Trwa ładowanie...

Skandaliczna interwencja w Warszawie. Wszystko nagrała kamera

"Nie wykonywał poleceń oraz utrudniał pracę policji" - twierdzi policja na temat 18-latka, którego wylegitymowano w Rembertowie. Prywatne nagranie pokazuje jednak, jak policjanci powalają nastolatka twarzą do ziemi i przyciskają kolanami. Padają niecenzuralne słowa. W grę miał też wchodzić gaz pieprzowy.

Policja. Zdjęcie ilustracyjnePolicja. Zdjęcie ilustracyjneŹródło: Policja Lubelska
d41t5xr
d41t5xr

Do skandalicznego nagrania z Rembertowa dotarła "Gazeta Wyborcza". Kamera na prywatnej posesji zarejestrowała, jak policjanci próbowali wylegitymować młodego chłopaka, który wraz z kolegami siedział na ławce. Funkcjonariusze nie tylko używali siły, ale też rzucali w stronę 18-latka i jego kolegów niecenzuralne słowa. Skandaliczne zachowanie policjantów miało swoją kontynuację w radiowozie oraz na komendzie.

Bulwersujące zachowanie policjantów

Sytuacja miała miejsce 18 stycznia, po godzinie 12.00. Do trzech chłopaków siedzących na ławce podjechał patrol policji, by sprawdzić, czy nie spożywają alkoholu. Gdy padło pytanie: "Który ma dokumenty?", do policjantów podszedł 18-letni Piotr. Razem ruszyli w kierunku radiowozu. Chłopak musiał położyć na półce w bagażniku zawartość swoich kieszeni. W pewnym momencie sięgnął po swój telefon, by zadzwonić do mamy. Wtedy interwencja zaczęła wymykać się spod kontroli.

Jeden z policjantów chwycił nastolatka za ramię i przycisnął do radiowozu. Na nagraniu widać, że chłopak nie stawia oporu, a jedynie pyta: "Proszę pana! Ej, proszę pana, o co chodzi?", by po chwili zawołać do kolegów: "Ej chłopaki! Dzwoń do mojej mamy! Dzwoń do mojej mamy!".

d41t5xr

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz też: Ciężarówka na przejeździe kolejowym. Kierowca na długo to zapamięta

W pewnym momencie policjanci rzucili hasło, by skuć chłopaka. Używali przy tym wulgarnych słów, a nawet wrzucili nastolatka do bagażnika, uniemożliwiając mu wyjście. Wyciągnęli go dopiero wtedy, gdy ten ma założone kajdanki. Wówczas rzucili go na asfalt twarzą do ziemi, jeden z nich usiadł okrakiem na Piotrze, a drugi dociskał kolanem do ziemi jego kark. Na słowa protestu nastolatka wołali m.in. "zamknij ryj", z kolei do patrzących z boku towarzyszy Piotra jeden z nich zawołał prowokacyjnie: "Wasz kolega? To trzeba było pomóc. Trzech na trzech".

Policjanci nie odpuszczali

Z relacji chłopaka dla "Gazety Wyborczej" wynika, że gdy znalazł się w radiowozie, funkcjonariusz miał potraktować go gazem pieprzowym. Fala przemocy według chłopaka miała miejsce również na komendzie, gdzie m.in. rzucono go na fotel, który pękł, a jeden z policjantów trzykrotnie uderzył go w twarz otwartą dłonią. Ponadto kazano chłopakowi rozebrać się do przeszukania. Interwencja zakończyła się wypisaniem wezwania do stawienia się na jednym z komisariatów w roli podejrzanego o czyn z art. 65A kodeksu wykroczeń. Na wezwaniu odnotowano, że Piotr "nie wykonywał poleceń oraz utrudniał pracę policji".

Obdukcja wykazała 20 uszkodzeń ciała u chłopaka. Nie stwierdzono stałych uszkodzeń wzroku. Sprawa trafiła do Biura Spraw Wewnętrznych Policji, które przekazało materiał Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Praga. Ze względu na ryzyko znajomości z policjantami ostatecznie sprawa trafiła do Prokuratury Rejonowej w Legionowie, która 15 lutego wszczęła śledztwo. Nikt jeszcze nie usłyszał zarzutów.

d41t5xr

Źródło: Gazeta Wyborcza

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d41t5xr
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

WP Wiadomości na:

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d41t5xr
Więcej tematów