newsroom (strona 33 z 67)

Sojusznicy Polski przejdą "test"? Ekspert o rozwązaniach
4:11

Sojusznicy Polski przejdą "test"? Ekspert o rozwązaniach

Donald Trump, Marine Le Pen, Viktor Orban – to niefortunne scenariusze przyjaźni, które przed wojną w Ukrainie zawarł rząd PiS. Szefowa KE Ursula von der Leyen zapowiedziała całkowitą rezygnację importu gazu z Rosji do Europy, wobec czego wciąż sceptyczne są Węgry. Czy będzie to test dla naszych sojuszników? – To prawda. Myślę, że gdybyśmy spojrzeli na chwilę przed datę 24 lutego, czyli jeszcze na ten miniony świat, to właśnie różne strony naszej sceny politycznej w sposób często wątpliwy lokowały swoje polityczne nadzieje. Ale myślę, że dzisiaj nie jest czas na to, aby patrzeć w przeszłość. Dzisiaj musimy patrzeć na ten świat, który jest po prostu – uważa gość programu "Newsroom" WP profesor Sławomir Sowiński. – Musimy pytać naszych polityków, jaki mają pomysł, żeby budować bezpieczeństwo Polski – zaznaczył. Jak natomiast wizerunkowo "wybrnąć" z sojuszu z Orbanem? – Przypomnę, że kiedy pojawiła się ta pierwsza fala agresji rosyjskiej w okolicach aneksji Krymu, to wtedy rząd Donalda Tuska sformował w UE taką koalicję na rzecz partnerstwa wschodniego, czyli wszystkich państw, które graniczą jakoś z Rosją i które są Rosją zagrożone (…). Myślę, że takie hasło, taka próba stworzenia w UE politycznego sojuszu tych państw, to jest taki program, pod którym mogłaby się podpisać zarówno opozycja, jak i wszyscy Polacy – stwierdził ekspert. Politolog wskazał, że w ramach tego rozwiązania niezbędne byłoby "zakopanie wszystkich toporów wojennych z Brukselą", "odżegnanie się od formuły pewnego lekkiego eurosceptycyzmu i dystansu". – Dzisiaj jest czas, żeby w UE budować sojusze korzystne dla Polski – podkreślił. Czy będzie to możliwe o wiele bardziej, jeśli ziści się jedna z prognoz o braku Zbigniewa Ziobry w parlamencie po następnych wyborach? – W tej chwili wszystkie scenariusze są otwarte. Oczywiście tego także wykluczyć nie można. Ale zdaje się, że w tej chwili opozycja ma dużo większe szanse niż 3-4 lata temu. To wynika z tego, że druga kadencja jest zawsze dla rządzących trudniejsza, bardziej politycznie kosztowna – wymieniał prof. Sowiński. – W tym sensie nie ogłaszałbym w tej chwili jeszcze takiego pewnego zwycięstwa PiS-u – ocenił.
Debata w PE w święto konstytucji. "Wyjątkowa perfidia"
4:35

Debata w PE w święto konstytucji. "Wyjątkowa perfidia"

W święto Konstytucji 3 Maja w Parlamencie Europejskim odbyła się kolejna debata poświęcona procedurze wynikającej z art. 7, wszczętej wobec Polski i Węgier. – Po pierwsze procedura z art. 7 ciągnie się już bodaj ponad dwa lata (…). Nie ma żadnych efektów, w tej chwili co kwartał odbywa się przesłuchanie w ramach RE, które niczego nie wnosi. Po drugiej wczoraj, podczas tej debaty, praktycznie byli tylko i wyłącznie Polacy (…). Sala aż świeciła pustkami – powiedział w programie "Newsroom" WP europoseł Republikanów Adam Bielan. – Nie mam żadnych wątpliwości, że ta debata odbywa się z inspiracji polskiej opozycji. I to polscy europosłowie wiszą na bramkach swoich kolegów z Zachodu (…) i proszą ich, żeby po raz kolejny debatować na temat Polski, chociaż w Unii Europejskiej, w Europie, dzieje się dużo więcej (…). Wciąż brak decyzji co do tego, jaka pomoc zostanie przeznaczona dla ukraińskich uchodźców – dodał. Podkreślił, że w tej kategorii niezbędna byłaby "pomoc wszystkich". – Wsparcie wszystkich deputowanych, niezależnie od opcji. Obawiam się (…), że bardzo wielu z nich przedkłada swój interes partyjny nad dobro naszego kraju i dobro całej Europy. Bo ta wojna to nie jest tylko wojna rosyjsko-ukraińska, Putin wypowiedział ją praktycznie całemu demokratycznemu porządkowi, zbudowanemu po '89 roku. I dlatego tak ważne jest dzisiaj to wsparcie europejskie – wskazał. – To wstyd, że dzisiaj Stany Zjednoczone przeznaczają większe kwoty na pomoc Ukrainie, wojskową i humanitarną niż UE. Przecież Stany Zjednoczone nie leżą w Europie, my jesteśmy bezpośrednimi sąsiadami Ukrainy (…). To UE i główne kraje UE, przede wszystkim Niemcy, ponoszą odpowiedzialność za to rozochocenie Putina (…). W związku z tym, na nas spoczywa dużo większa odpowiedzialność – kontynuował. Zdaniem Bielana, to właśnie "na tym powinniśmy się skupić", a nie na "organizowaniu kolejnej debaty, która naprawdę w PE już praktycznie nikogo nie interesuje". – To było widać po frekwencji – przypomniał. Dopytywany o to, czy rząd czuje wsparcie opozycji i Donalda Tuska w walce o wyżej wymienione środki, odparł, że "może się tylko uśmiechnąć". – Bo każdy, kto zna realia brukselskie, wie, że jest dokładnie odwrotnie. Że Tusk staje na głowie, aby te środki do Polski nie popłynęły – stwierdził. Jak dodał, "temu służą również takie debaty, jak ta wczorajsza". – Zgadzam się z panią premier Beatą Szydło, że organizowania takiej debaty w dniu naszego święta narodowego jest wyjątkową perfidią – ocenił.
Rosja wszczęła "agresywną ofensywę". "Nie wykluczam ataku na Kijów"
4:54

Rosja wszczęła "agresywną ofensywę". "Nie wykluczam ataku na Kijów"

- Rosja zaczyna agresywną ofensywę w Ukrainie i ostrzeliwuje miasta już nie tylko na wschodzie Ukrainy, ale na zachodzie. Oczywiście z potwierdzeniem, że te ataki będą kontynuowane. Prawdopodobnie jest to w jakiś sposób połączone z przygotowaniami do 9 maja - mówił w programie "Newsroom" WP ambasador Ukrainy w Polsce, Andrij Deszczyca. - To jest potwierdzenie tego, że Rosja planuje pełnowymiarowy atak na Ukrainę, w różnych regionach. Nie liczy się z niczym, teraz były atakowane nie tylko obiekty wojskowe, ale też przede wszystkim cywilne, domy mieszkalne - dodał. Odniósł się też do serii ataków rakietowych na Lwów. - Brak prądu, brak wody - to oznacza, że ludzie po prostu są odcięci od normalnego trybu życia. Myśleliśmy, że udało się jednak te wojska rosyjskie odciągnąć dalej na wschód i mamy już kontrolę nad tym terytorium. Ale to jest jeszcze raz potwierdzenie na to, że potrzebujemy więcej broni i zamknięcia nieba nad Ukrainą - tłumaczył gość WP. Czy Rosja - jak groził Ramzan Kadyrow - kolejny raz zaatakuje Kijów? - Nie wykluczam żadnego scenariusza. Oczywiście, że oni będą próbowali jeszcze raz zaatakować i Kijów, i zachodnią Ukrainę. Nie wykluczam też nawet takiego scenariusza, że będą próbowali zaatakować Polskę. Oni są zdesperowani i nie wiedzą, jak dalej kontynuować tą wojnę. Przegrali ją już i to są takie ostatnie krzyki, próby tej ofensywy w Ukrainie - żeby pokazać, że będą robić wszystko, co możliwe, aby wytłumaczyć się z tej tzw. operacji wojskowej - wyjaśnił. Czy Putin 9 maja ogłosi wszczęcie wojny i powszechną mobilizację? - Jeżeli do 9 maja nie zdobędą nic, nie uda im się zająć więcej terytorium, to będą próbować jednak zwiększyć ten nacisk i nie wykluczam tego, że może być całkowita mobilizacja w Rosji. Chociaż widzimy tutaj już sprzeciw wobec tej mobilizacji. W Rosji palą się magazyny wojskowe, jakieś przedsiębiorstwa, lasy - te dywersje może robią sami Rosjanie, aby nie uczestniczyć w tej wojnie - podsumował Andrij Deszczyca.
Terlikowski o słowach papieża. "Żyje w świecie wyobrażonym"
6:25

Terlikowski o słowach papieża. "Żyje w świecie wyobrażonym"

Słowa papieża, które padły w ostatnim wywiadzie – o „szczekaniu u drzwi Rosji przez NATO” i o tym, że nie zamierza złożyć wizyty w Kijowie, za to chętnie spotkałby się w Moskwie z Putinem – wstrząsnęły całym światem. – Zdaje się, że niestety papież i jego najbliższe otoczenie kompletnie nie rozumie tej sytuacji. Ta wypowiedź wynika nie tyle z jakiś problemów moralnych, tylko z braku wiedzy – powiedział w programie „Newsroom” WP publicysta katolicki dr Tomasz Terlikowski. Dodał, że m.in. chodzi o zamknięcie drzwi do NATO dla Ukrainy przez byłego prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego i byłą kanclerz Niemiec Angelę Merkel, a także niczym niesprowokowany wcześniejszy atak Rosji na ten niepodległy kraj w 2014 roku. – Jeśli papież tego nie wie, a z tej wypowiedzi wynika, że nie wie – to znaczy, że mamy do czynienia z sytuacją dramatyczną – podkreślił. Dlaczego z ust ojca świętego padają takie słowa? – Odpowiedź jest bardzo prosta i ona znajduje się w tym wywiadzie. Po pierwsze, papież Franciszek mówi, jaka jest linia jego pontyfikatu. Linią tego pontyfikatu jest linia kardynała Augustina Casarolego, który tak budował politykę watykańską, że w latach 60. i 70. cały czas dialogowano ze Związkiem Sowieckim i państwami komunistycznymi, kompletnie ignorując interesy katolików na tych terenach, prześladowania chrześcijan i prześladowania wolności, nie tylko religijnej – wyjaśniał. – Jeśli taka jest linia w Watykanie, to trudno się dziwić, że papież pewnych rzeczy nie widzi – dodał Terlikowski. Jego zdaniem, papież "jest również więźniem samego siebie". – Ten wywiad również pokazuje, że te dwa miesiące wydarzeń niczego papieża nie nauczyły. On pragnął spotkania z Putinem pierwszego dnia i nigdy z tego pragnienia się nie wyzwolił. Nie jest w stanie też dostrzec, że o ile Putin nie chce się z nim spotkać (…), o tyle chcą się z nim spotkać Ukraińcy. Ale papież dla odmiany nie chce się spotkać z nimi – mówił gość WP. –Pierwszego dnia wojny uznał, że ma się spotkać z Putinem i teraz robi wszystko, żeby się z nim spotkać, ignorując wszystkie inne możliwe działania – zauważył. – Ten wywiad pokazuje, jakąś głęboką niezdolność samego papieża (…) do zmierzenia się z realnym światem. Papież żyje w jakimś świecie wyobrażonym – podsumował Tomasz Terlikowski.
Scenariusze zakończenia wojny. "Zbyt piękne, żeby były prawdziwe"
4:15

Scenariusze zakończenia wojny. "Zbyt piękne, żeby były prawdziwe"

Jaki będzie scenariusz zakończenia wojny? Zdaniem szefa ukraińskiego wywiadu wojskowego, są dwie możliwości: rozpad Federacji Rosyjskiej lub zmiana jej władzy. – Oba są piękne, ale zbyt piękne, żeby były prawdziwe. Nie wierzę w żaden z tych scenariuszy – ocenił generał Jarosław Stróżyk w programie "Newsroom" WP. – Wierzę jednak w scenariusz trwania Putina przy władzy do śmierci, trwania – niestety – Federacji Rosyjskiej. Jak rozumiem szefa wywiadu wojskowego Ukrainy, chce podtrzymać na duchu Ukraińców i niech to robi oczywiście. Natomiast prawda moim zdaniem leży gdzie indziej i nie ma nadziei na zmianę władzy, nie ma nadziei przede wszystkim na zmianę nastawienia Federacji Rosyjskiej, nawet gdyby Putin przy jakimś zbiegu okoliczności oddał władzę – sprecyzował wojskowy. Zdaniem Stróżyka, "realnym scenariuszem jest jednak trwanie tej sytuacji destabilizacji" wschodniej Ukrainy, co "na pewno na wiele lat". – Zdecydowanie Władimir Władimirowicz rozumie język siły. Nie uważam, że trzeba z nim rozmawiać w jakikolwiek inny sposób. To był błąd naiwności wielu ludzi, że można z nim rozmawiać. (…). Taka naiwność jest może potrzebna w polityce, ale na pewno nie są potrzebne wizyty – zaznaczył. – Wizyty sekretarza generalnego ONZ czy jakieś wspominki o wizytach papieża w Moskwie są absurdalne, niepotrzebne i tylko pomagają Putinowi w pokazaniu, że Zachód z nim rozmawia, że jest możliwość rozwiązania tej sytuacji w jakiś sposób pokojowy i dobry dla Rosji – wyjaśniał generał. Dopytywany o to, co Putin może ogłosić podczas Parady Zwycięstwa 9 maja, odparł, że "zastanawiamy się, czy będzie ogłaszać zwycięstwo, czy wreszcie wojnę". – Być może rzeczywiście ogłosi konieczną mobilizację, nie tylko wojskową, ale całego systemy wojennego Rosji. Ale to będą, moim zdaniem, tylko słowa. Nie posunie się zbyt daleko – ocenił gość WP.
Papież nie pojedzie do Kijowa. "Bardzo dziwne zachowanie"
3:57

Papież nie pojedzie do Kijowa. "Bardzo dziwne zachowanie"

Papież Franciszek odmówił przyjazdu do Kijowa, zapowiedział za to, że może odwiedzić Moskwę "jeśli Putin go wpuści". Jako jedną z przyczyn brutalnej napaści Rosji na niepodległą Ukrainę wymienił zaś "szczekanie pod drzwiami Rosji przez NATO". – Trudno mi to komentować – ocenił w programie "Newsroom" WP Andrij Deszczyca, ambasador Ukrainy w Polsce. – Jestem grekokatolikiem. Zawsze wierzyłem, że stanowisko ojca świętego – niekoniecznie Franciszka, ale innych dotychczasowych, w szczególności Jana Pawła II – było nastawione na pokój i poszerzenie sprawiedliwości na świecie. Mam wrażenie, i to już od pewnego czasu, że otoczenie obecnego papieża Franciszka jest po prostu bardzo prorosyjskie – zauważył. Jak dodał, "za dużo tam jest szpiegów po prostu, którzy mu podpowiadają, jak niewłaściwie się zachowywać". – Nie ma innego wyjścia, jak pomodlić się do Boga i poprosić o przebaczenie za to, co mówi o Ukrainie i o swoim stanowisku wobec Ukrainy – dodał ambasador. – Żeby zrozumieć (prawdę o wojnie – red.), to trzeba chcieć to zrozumieć. A jeżeli ktoś nie chce tego zrozumieć albo jest uzależniony od wpływów rosyjskich i nie wykluczam, że też dostaje finansowanie od źródeł rosyjskich, to te osoby nie są zainteresowane tym, żeby znać prawdę. Bo prawda boli i w czasie wojny trzeba być po stronie dobra albo zła. Każdy papież ma być po stronie dobra, po stronie światła. Ale tutaj widzimy bardzo dziwne zachowanie papieża – podkreślił. Zapytany zaś o spotkanie papieża Franciszka z premierem Węgier Viktorem Orbanem Deszczyca przyznał, że "trzeba ich dwóch zabrać do Buczy – niech zobaczą, do czego doprowadza polityka milczenia wobec zbrodni, które popełnili rosyjscy żołnierze".
Reporter WP w Kijowie: Ludzie wracają do stolicy. W tle widać tłum
6:26

Reporter WP w Kijowie: Ludzie wracają do stolicy. W tle widać tłum

Do Kijowa wracają ludzie, którzy opuścili miasto w pierwszych tygodniach wojny. Jak mówi korespondent Wirtualnej Polski w Kijowie Patryk Michalski, ludzie czują się bezpieczniej. - Wszyscy tutaj mamy świadomość, że może to być złudne poczucie bezpieczeństwa. Wyczuwa się tu powracającą normalność, ale z drugiej strony w nocy na terenie prawie całego kraju, również w Kijowie, słychać było syreny alarmowe. Ministerstwo obrony wystosowało w nocy komunikat, by nie lekceważyć tego sygnału. To łączenie ze sobą rzeczywistości wojennej i próby powrotu do normalności. Wszyscy mamy poczucie, że zaczyna się drugi etap, kiedy jeszcze nikt tak naprawdę nie wie, jaką strategię przyjmie Rosja, mówię tu o bitwie o Donbas - mówił Patryk Michalski w programie "Newsroom". Mateusz Ratajczak dopytywał jakie informacje dot. wschodu kraju docierają od ukraińskich wojskowych. - Zaczęła się bitwa o Donbas. Jedna z kluczowych, jeśli nie najważniejsza. Rosjanie, po tym jak wycofali się z obwodu kijowskiego, czyniąc tu potężne szkody, mówiąc wprost: przeprowadzili ludobójstwo. Wycofanie to ich porażka. Drugą porażką jest zatopienie "Moskwy". Bitwa o Donbas to kluczowy punkt dla Rosjan, którzy potrzebują sukcesów. Będą próbowali odciąć znaczącą część kraju. Ta bitwa może zadecydować o losach wojny i o tym, jak długo będzie trwała. Jeżeli Rosja odniosłaby sukces w Donbasie, to z pewnością spróbowaliby wrócić tutaj. Jeżeli poniosłaby klęskę, to wiele osób mówi, że po tych trzech klęskach będzie musiała wykonać krok w tył i to może być początek końca wojny. Oczywiście to hipotetyczne scenariusze, bo wojna przynosi codziennie tyle nowych wydarzeń, że nie można powiedzieć jakie będą jej dalsze losy. Nie ma jednak wątpliwości, że bitwa o Donbas jest kluczowa dla Ukrainy, a także dla Europy, dlatego tak ważne jest wsparcie całego świata. Chcę państwu pokazać jeszcze jedną rzecz. Jesteśmy w centrum. Ten tłum jest zdecydowanie większy niż to, co widać w tym momencie na obrazu. To budynek głównej siedziby poczty. Jak państwo się domyślają, ta kolejka stoi po ten znaczek wypuszczony na część tych dzielnych ukraińskich żołnierzy, którzy rosyjski okręt posłali doskonale wiemy gdzie. Ta ich przepowiednia się spełniła. Każdy chce kupić ten znaczek - relacjonował nasz reporter.
Ostre słowa wicemarszałka Senatu. "Orban propagandowym wspólnikiem mordercy"
5:20

Ostre słowa wicemarszałka Senatu. "Orban propagandowym wspólnikiem mordercy"

Część aktywów Orlenu ma przejąć węgierska grupa MOL, a Węgry nie potępiły brutalnego ataku Rosji na Ukrainę i nie angażują się w pomoc bohatersko broniącym się Ukraińcom. - Pan prezydent odgrywa tu bardzo pozytywną rolę i trzeba to powiedzieć - powiedział wicemarszałek Senatu Michał Kamiński w Programie Specjalnym WP. - Ja, jako krytyk pana, to muszę powiedzieć, że dzisiaj nadejdzie m.in. w tej sprawie taki moment "sprawdzam". To znaczy, czy naprawdę jesteśmy w stanie zjednoczyć się wokół narodowych interesów? - kontynuował. - Po tym, jak zachowuje się Orban i Putin, widać wyraźnie, że polski interes narodowy (…) powinien nakazywać nam trzymanie Węgrów jak najdalej od naszych strategicznych gałęzi gospodarki. Jak najdalej węgierskie ręce od polskiej gospodarki, bo te ręce nie wiadomo, czy są węgierskie - ocenił. - Premier Węgier powtarza wojenną propagandę Putina, która nie jest dzisiaj tylko PR-owską rozgrywką. Dzisiaj Orban ma czelność powtarzać słowa, które uzasadniają mordowanie niewinnych ludzi. Staje się propagandowym wspólnikiem mordercy - oznajmił gość WP. - Cel Zachodu jest prosty: doprowadzić sytuację ekonomiczną Rosji do takiego kryzysu, że sami Rosjanie wyrzucą Putina na śmietnik historii - dodawał. Jak podkreślił ważne jest, aby Rosjanie sami zrozumieli pewną rzecz. - Niesiecie moralną odpowiedzialność za zbrodnie, dokonywane pod waszą flagą i w waszym imieniu. Jeżeli nie chcecie być traktowani przez pokolenia, jak byli traktowani Niemcy za ich bezwzględne poparcie dla Hitlera, musicie zrobić porządek z Putinem. Niemcy nie potrafili zrobić porządku z Hitlerem, musiał to zrobić za nich świat. I świat oczywiście za Rosjan zrobi porządek z Putinem. Tylko to wszystko będzie nas kosztowało dużo drożej i będzie bardziej bolesne i niebezpieczne - mówił Kamiński.
Jak powstrzymać Putina? "Trzeba użyć siły"
6:38

Jak powstrzymać Putina? "Trzeba użyć siły"

Jak powstrzymać Władimira Putina? – Jeszcze bardziej konsekwentna postawa Zachodu – odpowiedział stanowczo w programie "Newsroom" WP Paweł Kowal z Koalicji Obywatelskiej. – NATO. Ludzie wierzą w NATO. Dla nich NATO to jest Zachód, a Zachód to jest nasze zobowiązanie – dodał. Jak podkreślił, w zakresie sankcji należy „bardziej cisnąć naszych sojuszników”. – Już dzisiaj po tym, jak się nie udało wczoraj ze SWIFT-em, powinna jechać delegacja z Polski do Niemiec, do Francji, do wszystkich dużych stolic – kontynuował. – Bardzo negatywną rolę w tym procesie odgrywa Wiktor Orban (...). Trzeba do nich jechać (...) nie odpuszczać, bo to jest nasz interes (…). Trzeba więcej, i my to musimy mówić: to jest nasz polski interes – podkreślił. – Każdy ten ruch to jest wielka inwestycja w bezpieczeństwo każdej polskiej rodziny – dodawał. Zaznaczył, że Putin jest "szalonym, rozjuszonym dyktatorem". – To jest naprawdę jak w '39 roku. Nawet zaczął o godz. 4.45 – ocenił. – Wielka klasyczna wojna. Dawno czegoś takiego nie widzieliśmy i musimy rozumieć związek między tą wojną a naszym bezpieczeństwem. On jest bezpośredni – powiedział Kowal. – Mamy do czynienia z szalonym wrogiem – wskazywał. Dodał, że również polski rząd i opozycja powinni być "w tych dniach jednością". – Rząd jeszcze nie czuje tego dramatyzmu sytuacji – ocenił gość WP. Jak więc NATO i USA w praktyce powinny pomóc Ukrainie? Zdaniem posła KO, poprzez m.in. dostawy broni i zaangażowanie militarne. – USA może dostarczać broń, może się zaangażować militarnie – oznajmił. Czy zdaniem polityka Putin nie zatrzyma się na Ukrainie? – Ale on nie ma żadnego ograniczenia. To jest szalony dyktator. Nic nie zrobimy, jeśli nie zrozumiemy, w jakiej jesteśmy sytuacji. Jeśli ktoś w Warszawie, czy w Paryżu, myśli, że jeśli pozwoli mu się zjeść jeszcze dwa czy trzy ukraińskie miasta, zbombardować Lwów (…) i pogrążyć Charków, to on się uspokoi? Nie. Taki dyktator się nie uspokoi. Będzie tylko bardziej rozjuszony – przekonywał Paweł Kowal.
Atak Rosji na Ukrainę. "Najtrudniejszy moment w powojennej historii Europy"
4:19

Atak Rosji na Ukrainę. "Najtrudniejszy moment w powojennej historii Europy"

- Myślę, że w tym nieszczęściu, w tej tragedii, którą obserwujemy, to jest najtrudniejszy moment w powojennej historii Europy. Bez wątpienia najbardziej dramatyczny – ocenił w programie "Newsroom" WP były ambasador RP w Waszyngtonie, Ryszard Schnepf. – Mamy szczęście, że na czele Stanów Zjednoczonych stoi człowieka, który jest nie tylko odpowiedzialny, ale jest emocjonalnie zaangażowany w promowanie, umacnianie wolności (…). Jego słowa należy traktować serio. Nawet nie chcę myśleć o tym, co by było, gdyby na czele państwa amerykańskiego stał jego poprzednik Donald Trump i wówczas jak dochodziłoby do porozumień pomiędzy Moskwą a Waszyngtonem – ponad naszym głowami i z ponownym dzieleniem całego świata na strefy wpływów. A o to właśnie chodzi Putinowi – precyzował. – Bardzo jestem zmartwiony zmasowanym atakiem na politykę niemiecką. Chociaż Olaf Scholz pokazuje absolutnie wszystko, że jest z Zachodem – kontynuował Schnepf, nawiązując do rezygnacji z budowy Nord Stream 2. Odniósł się też do słów Piotra Wawrzyka, który stwierdził, że "Niemcy zachowują się nieprzyzwoicie", nie chcąc odciąć Rosji od systemu SWIFT. – Myślę, że pan Piotr Wawrzyk może nie końca rozumie SWIFT i może nie wie, że SWIFT to nie jest mechanizm, który można przy pomocy kluczyka wyłączyć (…). To nie jest coś, co po prostu odłączy rosyjską agresję od prądu – dodawał. – Rosja z całą pewnością przygotowywała się na ten scenariusz bardzo precyzyjnie – mówił. – W ciągu ostatnich miesięcy Rosja zgromadziła ogromne zasoby finansów (…). Oni się do tego przygotowywali. Myślę, że jeżeli Zachód ma coś uruchamiać, to warunkiem skuteczności jest, aby to rzeczywiście zadziałało. A nie było tylko pozornym działaniem – podkreślił gość WP.
Rosyjski atak na Kijów. "Nikt nie wie, czego można się spodziewać"
3:30

Rosyjski atak na Kijów. "Nikt nie wie, czego można się spodziewać"

W piątek nad ranem Rosja rozpoczęła bombardowanie Kijowa. - Sytuacja była bardzo trudna, przede wszystkim ze względu na niepewność mieszkańców, którzy nie wiedzieli, w którym miejscu o i kiedy będą mogli spodziewać się tego ewentualnego i możliwego bombardowania. Dlatego tak wiele osób już późnym wieczorem skierowało się do schronów – relacjonował w programie "Newsroom" WP reporter Wirtualnej Polski, przebywający w Kijowie. Dodawał, że wielu mieszkańców miasta spędziło noc w schronach. – Widać było wcześnie rano, jak ludzie zabierali swoje karimaty, śpiwory – mówił. Jak przekazał, mieszkańcy Kijowa gromadzą się w pobliżu metra na wypadek ewentualnego bombardowania. – Nikt nie wie, czego można się spodziewać – podkreślał. – Pojawiają się informacje o tym, że celem Rosjan będzie dzielnica rządowa i zdaje się, że wszyscy oficjele, którzy tutaj w dzielnicy rządowej pracują, się do tego przygotowują. Dlatego w ostatnich godzinach trwało bardzo intensywnie palenie dokumentów na wypadek, gdyby Rosjanom udało się zdobyć ważne instytucje – wyjaśnił. – Taka jest procedura: chodzi o to, by niepożądane informacje nie dostały się w ręce Rosjan, jeśli uda im się zdobyć te kluczowe punkty – dodawał. Jak także relacjonował, na ulicach widać młodych mężczyzn, zmobilizowanych do wojska, ale też takich, którzy "jeszcze przed powszechną mobilizacją (…) mówili, że są gotowi do ewentualnej walki". – Trudno wyobrazić sobie, że ta sytuacja tak bardzo zmieniła się w stolicy i to w ciągu kilkudziesięciu godzin – oznajmił. Wskazał też na ogromną wartość pracy ukraińskich dziennikarzy. – Dziennikarze ukraińscy, którzy są wiarygodnymi źródłami informacji, pracują nieprzerwanie od niemal ponad 40 godzin non stop – podkreślił.
Putin może użyć broni jądrowej? "On jest zdolny do wszystkiego"
3:19

Putin może użyć broni jądrowej? "On jest zdolny do wszystkiego"

- Myślę, że poczułem to, co wszyscy, którzy śledzą tę sytuację intensywnie; że to jest dokładnie to, czego należało się spodziewać; że niestety po raz kolejny potwierdziły się najczarniejsze obawy i scenariusze. Wszystkie zarzuty, które były kierowane w stronę Putina (…), o których Polska mówiła bardzo głośno, bardzo jednoznacznie – że to jest człowiek absolutnie zdolny do wszystkiego – te obawy były czasem wyśmiewane, uznawane za niepoważne, czasami uważane za przesadzone - powiedział w programie "Newsroom" WP wiceszef MSZ Paweł Jabłoński. – Niestety, dziś potwierdza się, że Polska i państwa Europy środkowej, które mówią w tej sprawie jednym głosem, miały rację. Konieczne jest wyciągnięcia wniosków z tej sytuacji, konieczne jest podjęcie wszystkich działań, które mamy w naszym zasięgu - jako Europa, jako Zachód, jako wolny świat - aby Putina powstrzymać - powiedział. Wiceszef MSZ był pytany także o to, czy – nawiązując do przemówienia Putina o użyciu "środków dotąd niestosowanych" – można mówić o prawdopodobieństwie wykorzystania bomby atomowej przez Rosję. – Powtórzę jeszcze raz: on jest zdolny do wszystkiego, w tym także do użycia tego rodzaju środków – stwierdził rozmówca WP. – Ale trzeba sobie zdawać sprawę z jednej rzeczy: Rosja jest państwem, które od Europy, Unii Europejskiej, NATO jest dużo słabsze - zauważył dodając, że wciąż znacząco jest osłabiona przez sankcje jeszcze z 2014 roku i ma za sobą potężny kryzys ekonomiczny. – Jeżeli my będziemy gotowi do tego, żeby użyć środków, które mamy do naszej dyspozycji, bardzo mocnych sankcji ekonomicznych, personalnych, które zabolą Putina i wspierających go oligarchów (…), to on będzie zmuszony do tego, żeby się cofnąć (…). My naprawdę jesteśmy w stanie go do tego zmusić. Potrzebna jest po prostu wola polityczna - oświadczył wiceminister.
Apel do obywateli Ukrainy. "Każdy może liczyć na wsparcie"
7:33

Apel do obywateli Ukrainy. "Każdy może liczyć na wsparcie"

- Przede wszystkim stawiamy tutaj na współpracę sojuszniczą, bo żadne pojedyncze państwo nie jest w stanie samodzielnie przeciwdziałać takiej agresji – oznajmił wiceszef MSZ Paweł Jabłoński w programie "Newsroom" WP, pytany o to, jakie kolejne kroki podejmie Polska w kwestii pomocy Ukrainie zaatakowanej przez Rosję. – W sferze krajowej przygotowujemy się przede wszystkim do wzmocnienia poziomu bezpieczeństwa, a także do przyjęcia grupy ludzi, którzy mogą przez naszą wschodnią granicę przedostać się do Polski. (…) Jesteśmy przygotowani na to, żeby tym ludziom pomagać – zapewnił. Dopytywany, czy Polska może zapewnić schronienie np., setkom tysięcy Ukraińców, odpowiedział – Jest taka możliwość. – Będziemy robić wszystko, co w naszej mocy, aby pomóc każdemu, kto będzie się o takie wsparcie do nas zwracał – dodawał. Wiceminister wystosował też apel do Ukraińców, m.in. tych przebywających obecnie w Polsce. – Jesteśmy z wami, jesteśmy z Ukrainą. Polska przez ostatnie kilka lat stała się domem dla nawet pół miliona obywateli Ukrainy. Jesteśmy mieszkańcami jednego kraju i myślę, że każdy, kto mieszka w Polsce, każdy obywatel Ukrainy wie, że może liczyć na wsparcie Polski, na wsparcie Polaków – powiedział. – Każdemu, komu tylko będziemy mogli, pomożemy – zapewniał. Zwrócił się także do Polaków. – Odradzamy absolutnie wszelkie podróże na Ukrainę. Sugerujemy każdej z takich osób, (która przebywa obecnie na Ukrainie – red.), aby natychmiast podjęła działania zmierzające do opuszczenia terytorium Ukrainy (…). Jeśli to nie jest możliwe - ważne, żeby każdy kto może, zarejestrował się w systemie Odyseusz. To jest system MSZ, który umożliwia nam sprawną łączność z naszymi obywatelami – uściślił. – Sytuacja jest bardzo trudna, bardzo poważna, ale trzeba działać spokojnie, w opanowany sposób i śledzić komunikaty, nie dawać się dezinformacji – podkreślił. Zapytany z kolei o to, czy możliwa są konkretne zmiany w prawie, ułatwiające obywatelom Ukrainy przybycie do naszego kraj, zarejestrowanie się i pracę w Polsce, odparł: - My się przygotowujemy poprzez działania administracji. Bo jeśli chodzi o działania legislacyjne, to te działania prawne są niezwykle proste – mówił, podając przykład uzyskania pozwolenia na pracę. Dodał, że w ramach systemów administracyjnych czasami dochodzi do ich przeciążenia, jednak – jak zapewnił – "będziemy w to także inwestowali, żeby systemy działały sprawnie".
Putin sięgnie po kraje bałtyckie? "Mało prawdopodobne"
6:07

Putin sięgnie po kraje bałtyckie? "Mało prawdopodobne"

W jakim świetle Władimir Putin, który kilka dni temu dopuścił się inwazji na Ukrainę, ukazuje Polskę – sojusznika Ukrainy? – Polska jest wrogiem, była wrogiem i będzie wrogiem (Rosji – red.) – powiedział w programie "Newsroom" WP prof. Daniel Boćkowski. – Natomiast nie jesteśmy w tym głównym nurcie. Jesteśmy symbolicznym kraje, który cały czas wspiera Ukrainę, który działa na rzecz Ukrainy, który jest antyrosyjski, ma gigantyczne antyrosyjskie fobie – kontynuował. – Wszystkie kraje, które należały do bratniego sojuszu Związku Radzieckiego plus wchodziły w skład ZSRR, nagle po rozpadzie Związku Radzieckiego stały się wrogami, stały się antyrosyjskie. A więc i my jesteśmy w tej antyrosyjskości zapiekli i tak naprawdę nie wiadomo, co robić i jak działać – dodawał. Zapytany o to, czy w świetle ostatnich wydarzeń można podejrzewać, że kraje bałtyckie będą następnym celem Putina, odparł iż Putin rzeczywiście sądzi, że Rosja została "ograbiona" przy rozpadzie ZSRR. – Tutaj nie ulega wątpliwości, że jest to pewna teza, która będzie teraz mocno realizowana. Nie sądzę, by Rosja odpuściła sobie poprzez Ługańsk i Donieck Ukrainę. Teraz będzie właśnie grała na całe obwody, a tak naprawdę celem de facto jest wchłonięcie Ukrainy w tej czy innej formie – oznajmił ekspert dodając, że może mieć to miejsce "w taki sposób, jak Białoruś". – Bo tylko z Ukrainą (…) Rosja będzie mogła grać w tej lidze światowej. Na razie jest takim kieszonkowym pancernikiem. Natomiast czy sięgnie po państwa bałtyckie? Mało prawdopodobne, bo mimo wszystko myślę, że tutaj ogromną rolę gra jednak to, że sojusz jest silny, zwarty i tutaj Rosja nie może sobie pozwolić na takie same działania, jak w przypadku Ukrainy. Co nie oznacza, że cały czas będzie nie będzie działać na osłabienie tych państw czy na ewentualne siły wewnętrzne, które zmieniałyby np. wektory polityki. Czyli taka hungaryzacja państw bałtyckich, żeby tam też nastroje były takie, jak na Węgrzech, żeby pozyskać takiego Orbana bis – podsumował prof. Boćkowski.