie tylko nie być już prezydentem, lecz wręcz "nie być już wolnym człowiekiem".

WP

Warren od dłuższego czasu jest też obiektem kpin prezydenta, który nazywa ją "Pocahontas" ze względu na fałszywe przyznawanie się do indiańskich korzeni.

"Dzisiaj Elizabeth Warren, czasami określana przeze mnie jako Pocahontas, dołączyła do wyścigu o prezydenturę. Czy będzie startowała jako pierwsza indiańska kandydatka, czy jednak zdecydowała, że po 32 latach, to nie wygląda jednak tak ładnie? Do zobaczenia na kampanijnym SZLAKU, Liz!" - napisał Trump na Twitterze. Nawiązał w ten sposób prawdopodobnie do "szlaku łez", czyli przymusowych wysiedleń Indian podczas prezydentury Andrew Jacksona.

Czas weteranów

Sprawa rzekomych indiańskich korzeni może poważnie zaszkodzić szansom Warren, ale pozostaje ona jedną z faworytek wyścigu. Według jednego z sondaży, 70-latka plasuje się na czwartym miejscu wśród kandydatów Demokratów. Największe szanse daje się jednak tym, którzy jeszcze nie ogłosili oficjalnie startu w wyborach.

WP

Sondażom przewodzi Joe Biden, były wiceprezydent w administracji Obamy. 76-letni Biden to powszechnie szanowany weteran polityki. W przeciwieństwie do Warren, Biden jest uważany za przedstawiciela umiarkowanego skrzydła. Na drugim biegunie plasuje się natomiast inny wiekowy polityk, senator Bernie Sanders.

Socjalista z Vermont w czasie wyborów będzie miał 78 lat i jeśli wygra, będzie najstarszym nowo wybranym prezydentem. Mimo swojego wieku, kreujący się na rewolucjonistę Sanders wciąż wzbudza entuzjazm młodych zwolenników "demokratycznego socjalizmu". Wielu nadal uważa - nie bez podstaw - że gdyby w 2016 roku to on, a nie Hillary Clinton zdobył nominację Demokratów, Trump nie wygrałby wyborów.

Przeczytaj również: Socjalista prezydentem? Fenomen Berniego Sandersa

WP

Progresiści na czele

Wtedy Sanders był ideologicznym radykałem proponującym rozwiązania, których bardziej "poważni" politycy obawiali się podnieść. Dziś jego idee - takie jak powszechne ubezpieczenia zdrowotne, podniesienie podatków dla najbogatszych, czy podniesienie płacy minimalnej do 15 dolarów za godzinę - plasują się wewnątrz demokratycznego głównego nurtu.

Haseł tych używają też nowe gwiazdy partii. Jedną z nich jest była prokurator i senator z Kalifornii Kamala Harris. To córka Indyjki i Jamajczyka, która dopiero w 2016 roku weszła do krajowej polityki. Szybko jednak zyskała dużą popularność, m.in. dzięki swojej roli w senackich komisjach, gdzie w bezkompromisowy sposób "grillowała" prokuratora generalnego Jeffa Sessionsa w sprawie jego rosyjskich powiązań czy nowego sędziego Sądu Najwyższego Bretta Kavanaugh w związku z oskrażeniami o molestowanie kobiet. Harris jest zwolenniczką podwyższenia podatków dla najbogatszych i obniżenia ich dla klasy średniej, a także legalizacji marihuany oraz złagodzenia polityki imigracyjnej. W niemal wszystkich dotychczasowych sondażach plasowała się na trzecim miejscu.

Przeczytaj również: Sprawa Bretta Kavanaugh. Co wydarzyło się podczas pewnej imprezy 36 lat temu

WP

Trochę mniejsze szanse ma czarnoskóry senator z New Jersey Cory Booker - również reprezentant progresywnego skrzydła - oraz były kongresmen Beto O'Rourke, który w 2018 wzbudził narodową sensację niemal pokonując senatora Teda Cruza w Teksasie, dotąd twierdzy konserwatystów. Swoją kandydaturę prawdopodobnie zgłosi też inna czarnoskóra kandydatka z konserwatywnego stanu, Stacey Abrams, która w ubiegłym roku minimalnie przegrała wyścig o posadę gubernatora Georgii.

Miliarder ze Starbucksa

Kandydatów po stronie Demokratów jest tak wielu m.in. dlatego, że zwycięstwo nad Trumpem uważane jest za niewiele więcej niż formalność. Partia Trumpa zdecydowanie przegrała ubiegłoroczne wybory do Kongresu, a od początku roku notowania prezydenta jeszcze się pogorszyły.

Dlatego wśród wielu zwolenników lewicy panuje przekonanie, że szyki Demokratom pokrzyżować może tylko ktoś z zewnątrz. Takim kimś mógłby być były prezes Starbucksa Howard Schultz. W styczniu miliarder o centrowych poglądach zapowiedział, że zastanawia się nad kandydowaniem jako kandydat niezależny. Schultz na zwycięstwo nie ma żadnych szans. Może jednak odebrać głosy demokratom i umożliwić zwycięstwo Trumpa. Dlatego deklaracjom Schultza towarzyszył wielki gniew. Podczas jednego z wywiadów z biznesmenem, przerwał mu głos z sali:

- Nie pomagaj wygrać Trumpowi, ty egotystyczny miliarderski dupku! - krzyknął protestujący. I zyskał brawa publiczności.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Wiadomości
WP
WP