Rodzice szykują się do bojkotu pomysłu PO

- Szykujemy się do działań i obmyślamy strategię wraz z innymi stowarzyszeniami. Nie możemy milczeć, gdy wszystkie inne kraje europejskie, nawet takie jak Rosja czy Ukraina inwestują w politykę prorodzinną, a u nas młodzi rodzice są pierwszym adresem, pod który rząd puka, chcąc podnosić podatki i szukać oszczędności - zapowiada Karolina Elbanowska ze Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców. To odpowiedź na rządowe zapowiedzi cięcia ulgi prorodzinnej. Do tej pory rodzice lub opiekunowie mogli co roku odliczyć od podatku ok. 1,1 tys. za każde dziecko. Teraz - według spekulacji mediów - ulga miałaby przysługiwać wyłącznie osobom mającym przynajmniej troje dzieci.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie

WP: Agnieszka Niesłuchowska: Według nieoficjalnych doniesień prasowych premier ma zapowiedzieć w piątkowym expose cięcie ulgi podatkowej na pierwsze i drugie dziecko w rodzinie. Spodziewała się pani takich kroków?

Karolina Elbanowska: O tych pomysłach słyszeliśmy jeszcze przed wyborami. Ulga przestanie być powszechna, ponieważ zdecydowana większość rodzin w Polsce ma jedno lub dwoje dzieci. Co gorsze, minister Fedak, ostrzegała nas, że celem zmian nie jest wcale zwiększanie ulgi dla dzieci z rodzin wielodzietnych. Stracą na tym wszyscy, również rodziny wielodzietne, bo nie będą mogły odliczyć sobie podatku od dwójki pierwszych dzieci.

WP: W czasie kampanii wyborczej Donald Tusk mówił, że jest szansa, aby model rodziny 2 + 2 ewoluował systematycznie w model 2 + 3, a może jeszcze więcej, bo to jest przyszłość naszej ojczyzny. Zapowiadał, że PO planuje radykalne zwiększenie ulgi na trzecie i każde kolejne dziecko.

- To zwykłe przedwyborcze bajki. Premier wielokrotnie powtarzał, że ulga prorodzinna jest dla niego irytująca, bo nie spełnia swojego celu, jakim jest zwiększenie dzietności. A przecież to nie o to chodzi.

WP: A o co?

- Nie w tym rzecz, by machinalnie zwiększać dzietność, bo nie jesteśmy Rumunią z czasów Nicolae Ceausescu. Ulga jest symbolem bezpieczeństwa, jakie państwo powinno zapewniać rodzicom. Osoby decydujące się na założenie rodziny powinny czuć, że politycy zdają sobie sprawę ile trudu kosztuje wychowywanie potomstwa: zaciąganie kredytów mieszkaniowych, znoszenie zawirowań życiowych związanych z urlopami macierzyńskimi i wychowawczymi. Zresztą tysiąc złotych odliczenia na dziecko nie amortyzuje nawet podatku VAT (23%), który codziennie płacą nasze dzieci od każdej pieluszki i kaszki. Dla porównania: w Wielkiej Brytanii produkty dla dzieci mają stawkę zero.

WP: PO chwaliła się przed wyborami sukcesami w zakresie polityki prorodzinnej, wprowadzeniem urlopów tacierzyńskich, ułatwieniami w zakładaniu żłobków, upowszechnieniem edukacji przedszkolnej.

- Ja to widzę zupełnie inaczej. PO cały czas wysyła sygnały, że nie warto mieć dzieci. Winne są również poprzednie ekipy, które miały identyczną mentalność. W przypadku PO jest to jednak szczególnie widoczne. Hasło o upowszechnianiu edukacji przedszkolnej brzmi pięknie. Jednak w praktyce mamy tylko podwyżki opłat dla rodziców, którzy chodzą do pracy. Natomiast w wielu miejscowościach z powodu dramatycznego braku miejsc w przedszkolach, 4- i 5-latki obowiązkowo trafiają do zespołów szkół, gdzie nie mają ani posiłków ani placu zabaw. Zamiast tego spotyka ich agresja ze strony starszych uczniów i konieczność spędzania połowy dnia w gimbusach. To nie ma nic wspólnego z dobrem dziecka, chodzi tylko o poprawienie statystyk. Zaś jedynym skutkiem słynnej ustawy żłobkowej jest obniżenie standardów opieki nad niemowlętami i drastyczne podwyżki opłat za tradycyjne żłobki.

WP: Jak informowała ostatnio „Rzeczpospolita” w MEN trwają prace nad nowelizacją, która opóźni obowiązkowe pójście przedszkolaków do szkoły o kolejny rok, choć jeszcze niedawno było niemal pewne, że 6-latki pójdą do szkoły we wrześniu 2012 roku. Myśli pani, że Platforma może wycofać się z tego pomysłu na skutek licznych protestów rodziców?

- Jak na razie mamy tylko zapowiedź przedłużenia bałaganu o kolejny rok. Teraz ofiarami reformy mają zostać dzieci z rocznika 2007. Nie wierzę, że w ciągu roku w szkołach cokolwiek się zmieni. Jest kryzys, samorządy tną koszty na wszystkim: likwiduje się szkoły, łączy klasy i wprowadza naukę zmianową. O remontach można zapomnieć. Obraz nędzy i rozpaczy, jaki prezentują polskie szkoły, można zobaczyć czytając społeczny raport, który opublikowaliśmy na stronie www.ratujmaluchy.pl. Do tego dochodzi fatalna podstawa programowa, która łamie prawa dziecka do naturalnego rozwoju.

WP: A może nowa minister edukacji, Krystyna Szumilas, będzie miała inne podejście do tej sprawy?

- Jeśli to ona zostanie ministrem, nie będzie żadnej rewolucji w tym temacie.

WP: Mówiła pani wcześniej, że nie tylko PO, ale i inne partie nie mają pomysłu na politykę prorodzinną, ale w czasie kampanii prezydenckiej PiS proponował m.in. kartę rodziny wielodzietnej i propozycje podatkowe dla rodzin, a szef SLD zapraszał was na rozmowy. Rzeczywiście nie macie żadnych sojuszników?

- Rozmawiamy ze wszystkimi ugrupowaniami i staramy się szukać sprzymierzeńców dla rozwiązań prorodzinnych. Politycy mają bardzo małą wiedzę na temat tego, jak wygląda wsparcie dla rodzin w Europie. Najczęściej traktują politykę prorodzinną jako kosztowną fanaberię, a nie inwestycję w kapitał ludzki. Gdy ministrem finansów była prof. Zyta Gilowska, powiedziała, że ulga prorodzinna to wspieranie bogaczy, którzy zafundowali sobie dużo dzieci. Czyli rodzina z dwójką dzieci, w której rodzice zarabiają razem 2,4 tys. zł netto, to w oczach polityków bogacze. PiS był od początku przeciwny wprowadzaniu wysokiej ulgi podatkowej na dzieci. Pomysł został przeforsowany dzięki lobby Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus” i zabiegom niektórych polityków, m. in. Marka Jurka. Platforma poparła ulgę, by dopiec PiS przed wyborami.

WP: Żadna z partii nie ma wrażliwości społecznej?

- Odnoszę wrażenie, że partie lewicowe zajmują się tylko wojenkami światopoglądowymi, by zyskać rozgłos. Zaś partie prawicowe reprezentują mentalność: rodzina zawsze sama sobie poradzi. Nie ma poczucia solidarności społecznej wobec dzieci. Przypomnę, że według oficjalnych statystyk co trzecie dziecko w Polsce żyje w biedzie! Nic więc dziwnego, że mamy najniższy wskaźnik tzw. dzietności kobiet w całej Unii, choć są badania, które mówią, że Polki chciałyby mieć więcej dzieci. W praktyce rodzą jedno, góra dwójkę, bo wiedzą, że kolejnych nie będą już w stanie utrzymać. Niedługo nie będzie już komu pracować na nasze emerytury a problemu nie rozwiążą imigranci, bo nie będziemy ich mieli czym zachęcić do osiedlania się w naszym kraju. Jeśli nie zainwestujemy w politykę prorodzinną jak Węgry czy Francja, możemy się z Polski już zacząć ewakuować.

WP: Wielu ekonomistów uważa, że ulgi nie spełniają swojej funkcji, bo nie służą najbiedniejszym, lecz zamożnym. To oni czerpią z nich najwięcej profitów.

- Smucą mnie takie opinie, bo pokazują że te osoby nie rozróżniają podstawowych pojęć. Nie można mylić polityki socjalnej z polityką prorodzinną. Czym innym jest wsparcie państwa dla najuboższych, a czym innym promowanie rodzicielstwa. Polityka prorodzinna to system, który ma na celu zapewnienie bezpieczeństwa rodzinom, które ponoszą trudy wychowywania społeczeństwu nowych obywateli.

Ulgi podatkowe - wszystko co musisz wiedzieć WP: Prawdopodobnie zarówno becikowe jak i ulga pozostaną, ale będą adresowane jedynie do najbiedniejszych. To źle?

- Bardzo źle. Już pojawiały się w debacie publicznej żarty w rodzaju: „do becikowego jeszcze 9 miesięcy, a mnie już chce się pić”. Kierowanie strumienia pomocy tylko do najuboższych będzie wspieraniem tego krzywdzącego stereotypu, że ktoś rodzi dzieci tylko po to, by odebrać becikowe. Oczywiście trzeba pomagać najuboższym, ale w chwili pojawienia się nowego dziecka także rodzina średnio zamożna potrzebuje wsparcia. Wydatków jest bardzo wiele, a niektóre z nich, w tym badania lekarskie, są przez kobiety ponoszone już w czasie ciąży.

WP: Niektórzy politycy, w tym Waldemar Pawlak, twierdzą, że jak ktoś dużo zarabia, to stać go na dziecko i nie musi korzystać z ulg.

- Bzdura. Państwo powinno wspierać ubogich, a za pomocą mądrego systemu podatkowego motywować do posiadania dzieci klasę średnią oraz osoby zamożne. Największym kapitałem społeczeństwa są dzieci urodzone w dostatku, ponieważ mają zapewnione nie tylko bezpieczeństwo socjalne ale też dobrą edukację. Niestety nasz rząd robi wszystko, by zniechęcić do posiadania dzieci także osoby o wyższych dochodach. We Francji szefowie wielkich koncernów mają po 4- 5 dzieci, nie tylko dlatego, że nad Sekwaną udało się wypromować modę na wielodzietność. Tam posiadanie licznej rodziny po prostu się opłaca, w Polsce robi się wszystko, by powielać fatalny stereotyp rodziny wielodzietnej, w której jest alkohol, przemoc i bieda. Właściwie cały system pomocy społecznej motywuje do bierności, a wręcz patologii. Zresztą nawet pomoc dla najuboższych pozostaje na żenująco niskim poziomie. Na tle Unii Polska przeznacza najmniejszy procent PKB na wsparcie dla rodzin. Na Zachodzie wszyscy rodzice otrzymują dodatki na dzieci. U nas w ramach
bezpłatnej edukacji rodzice zaciągają kredyty na wrześniową wyprawkę.

WP: MEN się jednak chwali, że dofinansowuje podręczniki dla najbiedniejszych uczniów.

- To dofinansowanie nie pokrywa całości kosztów, nawet w przypadku najuboższych rodzin. MEN doprowadziło do sytuacji, w której rodzice są zakładnikami pazerności wydawców podręczników. Praktycznie nie mamy ani bezpłatnej edukacji ani opieki medycznej. Niedawno zlikwidowano nocną pomoc lekarską, która była bardzo potrzebna szczególnie rodzicom małych dzieci. Tymczasem politykom przeszkadza akurat ulga dla rodzin, która przecież nie jest żadnym darem z budżetu, ale naszymi ciężko zarobionymi pieniędzmi. Dlaczego politycy nie analizują innych świadczeń, za które płacą wszyscy podatnicy? Nikomu nie przeszkadza, że zasiłek pogrzebowy jest udzielany wszystkim, bez względu na dochody. To przecież aż 4 tys. zł, które otrzymuje zarówno rodzina milionera jak żebraka, na podstawie jednej faktury.

WP: Jeszcze niedawno był o dwa tysiące wyższy. Rząd dokonał cięć i w tej sprawie.

- Tak, ale niedługo znów wzrośnie do poprzedniego poziomu, bo co trzy miesiące jest rewaloryzowany. Tymczasem progi dochodowe uprawniające do korzystania z dodatków na dzieci od siedmiu lat stoją w miejscu. W ostatnim czasie z systemu wypadło ponad milion rodzin.

WP: Jest pani mamą piątki dzieci w wieku od roku do dziewięciu lat. Na co pani przeznacza pieniądze z ulgi prorodzinnej?

- Finansujemy dzieciom wakacje. Gdyby nie ten coroczny zastrzyk finansowy, dzieci siedziałyby w domu, bo nie zdołalibyśmy zgromadzić takiej kwoty, aby je gdzieś zabrać. Przy takiej lawinie codziennych wydatków nie ma szans, na odłożenie jakiejkolwiek kwoty. Nie jesteśmy w tym odosobnieni. Tak żyje większość polskich rodzin, które wychowują dzieci. Do naszego stowarzyszenia należy np. para lekarzy, która ma na utrzymaniu szóstkę dzieci, oboje rodziców pracuje i funkcjonuje z ogromnym trudem.

WP: Ministerstwo Finansów szacuje, że likwidacja wszystkich preferencji w PIT dałaby około 16 mld zł, w tym ulga prorodzinna - 6 mld zł, becikowe - 300 mln zł. Ma pani inne pomysły na to, gdzie rząd powinien szukać oszczędności?

- Na pewno warto ograniczyć biurokrację, dokonać cięć w administracji publicznej, ograniczyć przywileje emerytalne dla konkretnych grup. Dziś policjant może iść na emeryturę mając trzydzieści kilka lat. Marnotrawi się potencjał świetnie wyszkolonych profesjonalistów, którzy będąc w pełni sił przechodzą na utrzymanie innych obywateli. Jeśli rząd deklaruje, że chciałby działać bardziej racjonalnie w zakresie polityki rodzinnej powinien zweryfikować absurdalną dopłatę do kredytów hipotecznych dla singli w ramach projektu „Rodzina na swoim”. Dlaczego preferencje mają być przyznawane na takiej samej zasadzie rodzinie z kilkorgiem dzieci co osobie, która mieszka z psem i kotem?

Planujecie bojkot pomysłów podatkowych PO?

- Tak. Szykujemy się do działań i obmyślamy strategię wraz z innymi stowarzyszeniami. Nie możemy milczeć, gdy wszystkie inne kraje europejskie, nawet takie jak Rosja czy Ukraina inwestują w politykę prorodzinną, a u nas młodzi rodzice są pierwszym adresem, pod który rząd puka, chcąc podnosić podatki i szukać oszczędności.

Ulgi podatkowe - wszystko co musisz wiedzieć
Rozmawiała Agnieszka Niesłuchowska, Wirtualna Polska

Polub WP Wiadomości